TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Tofany

Spis treści niniejszej strony
Cortina d'Ampezo

16 lipca 2010 (piątek) - Dziś mamy "lajtowy" dzień - przenosimy się na kemping Olimpia w Cortina d'Ampezo.

Kemping umieszczony za miastem, droga dojazdowa dobrze oznakowana, więc trafiamy bez problemu. Obsługa w języku angielskim. Ufff....

IMG_1__1941_

Wybieramy miejsce, gdzie chcemy ustawić namiot. Decydujemy się na bliskie sąsiedztwo z innymi Polkami, (ale nie utrzymywaliśmy z nimi kontaktów), z dala od węzła sanitarnego. Wracamy na portiernię, zostawiamy paszporty i otrzymujemy pilota do bramy, która jest zamknięta w godzinach 23.00-7.00 i 13.00-15.00. No tak, odpoczynek u Włochów rzecz święta! Mamy pilota, więc jesteśmy niezależni. Fajnie pomyślane, w końcu to taki duży kemping.

Pewne trudności przy rozbijaniu namiotu - skaliste podłoże zagina śledzie, a żar z nieba się leje. Ufff, jak gorąco!

Kupujemy mapę Tofany (7 euro), robimy podstawowe zakupy w Cortinie: pieczywo, nabiał, napoje - (16,47). Ceny są wysokie. Mnóstwo tu restauracji i kawiarni, ale sklepy spożywcze ciężko znaleźć. Dodatkową trudność stanowi poruszanie się po wąskich, w większości jednokierunkowych uliczkach.

Wieczorem ustalamy plan na następny dzień - Toffana di Rozes i ferrala Lipella - ponoć najpiękniejsza ferrata w grupie Tofan.

Ferrata Giovanni Lipella - Tofana di Rozes

17 lipca 2010 (sobota) - wstajemy o 4.15, śniadanie i w drogę. Poprzedniego dnia przygotowaliśmy plecaki i wszystkie potrzebne rzeczy. Ruszamy, niestety - brama zamknięta. Pilot nie działa! Obudziliśmy dozorcę. Zaspany i zdenerwowany po włosku i na migi wyjaśnił, że pilot nie działa w godz. 23-7 i 13-15. Powinniśmy zostawić wczoraj auto przed bramą kempingu. Kto to wiedział??? Nieporozumienie językowe. W końcu dozorca zlitował się nad nami i otworzył bramę pożarową. O 5.10 ruszamy. Dojazd do wybranego parkingu długi i nerwowy. 5.40 - na miejsu stoją już dwa auta - w samochodach śpią Włosi i Czesi. 5.45 - wyjście na szlak w kierunku schroniska Dibona. Prawie godzinę wędrujemy leśną ścieżką urozmaiconą trasą wśród wysokich drzew z niewielkim podglądem na formacje skalne. Docieramy do szutrowej drogi, a chwilę potem osiągamy parking przed schroniskiem. Sporo tu samochodów- można było spokojnie dojechać aż do schroniska - zaoszczędzilibyśmy godzinę wspinaczki.

Kierujemy się wg drogowskazów i mapy do ferraty Lipella. 8.00- początek ferraty.

IMG_1__1386_    IMG_1__1409_

Od innej strony dociera tu 4-osobowa grupa chłopaków. Zakładamy uprząż i 8.15 - start. Pierwsza wspinaczka i już osiągamy sztolnię. Włączamy latarki, nasze kroki dudnią po metalowych schodach. Towarzysze wspinaczki szybko nikną nam z oczu.

IMG_1__1418_     IMG_1__1431_

Metalowe schody zastępuje chodnik kuty w skale. Mokro, ślisko i bardzo ciemno. W wielu miejscach ubezpieczenia w postaci poręczówki. Po 30 minutach marszu pierwsze dzienne światło: wyjście ze sztolni. Przed nami rozpościera się przepiękny widok na fantastyczne formacje skalne. Jesteśmy zachwyceni. Słów brak, by opisać piękno gór, które mamy przed sobą.

Poruszamy się wzdłuż naturalnych półek skalnych. Trasa ubezpieczona stalową liną dobrej jakości. Belgowie, którzy weszli na ferratę tuż przed nami, zupełnie zniknęli nam z oczu. Przez długi czas szliśmy zupełnie sami. Większość relacji internetowych, które opisywały tłumy i zatory na trasie mocno przesadzona. Jest sobota, pogoda wspaniała, a my raczej martwimy się, że nikt za nami nie idzie. (Wiadomo, że w razie wypadku wtedy łatwiej o pomoc).

IMG_1__1455_     IMG_1__1497_

Ferrata Lipella  nie należy do trudnych, chociaż posiada sporo elementów typowo siłowych. Sporo energii pochłaniało przechodzenie między skalnymi półkami. Największą trudnością tej ferraty jest jej długość. Według Tkaczyka to 3 godziny, my szliśmy prawie pięć. Nie było zatorów i kolejek, przez 2/3 trasy szliśmy sami. Faktem jest, że nie spieszyliśmy się zbytnio, bo widoki na poszczególne formacje skalne zapierały nam dech w piersiach i co chwila przystawaliśmy, by choć w niewielkim stopniu przenieść to, co widzimy, na zdjęcia.

 

Trasa ferraty jest poprowadzona bardzo ciekawie: za każdym zakrętem, za każdą pokonaną półką skalną odkrywaliśmy zupełnie inne widoki - odległe szczyty i skały na wyciągniecie ręki tuż za przepaścią, fragmenty fortyfikacji i rozległe panoramy, małe i większe cieki wodne, które utrudniały przejście i jednocześnie zmieniały koloryt skał. Pięknie to sobie natura wymyśliła...

Na tej ferracie mieliśmy okazję spotkać dwóch chłopaków, którzy rzeczywiście wspinali się po skale, a nie po linie ubezpieczającej. Większość ferratołazów stale podciąga się na linie zabezpieczającej, nie zauważając pięknej rzeźby skał, po których równie łatwo można się wspinać. Mogliśmy długo obserwować chłopaków, którzy starannie wybierali sobie drogę, wspinając się tylko po skałach. Lina stanowiła faktyczne ubezpieczenie. Wspólnie zdobywaliśmy ostatnią część ferraty - słynny amfieatr.

IMG_1__1565_

Przepiękna formacja skalna o kształcie półkolistego zagłębienia - Rzymianie na pewno utworzyli by tu amfiteatr. Niestety to był jednocześnie jeden z trudniejszych fragmentów, ponieważ ferrata w tym miejscu przebiegała prawie pionowo, a skała była niezwykle krucha. Należało bardzo uważać, by nie strącić kamieni na tych, co poniżej. 

12.55 - wyjście z amfiteatru kończy przygodę z ferratą Lipella, ale można kontynuować wędrówkę na szczyt Tofana di Rozes (3225m) nieoznakowanym szlakiem - ok. 30 minut. Wyczerpujący marsz na szczyt przez zalegający lodowczyk, ruchome piargi i bardzo kruche, zwietrzałe skały. Nie ma tu jednego trawersu, nie ma żadnych zabezpieczeń przy osypującym się piargu, ale są cudowne widoki, dla których warto tę trasę pokonać. Na szczycie Tofana di Rozes okoliczne pasma i ich najwyższe szczyty wydają się być tak blisko...  

W ciągu pół godziny na szczyt dociera kilkanaście osób - międzynarodowe towarzystwo.

IMG_1__1609_     IMG_1__1644_

14.05 - zejście ze szczytu tą samą drogą. Teraz trochę łatwiej, bo z góry widać kilka trawersów. Są i tacy, którzy po prostu zbiegają po tym kruchym i ruchomym piargu. Doświadczenie, umiejętności czy młodzieńcza fantazja??? Na pewno zdecydowanie szybciej niż w tradycyjny sposób. 

W miejscu, gdzie kończy się ferrata Lipella, rozpoczyna się słabo oznakowany niebieskimi ciapkami szlak zejściowy do schroniska Rif. Giussani (2580m). Mieliśmy piękną pogodę, więc kiepskie oznakowanie nam nie przeszkadzało, ale w przypadku mgły odnalezienie drogi do schroniska będzie raczej niemożliwe. Przy zejściu sporo mokrych skał, momentami bardzo ślisko. Z jednego ze strumieni czerpiemy lodowatą wodę.

IMG_1__1658_   IMG_1__1701_ 

Ok. 16.00 docieramy do schroniska Giussani -pieczątki, zdjecia i dalej w drogę powrotną. Można było szlakiem zejściowym skierować się wprost do schroniska Rif. Dibona, ale chcieliśmy odwiedzić schronisko położone wyżej niż polskie Rysy.

17.00 - w schronisku Dibona panuje spory ruch. Pieczątkujemy nasze mapy i kierujemy się na leśną ścieżkę, która doprowadzi nas do auta. 17.40 - koniec trasy!. Do Olimpii docieramy po 18. mocno zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi. Ferrata była bardzo wymagajaca kondycyjnie - poradziliśmy sobie. Czujemy się wspaniale! Mamy super pogodę i super wakacje!

Więcej zdjęć z ferraty Lipella w GALERII na dole strony.

Via ferrata Ettore Bovero

18 lipca 2010 niedziela). W nocy była burza, padał duży deszcz. Rano nadal pada, ale mniejszy. Przemoczyło man trochę rzeczy w przedsionku, tzn wszystko, co leżało na stoliku, ponieważ przez okienko sączyła się woda. Zeszyt z notatkami zamókł całkowicie.

Ok. 9. zagaduje nas Wojtek z Warszawy. Chwilę później z Kasią i Wojtkiem gawędzimy przy kawie. Wymieniamy się doświadczeniami z podróży - oni poznają świat jeżdżąc motorami, wracają już do Polski.

Pogoda stabilizuje się, po deszczu pozostały już tylko niewielkie kałuże. Po południu postanawiamy "zaliczyć" krótką ferratę Ettore Bovero na Col Rosa, która znajduje się w pobliżu kempingu Olimpia. W większości opisów spotkaliśmy określenie "ferrata o charakterze sportowo-rozrywkowym". Ścieżką nr 417 (jest to też ścieżka rowerowa) idziemy do węzła szlaków i dalej trasą nr 408 do przełęczy Posporcora (1730m) ostro trawersujemy w górę. Dwie i pół godziny marszu od wyjścia z kempingu do przełęczy.

IMG_1__1720_     IMG_1__1727_

Wspinamy się po skałkach przez 25 minut i dopiero wtedy osiągamy oznakowany początek ferraty. Przed nami wielka skała, momentami bardzo siłowe fragmenty, szczególnie dla kobiet o niezbyt długich nogach. Środkowy fragment ferraty poprowadzony został po prawie pionowej skale. Przejścia wymagają zręczności i siły. Trzeba też uważać na idących niżej. Skała jest lita, ale zawsze jakieś drobiny się osypują.

IMG_1__1747_     IMG_1__1750_

Za nami szli Słowacy i zdarzało się, że coś im na głowę zrzuciliśmy. Na szczęście mieli kaski.

IMG_1__1731_     IMG_1__1737_

Na całej trasie mało sztucznych stopni i ułatwień, więc wspinaczka była bardzo wciągająca. Bardziej zajmowała nas wspinaczka niż roztaczające się widoki, które doceniliśmy dopiero po wejściu na sam szczyt Col Rosa (2166m).

IMG_1__1775_     IMG_1__1782_

Sam szczyt to dość duży płaski teren. Jak na większości włoskich szczytów, tak i tu na niewielkim wzniesieniu z kamieni umieszczono krzyż. Widok z Col Rosa pozwala obserwować grupy: Pogmagon, Cristallo i Tofany. Podziwialiśmy też czerwony szczyt Dolomiti di Braies.

Pogoda umożliwiała obserwację, ale zbyt długo na szczycie nie pozostawaliśmy ponieważ wiał silny, chłodny wiatr. Zejście nie było już tak przyjemne jak wspinaczka.

IMG_1__1780_     IMG_1__1795_

Trasa zejściowa przebiega stromymi zakosami pośród licznych piarżysk. Trasę urozmaicają pozostałości fortyfikacji z pierwszej wojny światowej - w sumie prawie dwie godziny dość monotonnego marszu.

Przejście całej trasy zajęło nam pięć i pół godziny. Ferratę Ettre Bovero  możemy zaliczyć do bardzo ciekawych. Na pewno wiele się tu nauczyliśmy i zdecydowanie podnieśliśmy swoje umiejętności wspinaczkowe.

Ferrata Michielli Strobel

19 lipca 2010 (poniedziałek) zpalanowaliśmy na dziś przejście sportowej ferraty M. Strobel, która znajduje się po drugiej stronie rzeki, na wprost kempingu Olimpia. W pół godziny spacerkiem docieramy do baru Fiames (1293m) i parkingu.

IMG_1__1819_     IMG_1__1824_

Po przejściu przez dość ruchliwą szosę dobrze oznakowaną ścieżką docieramy do piargu, po którym trawersem dochodzimy aż pod ścianę, gdzie zaczyna się ferrata. 10.00 - ruszamy w skały. Męczące przejścia wśród piargów i kosówek przeplatają się ze wspinaczką, podczas której szybko nabieramy wysokości.

IMG_1__1847_     IMG_1__1870_

Ferrata dostarczyła nam wielu wspaniałych wrażeń. Podziwialiśmy przepiękne formacje skalne, mieliśmy ogromną radość ze wspinaczki - skała pięknie urzeźbiona, ferrata momentami bardzo śmiało poprowadzona, a ubezpieczenia stabilne i w bardzo dobrym stanie technicznym.

 IMG_1__1889_    IMG_1__1894_

Turystów niewielu. Po dwóch godzinach dotarliśmy na szczyt  Punta Fiames (2240m)  pokonując 1000 metrów przewyższenia.

Na szczycie spotkaliśmy Polaków, którzy dwie godziny wcześniej udawali, że nie znają języka polskiego i nie odpowiadali na pozdrowienia. Jak się później okazało - mieszkaliśmy na tym samym kempingu...

IMG_1__1901_

Podejmujemy decyzję o zejściu ferratą, a nie - jak wszyscy - piargami. Chyba nie ma zakazu schodzenia ferratą? Droga powrotna zajmuje nam 90 minut. Teraz jest znacznie więcej osób, co powoduje znaczne przestoje. Dzięki temu podziwiamy ciekawe widoki, na które przy podejściu nie zwróciliśmy uwagi. Przepuszczając turystów i oczekując na swoją kolej, mamy okazję dłużej się porozglądać. Pięknie!

IMG_1__1910_    IMG_1__1930_

Około 15. wracamy na kemping. Kolejna piekna wycieczka za nami, kolejna ferrata "zaliczona".

Wieczorem planujemy trasę na następne dni. Czas na zmianę kempingu, czas na masyw Marmolady i najwyższy szczyt Dolomitów - Punta Penię (3343m).

 

Cascade de Fanes

20 lipca 2010 (wtorek) - dziesiąty dzień naszej wyprawy wita nas przepiękną pogodą. Szybko i sprawnie pakujemy nasz ekwipunek i o 9.30 opuszczamy kemping. Za cztery doby płcimy 76 euro.

Kierujemy się w kierunku Dobbiaco, na Cascade de Fanes. Zostawiamy auto na bezpłatnym parkingu. Tu większośc parkingów jest bezpłatna, wejściówek do parków narodowych też nie ma. Leśną dróżką za ścieżką rowerową - trasa nr 10 - kierujemy się wzdłuż potoku.

Ścieżką ubezpieczona stalową liną wchodzimy w obręb wodospadu. Sporo tu turystów, większośc ubiera kurtki przeciwdeszczowe. Przechodzimy za kurtyną wody. Trasa bardzo śliska, ale ubezpieczona linami. Udaje nam się zrobić ciekawe zdjęcia. Zejście z wodospadu wprost do ogromnego jaru. Prowadzi tu maleńka ferrata - taka dla dzieci. Przechodzimy ją bez zabezpieczeń i kasków. Jakiś Włoch zwraca nam uwagę na niebezpieczeństwo. Prowadzi dwoje dzieci w pełnym zabezpieczeniu (lonże, kaski) i w adidasach. Staramy się wytłumaczyć mu, że dla nas ta ferrata "it's easy". Nie wiemy, czy zrozumiał, ale dał nam spokój, kiedy zaproponowałam, że zrobimy im wspólne zdjęcie.

Wycieczka do wodospadu zajęła nam niecałe dwie godziny. Wracamy do Cortiny d'Ampezo i dokonujemy niezbędnych zakupów, co w porze sjesty nie jest rzeczą prostą. Odkrywamy przy okazji, że włoskie wina są dużo tańsze niż piwo.

Udajemy się na kemping Malga Ciapella, który znajduje się u podnóża masywu Marmolada.

Treść nowego pytania:
Komentarze internautów
~ gość 08.12.2011 17:36
Pięknie!
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )