TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Słowacja - Tatry Zachodnie - sierpień 2009

Oryginalne zapiski z wyprawy gdzieś się zagubiły. Opis tras został odtworzony 2 miesiące później. Najbardziej szkoda nam adresów ludzi, których poznaliśmy na szlaku. Zwykle po powrocie wysyłamy im zdjęcia - teraz nie mamy takiej możliwości.

Wyprawa w Tatry słowackie została zorganizowana w trybie ekspresowowym - niespodziewane 6 dni dodatkowego urlopu! Pakowaliśmy się w takim pośpiechu, że zapomnieliśmy o wielu rzeczach, np. o butli z gazem. Wyjazd, jak zwykle - wieczorem, nocny przejazd przez całą Polskę, by rano wyjść na pierwszą trasę.

Spis treści niniejszej strony
Spalena Dolina, Rohaskie Plesa, Tatlikowa Chata, Zuberec

6 sierpnia 2009 (czwartek)

Ranek w Tatrach Zachodnich wita nas deszczową pogodą, słabą widocznością i wszechobecną mgłą. 6.40 - parking w Rohaskiej Dolinie płatny 3,5 € za cały dzień. Stawiamy auto przy zadaszeniu, niedaleko wyjścia na szlak. Bar jeszcze nieczynny więc organizujemy sami śniadanie mając nadzieję, że mżawka przejdzie i szybko się wypogodzi. 8.20 - w końcu decydujemy się na wyjście. Nie pada, ale chmury wiszą bardzo nisko i jakoś przejaśnień nie widać.

W 30 min. docieramy do rozstaju szlaków Razcestle na Adamculi (1183) i ruszamy ku Razcesti k Rohaskim Plesam. Pogoda chłodna i mglista, słaba widoczność. Kiedy wędrujemy Spaleną Doliną  zaczyna lekko mżyć. Szybko mżawka zamienia się w deszcz. Im wyżej, tym więcej opadów i większy wiatr. W taką pogodę wędrowaliśmy prawie dwie godziny.

Nie widząc widoków na lepszą pogodę, zaproponowałam powrót - może niżej będzie lepsza pogoda? Przy zerowej widoczności i silnym wietrze chodzenie po graniach jest dość ryzykowne. Zawracamy tuż przed przełęczą.

Chwilę potem spotykamy młodzież z Wadowic. Po wysłuchaniu naszych argumentów i oni decydują się na powrót. Wracając razem opowiadamy im o naszym pobycie w Rumuni. Oni informują nas, że pozostawienie auta przy gospodzie - legalnie (250 m przed parkingiem) pozwala zaoszczędzić bilet parkingowy. Zachowujemy w pamięci te cenne uwagi.

Niżej jest lepsza widoczność, ale deszcz nadal pada intensywnie. Idziemy trasą przy Rohaskich Plesach. Kurtki przemokły, stuptuty nie pomagają już, bo w butach chlupocze woda. A deszcz nie zamierza przestać padać.

Podczas niewielkich przejaśnień podziwiamy walory tej części Tatr. Jeziorka i maleńkie wodospady są wyjątkowo urokliwe. Podczas naszej wędrówki mijamy niewiele osób. Młoda para Słowaków męczy w nosidełku z folią swoje dziecko.

Docieramy w końcu do Tatlikovej Chaty, gdzie można zjeść gorący posiłek (przyjmują nasze złotówki). Nie zatrzymujemy się jednak, tylko wędrujemy asfaltową drogą wprost do samochodu. Przestaje padać, trzeba się szybko wysuszyć, bo chłód nam mocno doskwiera.

Suche ubranie, suche buty i gorąca zupka chińska - nareszcie ciepło! A tu przychodzi kolejna ulewa, którą przeczekujemy pod daszkiem. 15.30 - wracamy do Zuberca - czas pomyśleć o noclegu. W informacji turystycznej nic dla nas nie mają - w Zubercu odbywa się właśnie Festiwal Kultury Góralskiej. Impreza ma międzynarodowy charakter i nie ma wolnych pokoi. Pytamy więc na własną rękę, pukając do kolejnych domów.

Udało się! Mamy pokój z oddzielnym wejściem wprost z ulicy. Gospodarz specjalnie dla nas włączył centralne ogrzewanie. Dzięki temu mogliśmy bez problemu wszystko wysuszyć. Gospodarz zapewniał nas, że do niedzieli pogoda będzie fantastyczna, dziś był ostatni deszczowy dzień. Ano zobaczymy! Deszczu mamy dość na długo...

Tatlikowa Chata, Zabrat, Wolowiec, Rohacze, Banikowskie Sedlo, Rohaska Dolina, Zuberec

7 sierpnia 2009 (piątek)

6.30 - zostawiamy auto na parkingu, tak jak wczoraj. Słoneczko pięknie świeci, niebo błękitne - gospodarz miał rację: zapowiada się wspaniała pogoda.

Od początku narzucamy szybkie tempo. Przy takiej pogodzie będzie dziś tłoczno na szlakach. 7.30 - jesteśmy przy Tatlikovej Chacie, odpoczywamy przy stoliku, bar jeszcze zamknięty. Dalej idziemy na Zabrat (1656). Spora wspinaczka trawersem, podziwiamy przepiękne panoramy i już kierujemy się na Rakoń (1879). Pogoda wprost wymarzona, widoki przecudne i coraz więcej ludzi. Jeszcze tylko paskudny trawers po rumoszu skalnym i ... już mamy Wołowiec (2064). Odpoczynek.

Między kolejnymi kęsami kanapki nawiązujemy sympatyczną znajomość z Danką i Szymonem z W-wy. Na Rohacze wyruszamy wspólnie, cały czas gawędząc. Ona - po kursie taternickim - śmiga po skałach jak kozica. On - spokojny, stateczny, z lękiem wysokości; trochę opornie idzie mu schodzenie. Podziwiamy widoki, a pogoda nas dziś rozpieszcza serwując wspaniałą widoczność. Fotografujemy kozicę z małymi - jak blisko podchodzą! Robimy też sporo zdjęć Dance i Szymonowi z zamiarem wysłania. (Szkoda, że zagubiłam oryginalne zapiski z ich adresem i nie mogę wysłać zdjęć. Gdyby oni napisali..., ale jeszcze się nie zdażyło, by ktoś spotkany w górach pierwszy się do nas odezwał; to my zawsze jesteśmy stroną, która inicjuje kontakt).

Jamnickie Sedlo (1908) osiągamy bardzo szybko, a potem ostre wspinanie na Ostry Rohac (2088). Pojawiają się pierwsze łańcuchy. Postanawiamy w miarę możliwośći z nich nie korzystać. Skała jest pięknie urzeźbiona i sucha, więc będzie można spokojnie przejść, nie korzystająć z metalowych ułatwień. Rewelacyjna wspinaczka!

Płaczliwego Rohacza (2125) osiągamy koło południa. Podczas kolejnej dłuższej przerwy obserwujemy turystów - przy takiej pogodzie sporo osób wędruje z dziećmi. Bardzo popularne są tu nosidełka. Szlak działa w obie strony, jednak więcej osób idzie od strony Wołowca.

Tutaj rozstajemy się z Danką i Szymonem – oni mają więcej drogi przed sobą, a my chcemy delektować się górami.

Dalsza wędrówka to: Smutny Zwornik (1963), Tri Kopy (2135), Hruba Kopa (2166) i Przełęcz nad Zawratami. Przepiękna graniówka poprowadzona samymi szczytami. W razie załamania pogody jest wyznaczony dodatkowy szlak biegnący niżej głównej grani. Przed 16. wchodzimy na Banikow (2178). Samo wejście na szczyt poprzedza wspaniała wspinaczka po samiuteńkim szczycie grani. Z obu stron przepaście, ogromna ekspozycja i wspinaczka wyjątkowo emocjonująca. Na szczycie chwilka przerwy – z apetytem pochłaniamy ostatniego banana i batonik. Kończy nam się też woda. Nie mieliśmy w planach aż tak długiej wycieczki i zaprowiantowanie nie było zbyt duże. Zresztą – czeka nas teraz tylko zejście.

Banikovskie Sedlo (2040) i już schodzimy żółtym szlakiem  Spaleną Doliną  do Rohaskiej Doliny. Dopiero dziś widzimy, jak blisko przełęczy byliśmy poprzedniego dnia. Dzisiejsza wycieczka w pełni nas usatysfakcjonowała i wynagrodziła trudy wczorajszej niepogody i braku widoków (nagrody).  Schodzimy bardzo szybko i już ok. 18. jesteśmy w Zubercu.

Kąpiel, porządkowanie sprzętu, kolacja - zwykłe czynności po wyprawie. Postanawiamy trochę pospacerować po miasteczku. Pomimo festiwalu niewiele się tu dzieje. Wypijamy regiolnalne piwo w barze. Do pobliskiego domu kultury zaczynają się schodzić ludzie na potańcówkę. Postanawiamy wrócić na kwaterę - jesteśmy zbyt zmęczeni na tańce.

Spalena Dolina, Banikowska Przełęcz, Pachoł, Spalena Kopa, Salatin, Brestowa, Zuberec

8 sierpnia 2009 (sobota)

Raniutko jedziemy na parking przy wyciągu przy Spalenym Zlebie. Kiedy pakujemy się do wyjścia na szlak, zjawia się strażnik - straszy nas mandatem, trochę krzyczy. Robi się nieprzyjemnie. Wjeżdżając w leśną drogę nie zauważyliśmy znaku zakazu wjazdu. To jest parking na czas zimowy, tylko dla narciarzy. A swoją drogą to ciekawe, skąd ten strażnik tak szybko do nas przyjechał? Czyżby ten młody chłopak, który pilnował wyciagu, dał mu znać?

Wracamy pod karczmę i tam zostawiamy auto, 250 m od płatnego parkingu. W budce parkingowej siedzi pan, który niedawno straszył nas mandatem. No to nie damy dziś panu zarobić. :)

Trzeci dzień z rzędu pokonujemy tę samą asfaltową trasę - dziś zajmuje nam to 20 minut. Idziemy żółtym szlakiem w kierunku Spalenej Doliny na Banikowską Przełęcz. Uff... podejście tym trawersem jest trochę nudne i męczące. Na przełęczy chwilkę odpoczywamy. Sporo ludzi idzie na Banikova, tylko nieliczni decydują się tak, jak my - na Pachoła (2040). Zależy nam na przejściu całej słowackiej Orlej Perci - szlak czerwony: Pachoł, Spalena Kopa (2083), Salatin (2048).

Szlak jest przepięknie wyznaczony - w wielu miejscach poprowadzony podwójnie: górą - graniówka po samiutkich szczytach i dołem - szlak omija miejsca z mocno wyeksponowaną granią. Wybrana przez nas trasa jest mało popularna wśród turystów. Aż trudno uwierzyć, że to Tatry! Pusto, cicho i pięknie. Tatry Zachodnie pieszczą nasze oczy wspaniałymi widokami.

Na trasie mijamy się kilkakrotnie z dwójką przemiłych starszych panów - Słowaków. Tylko im pozazrdrościć kondycji, bo tak z wyglądu to jakeś 65+. (Jeden z nich był przewodnikiem tatrzańskim - wskazywał nam i nazywał po łacinie nietypową roślinność).

Ok. 13 gotujemy sobie zupkę na szlaku czym wzbudzamy spore zainteresowanie nielicznych tu turystów. W Tatrach nie widzieliśmy, by ktoś gotował na szlaku. Tu się najczęściej jada suchy prowiant + gorący napój z termosu.

Na całej dzisiejszej trasie (od Pachoła) było niewiele łańcuchów. Piękna rzeźba skał daje nam niesamowitą frajdę wspinaczkową. Pogoda nadal wspaniała, chociaż nad Rohaczami pojawiły się niewielkie chmury.

Brestova (1934) wita nas szybowcami tuż nad głową. Szkoda, że nie zdążyliśmy zrobić zdjęć - szybowce latały tak niziutko! Brestova to węzeł szlaków i trochę więcej turystów się pojawiło. Teraz już tylko zejście - wąska, stroma i długa droga. W końcu osiągamy strumyk i chwilę potem jesteśmy pod wyciągiem, gdzie tak niefortunnie rano parkowaliśmy.

Jest 17 - kolejna piękna wycieczka dobiegła końca. Gdybyśmy ją zaczęli od strony wyciągu - tak jak planowaliśmy wcześniej - nie udałoby się odnaleźć oznakowania szlaku wśród zarośli. Jak na tatrzańskie zwyczaje, to ten szlak jest bardzo słabo oznakowany.

Pod karczmą, gdzie rano zostawiliśmy auto, zrobiło się tłoczno. Wolno ruszamy, cała kolumna aut kieruje się do Zuberca. Trwa festiwal. Z "toczek" płynie muzyka. Obok skansenu, w wypełnionym po brzegi amfiteatrze, występy zespołów ludowych. Całe miasto żyje festiwalem, ogrodzenia udekorowane bibułkami i wstążkami. Na uliczkach pelno autokarów z międzynarodowymi rejestracjami.

Po kolacji i my ruszamy spacerkiem "w miasto", jednak zmęczenie bierze górę i szybko wracamy. Rozliczamy się z gospodarzem - płacimy po 7 € za osobę, razem 42 €. Całkiem dobrze się tu mieszka, wygodnie, ale brakuje nam namiotu. Jakoś nie umiemy się znaleźć na kwaterze...

 

Zuberec, Habowce, Oravski Grad, Vlkolinec, Rackowa Dolina

9 sierpnia 2009 (niedziela)

W Zubercu od rana rozbrzmiewają ludowe zaśpiewy. Dźwięk dobywa się z toczek rozmieszczonych na słupach. Jest to bezpośrednia relacja z amfiteatru. Przed 9 wyjeżdżamy - miło będzie wspominać pobyt w tym miasteczku.

Jedziemy trasą 584. W Habovce mijamy weselny korowód (kolejna atrakcja festiwalowa). W miejscowości Podbiel skręcamy w lewo (szosa nr 59) i jedziemy do Oravskiego Hradu. Wokół zamku infrastruktura turystyczna bardzo rozwinięta: bary, stragany, sklepiki. Kupujemy bilety wstępu - Po 5 € i płacimy jeszcze za możliwość fotografowania - jakieś 3 lub 4 €, nie pamiętam...

Stajemy grzecznie razem z innymi przed ogromną średniowieczną bramą zamku. Mamy czas, by zapoznać się z informatorem, który otrzymaliśmy razem z biletem (wersja niemiecko-polska). Zamek robi na nas ogromne wrażenie, przez ponad 2 godziny snujemy się po zamkowych murach i komnatach, oglądamy pokaz średniowiecznych walk, słuchamy koncertu muzyki dawnej i robimy mnóstwo fotek.

Z Oravskiego Zamku kierujemy się do Dolnego Kubina i dalej na Rużomberok do wsi Vlkolinec. Wieś ta jest wpisana na światową listę zabytków UNESCO. Ponoć to jeden z najlepiej zachowanych zespołów architektury ludowej Słowacji. We wsi mieszkają ludzie, nie jest to więc typowy skansen. Po chwilowym zauroczeniu pastelowymi domami (piękne, delikatne kolory domostw) zauważamy współczesne przróbki. W zabytkowych chatach powstawiano plastikowe okna. W Polsce nie zgodziłby się na to konserwator zabytków. Kupujemy kilka map, stawiamy parę pieczątek i wyjeżdżamy z tego miejsca.

Rackova Dolina - zatrzymujemy się na kempingu. Można tu wynająć sobie bungalow, rezerwacja przez internet. Bierzymy jeden nocleg na polu namiotowym (teren ogrodzony, wjazd ze szlabanem - w sumie płacimy 10,40€). Obec Pribylina, ATC Rackova Dolina znajduje się w Tatrzańskim Parku Narodowym. Na polu namiotowym w wyznaczonych miejscach można palić ogniska. W praktyce każdy namiot ma swoje ognisko. Drewna było pod dostatkiem, ponieważ za drogą w lesie była przecinka i mnóstwo chrustu zostało.

Nowy, większy namiot, rozgwieżdżone niebo, ciemne piwo Saris i ... romantyczny wieczór mamy. Z czołówkami na głowach planujemy następny dzień.

Pysne Sedlo, Błyszcz, Bystra, Bystra Dolina, Tatrzańska Magistrala

10 sierpnia 2009 (poniedziałek)

Z kempingu wyruszamy kilka minut po 6. Jedziemy autem do miejscowości Pribylina Zruby,  gdzie zostawiamy auto na parkingu. (O 6.30 budka parkingowa jeszcze zamknięta). 6.40 - wyjście na szlak. Niebieskie znakowania prowadzą nas początkowo lasem, a potem wzdłuż Kamienistego Potoku. Malownicza trasa. Gdzieniegdzie leży jeszcze zeszłoroczny śnieg. Aż do Pyszniańskiej Przełęczy wędrujemy samotnie. Pysne Sedlo (1788) osiągamy około 10.30. Robimy sobie dłuższą przerwę. Mija nas jeden turysta! Daleko i wysoko (tuż pod Błyszczem) dostrzegamy kilka pojedynczych postaci.

Po 11 niespiesznie ruszamy dalej. Pogodę mamy bardzo dobrą i widoczność znakomitą. Fotki! Podziwiamy polską Pyszniańską Dolinę i grzbiet ze szczytem Ornak. Mozolnie wspinamy się po dość stromym i kruchym zboczu. Błyszcz (2159) osiągamy o 12.30. Na szczycie jest kilka osób, tylko Polacy odpowiadają na pozdrowienia. Na szczycie kończy się szlak czerwony, którym wędrowaliśmy od przełęczy. Na Bystrą (2248)  idzemy nieoznakowanym, ale dobrze widocznym szlakiem poprowadzonym samą granią. Podziwiamy panoramę Tatr Wysokich. Najwyższe szczyty ukryte są już w chmurach, ale i tak widok jest fantastyczny.

Z Bystrej  schodzimy żółtym szlakiem do Bystrej Doliny. Zaczyna się troszkę chmurzyć. Docieramy do potoku Bystra i dalej poruszamy się wzdłuż rzeki. Jest cicho, spokojnie i pusto. Czujemy się jak w rumuńskich Karpatach - tylko przyroda i my. Troszkę to dziwne - polskie Tatry zadeptywane przez tłumy turystów, a w słowackich cisza i spokój.

Docieramy do Tatrzańskiej Magistrali - szlak czerwony. Leśna droga zmienia się w świeży asfalt i... gubimy drogę. Okazuje się, że zboczyliśmy na ścieżkę rowerową i maszerujemy w kierunku głównej drogi - Cesta Svobody (Droga Wolności). Trudno - zrobimy parę km więcej. Kiedy o tuż przed 17 wchodzimy na parking, budka parkingowego jest jeszcze otwarta. Pożałowaliśmy 3,5 € i przeszliśmy przez cały parkin nie zatrzymując się przy aucie. Kiedy zrobiliśmy zakupy w pobliskim sklepie, parkingowy odjechał.

Po powrocie na pole namiotowe postanawiamy zostać tu na kolejną noc. I znowu ognisko, ale niebo już bez gwiazd. Pogada wyraźnie psuje się, a więc potrzebny plan awaryjny. Rozważamy kolejny długi dzień w górach lub odwrót do Polski ze zdobyciem Wysokiej w Pieninach (od słowackiej strony).

Stara Lubowna, Pieniński Park Narodowy - Wysoka, Haligowce, Cerveny Klastor

11 sierpnia 2009 (wtorek)

Wita nas mglisty i wilgotny ranek. Chmury wiszą dość nisko, ale jakby przejaśnia się. Nadal mamy dylemat, którą trasę wybrać. Dopiero dzisiaj odkrywamy, że na polu oprócz baru i restauracji funkcjonuje jeszcze sklep spożywczy. Ok. 8. przywożą świeżutkie pieczywo i nabiał. Wcześniej tego nie zauważyliśmy, bo o ósmej to już byliśmy w trasie.

Tak długo się zastanawiamy nad trasą, że w końcu możemy udać się tylko na Wysoką. Zostawiamy do następnego roku "Taterki" i ruszamy w drogę powrotną do domu. Niskie chmury nadal groźnie wiszą nad szczytami, a my jedziemy ku lepszej pogodzie (trasa 77). Pod Starą Lubovną skręcamy w boczną drogę na Kamienkę i Stranany docieramy do granicy Pienińskiego Parku. Auto zostawiamy na dzikim parkingu. Obok nas do wyjścia szykują się też Słowacy. W Pieninach świeci słońce, ale na wszelki wypadek zabieramy ze sobą kurtki p/deszczowe. Kiedy przez buczynowy las, po metalowych schodach (brr!) docieramy do szczytu Wysokiej (1052) zaczyna mżyć niewielki deszczyk. Nasz plan przejścia z Wysokiej na Wysoki Wierch i powrót okrężną drogą do auta znowu ulega zmianie. Wracamy. Po co moknąć i oglądać krajobrazy, których za mgłą  nie widać. Szybki powrót. Kiedy docieramy do auta deszcz pada już dość intensywnie.

Haligowce, Cerveny Klastor  (niezłe kempingi) - jedziemy wzdłuż Dunajca. Wycieraczki nie nadążają zbierać wodę z szyby - taką pogodą wita nas Polska. I w tym deszczu kończą się nasze wyrzuty sumienia, że mogliśmy jeszcze troszkę zostać. Chodzenie po mokrych górach nie sprawia nam przyjemności. Czas powrotu.

O czwartej rano docieramy do domku.

Treść nowego pytania:
Komentarze internautów
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )