TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Tatry - Zakopane sierpień 2008

Spis treści niniejszej strony
Morskie Oko - Rysy

12 sierpnia 2008 (wtorek)

Łysa Polana - wita nas chłodny, rześki poranek. Po całonocnej podróży samochodem zostawiamy auto na bezpłatnym parkingu i ruszamy o 6.00 w kierunku Palenicy. (Tutaj chcą za parking 36 zł)

7.55 - Morskie Oko, herbata w schronisku. Przybywa turystów. Pogoda nam sprzyja - ruszamy w kierunku Rysów, gdzie docieramy o 12.30. W najwyższym miejscu polskich Tatr spędzamy ponad godzinę, delektując się wspaniałymi widokami i fantastyczną przejrzystością powietrza. Nawet tłum turystów nam nie przeszkadza. Poznajemy sympatycznego Jarka z Białegostoku. Wspominamy nasze pierwsze rodzinne wejście na Rysy przed czterema laty. Szliśmy we mgle, trasą od słowackiej strony. Na szczycie widoczność była na około 1 m, zupełne mleko. Dzisiejsza pogoda i wspaniałe widoki - to nagroda! Każdy z nas oddzielnie zalicza słowacki szczyt. Niesamowita przejrzystość powietrza!

rysy5.jpg   rysy6.jpg

Zejście. Bardzo szybkie zejście upływa nam na interesującej rozmowie. Żegnamy sie z Jarkiem przy Morskim Oku. Tutaj to dopiero są tłumy! Szarlotkę już rozkupili... Na Łysą Polanę docieramy o 18.30.

Nocleg - camping "Za Strugą" - 31 zł za dwie osoby za dobę. Warunki sanitarne znośne, chociaż woda tylko letnia. Postanawiamy zostać tu dwie noce, a potem poszukamy innego miejsca.

Sarnia Skała

13 sierpnia 2008 (środa)

Z powodu małej kontuzji Darka postanawiamy zrobić dziś niewielką traskę w ramach odpoczynku. Wybieramy "Sarnią Skałę". Na szlak wychodzimy o 9.10, punkt opłat 9.25, 10.05 wchodzimy na polanę Doliny Strążyskiej. Mamy godzinę marszu do Sarniej Skały. Nie spieszy się nam. Po wczorajszym szybkim zejściu z Rysów mam obolałe stopy.

11.15 docieramy na szczyt Sarniej Skały. Piękna panorama Zakopanego, ale już Giewont cały w chmurach. Szkoda!

sarnia2.jpg   sarnia4.jpg

Pamiątkowe fotki i wracamy. Wybieramy drogę powrotną wiodącą czarnym szlakiem, potem żółtym, kierując się do Szosy pod Reglami. Jesteśmy tu pierwszy raz i bardzo nam się podoba. Dolina Białego jest urokliwa i ma zdecydowanie mniej turystów. Na chwilkę zbaczamy czarnym szlakiem do jaskini Dziura - 20 min. marszu. Jaskinia bez oświetlenia elektrycznego, dogodne dość strome zejście w głąb. Nie mamy latarki. Darek schodzi bez oświetlenia i penetruje jaskinię. Ludzi jest tam sporo, mają latarki, flesze aparatów rozświetlają ciemności.

Wracamy na camping po 15. Jak na kontuzjowane osoby, to całkiem niezła wycieczka!

Stałe czynności organizacyjno - porządkowe zajmują nam trochę czasu, ale już po 18. meldujemy się na Krupówkach. Jak zwykle gwarno tu i tłoczno.

Kościelec

14 sierpnia 2008 (czwartek) dzień trzeci

O 4 rano obudził nas deszcz, ale o 6, kiedy wstawaliśmy, witała nas piękna pogoda. Niestety, było parno i duszno, a to nie wróżyło dobrze na górską wycieczkę. 7.10 - wyjście na szlak - Droga pod Reglami i pod Wielką Krokwią zajęła nam 1,5 godz. Wejściówki w Dolinie Jaworzynki i 0 8.50 wchodzimy przez Boczań w kierunku Murowańca. 10.25 - przełęcz, potem Murowaniec i Czarny Staw. Początkowa mgła zmieniła się w mżawkę, w końcu rozpadało się na dobre. Na Karb wchodzimy w strugach deszczu. Potem trochę się przejaśniło. W końcu wypogodziło się na dobre i mieliśmy piękne widoki - z chmur wyłoniły się szczyty Orlej Perci i Kościelca. 12.30 - Przełęcz Karb, wybieramy trasę na Kościelec, który okazał się dość trudnym szczytem. Mokre, śliskie kamienie i brak jakichkolwiek ułatwień znacznie utrudniły nam wspinaczkę.

kosciel7.jpg     kosciel8.jpg

13.30 - wchodzimy na Kościelec, gdzie przez długi czas jesteśmy sami. Towarzyszy nam tylko silny wiatr. Chmury szczelnie zakrywają Świnicę i Kozie Wierchy, ale odsłoniły się nam Kozie Czuby. Kiedy decydujemy się na zejście, docierają inni turyści. Robimy sobie jeszcze nawzajem zdjęcia i wracamy. Powoli wypogadza się, wiatr poprzeganiał chmury i góry odsłaniają swe widoki.

Wracamy przez  Dolinę Jaworzynki, gdzie na grani Boczania podziwiamy niedźwiedzicę z małymi. Dwa niedźwiadki, nieświadome kamer i teleobiektywów, baraszkują rozkosznie.

17.30 - docieramy do Kuźnic, skąd busem jedziemy na Krupówki.

19.30 - docieramy na nasze pólko.

Jaskinie: Raptawicka i Mylna

15 sierpnia 2008 (piątek) dzień czwarty

Od wczoraj przybyło trochę ludzi na pólku. Rozpoczął się kolejny długi weekend i jak to w Zakopanem bywa - popsuła się pogoda. Przechodzi nad nami front. Jest ciepło, ale zapowiadają burze z gradem.

Początkowy niewielki deszczyk zamienił się w ulewę, grzmi. W oczekiwaniu na lepszą pogodę popijamy kawę i ustalamy trasę na dziś - jak się wypogodzi, to pójdziemy do Wąwozu Kraków.

9.45 - przestało padać, wychodzimy na szlak. 10.25 - szlak czerwony, 12.00 - Miętusi Przysłop i zejście do Doliny Kościeliskiej. 14.30 - jaskinia Raptawicka, szlak czerwony. Trochę wspinaczki po łańcuchach, gdzie tworzą się niewielkie zatory. Z latarkami eksplorujemy Raptawicką, a potem próbujemy znaleźć wejście do jaskini Mylnej. Poddaję się już na początku. Mam jasne spodnie, a wejście do jaskini trzeba pokonać pełzając. Otwór niewielki, błoto, kamienie, a do tego przeszkadza plecak i aparat. Nie czuję się komfortowo, wręcz mam pietra: - a jak zabłądzimy, pomylimy drogę? Nie mamy mapy tej jaskini. Kilka słów ostrej zachęty ze strony Darka mobilizuje mnie do wejścia.

Już za pierwszym zakrętem spotykamy grupkę młodzieży. Trochę zagubieni. Mają mapę jaskini i dysponują JEDNĄ słabiutką latarką. No, mają jeszcze flesze z aparatów komórkowych! Darek zostaje przewodnikiem tego "stada". Z mapą w ręku rusza pierwszy. W sumie w grupie raźniej! Poruszamy się powoli, najczęściej na czworaka.

Jaskinia Raptawicka    Jaskinia Mylna

Jaskinia jest dobrze oznakowana. Jest bardzo mokro, na wszystkich ścieżkach stoi woda. Przy dużej rozpadlinie szlak ubezpieczony łańcuchami.  A potem to już widzimy światełko w tunelu i... to już koniec jaskini. O 15.50 wychodzimy z jaskini. Wspólne pamiątkowe zdjęcie obiecuję przesłać młodzieży na e-mail.

Kierujemy się w stronę wąwozu Kraków i zachęcamy naszych nowych znajomych do wspólnej wędrówki. Szlak jest jednokierunkowy, ale ludzie maszerują w obie strony. Wąwóz przypomina trochę trasy w Słowackim Raju, jest nawet wysoka drabinka. W pewnym miejscu szlak można pokonać na dwa sposoby: po łańcuchach przez jaskinię lub bezpośrednio nad jaskinią, po skale. Wybieramy pierwszy wariant. Bardzo ślisko, błoto przykleja się do butów, ale zabawa jest przednia.

wąwóz Kraków     przejście przez jaskinię

Wychodzimy... 45 minut lekkiego marszu, trochę wspinaczki i przecudne widoki. Warto było!

17.35 - Kiry, busem (bilet 4 zł) wracamy na pólko. Nasza lekka, krótka wycieczka trwała ponad 8 godzin, ale warto było.

Prognoza pogody na następny dzień znowu byle jaka. Pocieszające jest to, że tylko w nocy mają być burze.

Przed 22 pólko wycisza się, ależ grzeczni turyści!

Przymusowy odpoczynek

16 sierpnia 2008 (sobota) dzień piąty

Późnym wieczorem na bardzo podmokłym gruncie rozbili namioty motocykliści. Hałasowali już od 3.30. Myśleliśmy, że w nocy zamokli, a oni tylko zbierali się do wyjścia w góry. O piątej rano wszystko ucichło - pewnie poszli zdobywać Rysy.

W nocy padało, rano też pogoda kiepska. Przy kawie obserwujemy innych towarzyszy niedoli (deszczu).

12.15 - nuda, nadal kropi. Postanawiamy sobie zrobić spacer w deszczu. Z parasolem w garści udajemy się na zakupy.

Po powrocie zacieśniamy stosunki sąsiedzkie z Michałem. To jest dopiero pasjonat gór. Młody (23 lata) typ samotnika. Założył klub, prowadzi stronę internetową gory-szlaki.pl i intensywnie chodzi po górach. Imponuje nam ogromną wiedzą o górskich trasach. Po prostu pasjonat! A po górach chodzi dopiero od dwóch lat!

Wieczorem, w świetlicy, próbujemy oglądać "Twistera". W końcu idziemy spać. Może jutro będzie lepiej...

Grześ - Rakoń - Wołowiec

17 sierpnia 2008 (niedziela) dzień szósty

Pobudka o 5.00. Wyjeżdżamy w kierunku Doliny Chochołowskiej. Zabieramy ze sobą Michała. Parkin na cały dzień kosztuje 13 zł,-. Po krótkiej wymianie uprzejmości parkingowy inkasuje 12 zł do swojej kieszeni. Już po szóstej wychodzimy na szlak. Początkowe 8 km maszerujemy wspólnie, potem Michał odbija na szlak prowadzący na Ornak, a my idziemy ku schronisku na Chochołowskiej Polanie, gdzie docieramy o 7.45. Krótki odpoczynek i już wędrujemy w kierunku Grzesia. Szczyt osiągamy o 9.30. Nie ma tłoku. Na szczycie pusto, na szlaku mijaliśmy zaledwie trzy osoby. Widoki mamy przepiękne, pogoda wyśmienita. Chwila przerwy na wyśmienite jagody.

Grześ - panorama   Rakoń we mgle

Od ok. 10.30 zaczyna nas otaczać mgła. Na Rakoń wchodzimy w gęstej mgle, chwilami zupełnie nie widać szlaku. Robi się wietrznie i zimno.

11.45 - wchodzimy na Wołowiec (2063). Troszkę poprawia się widoczność. Znacznie zwiększyła się liczba miłośników górskich wycieczek.

Wołowiec    Trasa na Jarząbczy WIerch

Część osób udaje się na słowackie Rohacze, które nadal spowite są w gęstych chmurach. Przez chwilę Darek ma ochotę podążyć w tym kierunku, jednak nie zmieniamy planów i idziemy na Jarząbczy Wierch (2137), który zdobywamy o 13.30. Marudne i wyczerpujące podejście rekompensujemy batonikami  i 15-minutowym odpoczynkiem. 14.15 - Kończysty Wierch (2002), potem znowu graniówka i Trzydniowiański Wierch (1788), a potem to już tylko zejście do Doliny Chochołowskiej. A może by tak rowerkiem zjechać do parkingu? Nie! Resztę drogi też pokonujemy pieszo.

18.30 - odbieramy auto z parkingu i wracamy na nasze półko. Nasz sąsiad wrócił ponad godzinę wcześniej.

Wieczorem przy piwku wspólnie ustalamy plany na następny dzień. Michał chce wejść na Rysy, a my "zaliczymy" Przełęcz pod Chłopkiem. Tak więc razem powędrujemy do Morskiego Oka.

Przełęcz pod Chłopkiem

18 sierpnia 2008 (poniedziałek) dzień siódmy

Zgodnie z wczorajszą umową - pobudka o 4.15, a z pólka ruszamy o 4.55. Już o 5.30 parkujemy na Łysej Polanie (parking jest darmowy jeszcze).

Łysa Polana o 5.30    droga do Morskiego Oka

Dość szybko osiągamy Morskie Oko. Nudna zwykle trasa, w towarzystwie Michała zmienia się w ciekawą dyskusję o górach i pozwala skutecznie zapomnieć o 8 km asfaltu. Michał kieruje się lewą stroną Morskiego Oka ku Rysom, a my obeszliśmy je prawą stroną. 8.55 - Czarny Staw i kierunek na Przełęcz pod Chłopkiem (2410). Mamy świetną pogodę, urozmaiconą trasę, wspaniałe widoki i zupełny brak turystów - wszyscy poszli na Rysy. Początkowo szlak prowadzi po wielkich głazowiskach, w części bliżej szczytów - piękna graniówka.

Obejście Morskiego Oka   Głazowiska   Pod przełęczą

Przełęcz osiągamy o 11.20. Dobra widoczność kończy się wraz z granicą. Część słowacką spowijają mgły i gęste chmury. Szkoda! Nasz odpoczynek przeciąga się do godziny. Obserwujemy ludzi, przyrodę. Na chwilkę odsłania się nam Vielikie Hincowe Pleso.

Przełęcz pod Chłopkiem    Słowackie plesa

Zejście tą samą trasą nie nastręcza większych trudności. Jeszcze przed 14. mijamy Czarny Staw, a potem fundujemy sobie szarlotkę w schronisku. A tu, jak zwykle, tłum rozentuzjazmowanych turystów.

15-17 - marsz asfaltem do Łysej Polany. To chyba najbardziej znienawidzony przez turystów fragment wszystkich tatrzańskich tras. Co chwila trzeba ustępować fiakrom. W tym roku to trasa z przeszkodami. Trwają przygotowania do wielkiego remontu, który rozpocznie się jesienią. Wtedy też całkowicie będzie zamknięta droga do Morskiego Oka.

17.40 - docieramy autem na nasze pole namiotowe. Michał już dawno powrócił ze swojej wyprawy na Rysy. W czasie wspinaczki zdążył policzyć ilośc wszystkich łańcuchów na trasie oraz liczbę poszczególnych ogniw. Po prostu pasjonat! Kończymy dzień przy piwku, wymieniając doświadczenia i wspominając najciekawsze zdarzenia ze szlaków. Michał niezwykle barwnie opowiadał o swoich zimowych wejściach. Odwzajemniamy się relacjami ze Słowacji, Rumunii i Czarnogóry.

Lajtowy dzień na Krupówkach

19 sierpnia 2008 (wtorek) dzień ósmy

Śpimy jak "normalni" turyści i wstajemy dopiero o siódmej. W nocy bolały mnie nadwyrężone kolana, ciągnęły wszystkie ścięgna, szczególnie te pod kolanami. Ach ten asfalt!

Ustalamy plan dnia: około południa pójdziemy na Gubałówkę (czas najwyższy już tę górkę "zaliczyć"), potem Krupówki. Po 13. ruszyliśmy na Krupówki. Znowu na Gubałówkę nie dotarliśmy. Wędrowaliśmy po Zakopanem ponad trzy godziny, a potem ustalaliśmy plan na środę. Parę lat temu zdobywaliśmy Giewont w strugach deszczu. Chyba czas na lepsze fotki z tej kultowej góry. A więc Giewont i Czerwone Wierchy.

Wieczorem znowu spotykamy się z Michałem. Nie odpuścił sobie dzisiejszego dnia i bolącymi  nogami, z wielkimi odciskami na stopach powędrował na Kościelec. Dziś Michał opowiada nam o swoich czterech wejściach na Babią Górę w ciągu jednego dnia. Po prostu zahartowany oryginał i wielki miłośnik gór.

 

Giewont - Kopa Kondracka - Goryczkowe Czuby - Kasprowy Wierch

20 sierpnia 2008 (środa) dzień dziewiąty

Jakaś ciężka była dzisiejsza pobudka. Wychodzimy na szlak o 6.05. Pólko pogrążone we śnie. Wschodzące słońce tworzy niesamowitą, wręcz bajkową poświatę.

Wyjście na szalk     W drodze na Giewont

9.25 - wchodzimy na Giewont. Jest tu już kilka osób - sama młodzież. Nikt nam nie odpowiada na zwyczajowe "dzień dobry". Zupełny upadek dobrych obyczajów. Przy tych tłumach w Tatrach, to nawet na szlakach ludzie przestali się pozdrawiać.

droga na Giewont   Na szczycie Giewontu

Po pół godzinie na Giewoncie robi się tłoczno. A więc "klapkoland" już ruszył zdobywać góry! Turysta - klapek i klapkoland to słowotwórstwo Michała. Dotyczy przede wszystkim turystów w Kościeliskiej i nad Morskim Okiem, ale przecież wszędzie klapkowcy się znajdą.

Udajemy się w kierunku Czerwonych Wierchów. Pogoda tym razem dopisała, aż się chce wędrować. Na Przełęczy Kondrackiej już tłumy. My też zatrzymujemy się tu na śniadanko. Kopa Kondracka, potem przez Goryczkowe Czuby kierujemy się na Kasprowy Wierch.

Kasprowy tuż, tuż...    Kasprowy Wierch

Obserwując nowiuteńką kolejkę linową słyszę, jak jakaś mamuśka z dwójką małych dzieci zdaje mężowi telefoniczną relację z pięciogodzinnego oczekiwania na wjazd kolejką. Pięć godzin męczyć dzieciaki w kolejce? Szok! Na Kasprowy wchodzi się 3 godziny, no z tymi maluchami weszłaby w cztery...

16.20 - zeszliśmy zielonym szlakiem do Kuźnic, potem busem na obiad na Krupówki.

To już ostatni wieczór w Zakopanem. Nogi bolą od intensywnej marszruty, ale nie chce mi się jeszcze wyjeżdżać.

Babia Góra i Sokolica

21 sierpnia 2008 (czwartek) dzień dziesiąty

Zielona noc minęła spokojnie. Spakowani, żegnamy sie z Michałem i wyjeżdżamy punktualnie o 9.00. Zostawiamy Tatry na rok. Tęsknie się jeszcze za nimi oglądam. Żal wyjeżdżać...

Dziś mamy jeszcze w planach Babią Górę (1966). Zatrzymujemy się na parkingu "Krowiarki" - 10 zł,-. Wejściówki do Babiogórskiego Parku Narodowego są po 4 zł,- 10.45 - wchodzimy na niebieski szlak, który prowadzi lasem.

Wejście do parku     po drodze...

Mijamy po drodze staw i mnóstwo źródełek. O 12.15 docieramy do zamkniętego schroniska (przebudowa), ale bar jest czynny. Fasolka po bretońsku, chwila odpoczynku i dalej ruszamy żółtym szlakiem. Spore podejście, pod samym szczytem trochę łańcuchów i klamr. 13.05 - Darek staje na szczycie pierwszy (jak zwykle). Wieje tu niesamowicie. Nie pomaga ogromny kamienny mur. Sporo tu turystów. Wpisujemy się do księgi wierchowej Czechów. Szkoda, że Polacy takich szczytowych zapisków nie prowadzą.

Babia Góra - szczyt     zejście z Babuiej Góry

13.45-16.20 - zejście szlakiem czerwonym. To już koniec wypraw w tym roku.

Ruszamy w kierunku Zawoi i Makowa Podhalańskiego. Wracamy do domu...

Komentarze internautów
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )