TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Rumunia na bis

Spis treści niniejszej strony
Calafat - droga do Craiova - płaskorzeźba Decebala - Hunedohara - Alba Julia

18 lipca 2007 (środa)

Znow jesteśmy w Rumunii. Minęła 20., czas rozejrzeć się za noclegiem. Ruszamy mijając wioski ulicówki i ogarnięte suszą pola. Biednie wygląda ten rolniczy region. Ale drogi remontują. Jedziemy taką już częściowo wyremontowaną i szukamy kempingu, motelu, hotelu...

Zapada zmrok, a my nadal nie wiemy, gdzie będziemy spać. Zatrzymujemy się w bocznej drodze - czas na kolację. Słyszymy, jak w pobliżu pasterze wyprowadzają swoje owce, ogromne stado. W dzień jest taki upał, że wypas odbywa się nocą. Tylko co te bidulki owce wyskubią w takiej suszy?

Najedzeni i obmyci (prysznic z butelki) po krótkiej naradzie podejmujemy decyzję o noclegu w polu. Nie ma co dalej szukać - tu nie ma kempingów, hoteli. Tu porządnego parkingu nawet nie ma! Przestawiamy auto na drugą stronę ruchliwej ulicy. Nadal jesteśmy na prytatnym terenie więc nie chcemy rozstawiać namiotu. Zasypiając podziwiamy rozgwieżdżone niebo. Ruch na głównej drodze robi się mniejszy, a nas co chwilę budzą dzwoneczki wędrujących owiec. To już trzecia noc w samochodzie, ale "nie pękamy". W końcu i nam trafi się jakieś łóżko.

19 lipca 2007 (czwartek)

Szkoda życia na sen, gdy można tyle zwiedzić. Już o 6 rano ruszamy wzdłuż Dunaju. Śniadanie jemy nad pięknym, modrym Dunajem. Modry to on raczej nie jest. Bliżej mu kolorytem do stalowoszarego, ale co tam! A może w Wiedniu Dunaj jest modry?

Rzeka jest przepiękna. Mijamy Żelazne Wrota, przyglądamy się płynącym barkom, podziwiamy góry na drugim brzegu. Wzdłuż rzeki docieramay aż do Orsova, gdzie nad zatoką Marconia znajduje się wykuta w skale płaskorzeźba król Decebala (na podobieństwo czterech prezydentów w USA). Płaskorzeźba powstała na specjalne zamówienie rumuńskiego bogatego biznesmena. Ma 40 m wysokości i 25 m szerokości. Nad płaskorzeźbą przez 10 lat pracowało 12 alpinistów, ukończono w 2004 r.

W planach mamy dziś jeszcze zwiedzanie największego średniowiecznego zamku w miejscowości Hunedohara. Największego w całej Transylwanii. 160 km trasy (Caranseber, Otelu Rosu, Hateg) pokonujemy w większości ruchem wahadłowym - prawie na całej trasie trwa wielki remont drogi. Pył, kurz i niesamowity upał - temperatura w aucie momentami dochodzi do 43 stopni. Średnia prędkość to 40 km.

Zamek w Hunedohara wspaniale prezentuje się na zdjęciach, w rzeczywistości jest trochę gorzej. (Wstęp 6 lei/os., można dowolnie robić zdjęcia). Wielkie puste komnaty, słaby wystrój wnętrz, bardzo mało eksponatów. Fragmenty starych murów są piękne, wyraźnie widać kolejne przebudowy zamku. Sporo turystów, liczne grupy wycieczkowe. Zwiedzamy zamek cały czas mając świadomość, że nasz w Malborku jest i większy i ciekawszy.

Jedziemy dalej. Przez  Calan, Simerię, Orasite jedziemy do Alba Julia. Auto zostawiamy na parkingu w centrum miasta i na piechotę udajemy się, by zwiedzić słynną cytadelę. Bilety (po 5 lei) i mapkę poglądową otrzymujemy z rąk ubranego w strój XVIII-wiecznego żołnierza. Swobodnie przemieszczamy się po fortyfikacji. Niewielkie strzałeczki wskazują kierunek zwiedzania. Z wielkiego wału obronnego podziwiamy panoramę miasta. W stylizowanej XVIII-wiecznej karczmie coca colę podają ubrane w stroje z epoki dziewczyny. Wszędzie wyjątkowo pusto, należymy do nielicznych turystów.

Żegnamy się z sympatyczną Alba Julią i ruszamy dalej w kierunku Turdy. Mijamy Aiud i przed miejscowością Unirea zatrzymujemy się na nocleg w przydrożnym pensjonacie. To był bardzo gorący i męczący dzień. Już o 6 rano termometr wskazywał 26 stopni, a potem to już ponad czterdzieści. Nużąca, długa jazda, zwiedzanie obiektów znajdujących się "pod gołym niebem" - wszystko sprawiło, że czujemy się wyjątkowo zmęczeni. Prysznic, łóżko (nareszcie!) i już przed 21. zasypiamy.

 

Turda - Cheile Turzi - Cluj Napoca - Oradea

20 lipca 2007 (piątek)

Ranek wita nas chmurami i bardzo ciepłym powietrzem. Jeszcze przed ósmą wyjeżdżamy do nieczynnej już kopalni soli w Turdzie. Sól w tym miejscu wydobywano od XVIII wieku, co przyczyniło się do bardzo dynamicznego rozwoju miasta, szczególnie w XIXw.  Dziś to trochę senna miejscowość. Obecnie w pomieszczeniach kopalni znajduje się uzdrowisko. Przed wejściem (wstęp 8 lei) zgromadził się spory tłumek osób z kocykami, dzieci z zabaweczkami do piaskownicy. Większość ma ciepłe ubrania i termosy - udają się do kopalni na cały dzień. Punktualnie o 9. cały tłum rusza bardzo długim, kutym w soli korytarzem (917m) - Chodnik Franciszka Józefa wybudowany w 1853r. Na dół kopali schodzi się po drewnianych schodach. Wyrobisko Rudolf podziwiamy i z góry i z dołu. Wspaniale prezentuje się też szyb Św. Teresy - wyrobisko w kształcie dzwonu. W  kopalni utrzymuje się stała temperatura około 12 stopni. Z ciemniejszych zakątków dochodzi zapach uryny - zdecydowanie trzeba tu zainstalować toalety.

Zwiedzanie zajmuje nam 90 minut. Trochę solanki powdychaliśmy sobie.

Na zachód od Turdy znajduje się wąwóz Cheile Turzi - wąwóz Turdy, którego dnem płynie niewielka rzeka Hasdate.  Strome skały wznoszą się na wysokość do 300 m. Przypomina to troszkę polskie Pieniny. Szlakiem wędruje sporo turystów, przeważnie w sandałkach. Wąwóz bardzo malowniczy, wymaga dłuższego zwiedzania.

Po południu ruszamy do miejscowości Kluż (Cluj Napoca). To dość duże miasto, pięknie położone w dolince Małego Samoszu. Z trudem znajdujemy parking. Wędrując uliczkami miasta podziwiamy dwujęzyczne napisy. Miasto zamieszkują Rumuni i Węgrzy, często słychać rozmowy w charakterystycznym węgierskim języku. Podziwiamy pomnik konny Macieja Korwina ustawiony na placu przed rzymskokatolickim kościołem Św. Michała. Z Klużem związana była polska poetka Kazimiera Iłłakowiczówna. Architektura centrum - kamienice -  charakterystyczna dla europejskiej zabudowy końca XIX i początku XX wieku. Naszą uwagę zwraca ogromna ilość różnorodnych kabli rozciągniętych nad szerokimi ulicami miasta.

Zwiedzanie miasta w prawie 40-stopniowym upale mocno daje się nam we znaki. Szukając chłodu zaglądamy do klimatyzowanych sklepów - drogo, zdecydowanie drożej niż u nas. Decydujemy się na obiad w pizzerii Rosa. Ceny dość umiarkowane, jak na turystyczne centrum (32 leje za dwie pizze, sałatkę i 3 cole). Pizzę - łącznie z ciastem - przygotowywano na naszych oczach, a oczekiwanie na posiłek wyniosło niecałe 25 minut.

Ruszamy w kierunku Oradei, która znajduje się 140 km od Kluża. Piękna trasa widokowa, mijamy kolejne miejscowości: Huedin, Ciucea, Alesd.  W planach mamy jeszcze źródła termalne w Baje 1 Maje, gdzie docieramy przed 19. Rozbijamy namiot na kempingu w pobliżu basenów termalnych. Warunki dość znośne, ceny dość umiarkowane (14 lei za noc: 2 osoby + auto, namiot gratis). Rozmowa ze spotkanymi na kempingu Polakami zupełnie się nie klei, zdawkowa wymiana grzeczności.

O północy włącza się nam alarm, zakłócając ciszę nocną. Chwilę później w innym aucie. Zupełnie nie znamy przyczyny, może pies lub kot?

Baje 1 Maje - baseny termalne - Węgry Tokaj - Słowacja - Polska

21 lipca 2007 (sobota)

Ranek jest jakby chłodniejszy, o 8 temperatura wskazuje 24 stopnie. Jeszcze przed 9. opuszczamy kemping i znajdujemy pięknie zacienione miejsce na parkingu przed basenami. Wstęp całodniowy na baseny to koszt 7 lei. Teren prawie pusty, zbyt wcześnie dla wielu turystów. Woda w basenach cieplutka, w granicach 28-32 stopni. W obrębie obiektu znajdują się czyste toalety i przebieralnie, place zabaw, boisko do siatkówki plażowej, sklepy, stragany, bar piwny i cała gastronomia. Za dwie porcje schabowego z frytkami i surówką płacimy 27 lei. Porcje są tak duże, że spokojnie moglibyśmy najeść się jedną porcją.

Po intensywnym zwiedzaniu należy nam się błogie lenistwo. Niestety, plażowanie i kąpiele szybko nam się nudzą. Wytrzymujemy do 14, a potem jedziemy w kierunku granicy z Węgrami. Czas powrotu, kończy się nasza przygoda z Rumunią. Granicę przekraczamy w Bors/Artand.

Przez Debrecen i Nyiregyhanzę docieramy do miejscowości Tokaj. Zwiedzamy miasteczko wędrując wąskimi uliczkami, zaglądamy w zakamarki miasteczka, trafiamy do piwnicy - kawiarenki z degustacją win. Zakup win nie doszedł do skutku. Nie mamy forintów, a w sobotnie popołudnie Węgrzy wolą gotówkę niż płatność kartą. Pewnie i tak węgierskie wino kupimy taniej w Polsce.

Podczas dłuższego postoju za Tokajem przy kawie już wspominamy pobyt w Rumunii. Jeszcze nie wróciliśmy do domu, a już tęsknie marzymy o tym wspaniałym kraju. Postanawiamy tu powrócić, może nie za rok, ale za dwa lata na pewno. Nawet pogoda się zmienia: w oddali gromadzą się chmury, ale nadal jest bardzo gorąco.

Sarospatak, potem Satoraljaujhely (jak to wymówić?!) i po 19. wjeżdżamy do Słowacji. Drogą 553 mijamy Trbisov, Svidnik i Krajną Polanę. Granicę z Polską przekraczamy w Barwinku. Zostawiamy za sobą deszcz, burze, błyskawice. Ostatnia noc w podróży.

22 lipca 2007r., po 23 dniach i pokonaniu 6.084 km wracamy do domu. Kolejna podróż życia za nami. Czas na podsumowanie, porządkowanie zdjęć, notatek i wspomnień. Czas na przygotowanie się do kolejnej wielkiej podróży.

 

 

Komentarze internautów
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )