TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Góry Retezat

Więcej zdjęć w FOTOGALERII Góry Retezat  

Spis treści niniejszej strony
jaskinia lodowa Pestera Ghetarul Scarisoara, cabana Carnik

16 lipca 2009 (czwartek) dzień 6.

9.15 - żegnamy Padis i góry Bihor, które dostarczyły nam tyle ekstremalnych wrażeń. Kierujemy się w stronę gór Retezat.

W banku wymieniamy 300€ po kursie 4,16. Dziś w planach jest zwiedzanie jaskini lodowej Pestera Ghetarul  Scarisoara (trasa E79 i dalej 75, w Garda de Sus trafiamy na kierunkowskazy. Kończy się asfalt, wąskim szutrem dojeżdżamy do parkingu na 7 km przed jaskinią. Chyba trzeba pieszo... Młody chłopak z parkingu - "no english" i wręcza nam bilet na 10 lei. Za chwilę dojeżdżają Polacy z Katowic. Michał sprawnie organizuje przejazd landroverem. Za 4 osoby płacimy 150 lei. Droga nawet dla jeepa nie jest łatwa. Zaczyna kropić deszcz. Jest wyjątkowo ciepło, no i grzmi.

13.30 docieramy do wejścia do jaskini. Bilety po 7 lei za osobę. Wchodzimy już o 14.00. Nasza grupa jest ogromna. Wchodzimy za bramkę i schodzimy po metalowych schodach ostro w dół. Schodzimy i schodzimy i robi się coraz chłodniej. Docieramy do drewnianego podestu, obserwujemy lodowe formy.

 lodowa3.jpg

 lodowa9.jpg

Nie wiemy jak duża jest ta jaskinia, ale zwiedzającym udostępniono jedną małą galeryjkę. Owszem - robi wrażenie, ale nie tak duże, jak te słowackie. Wyjście trwa bardzo długo. Po deszczu ani śladu. Jeep zawozi nas na parking skąd wyjeżdżamy po 15.

19.00 - Deva, tankowanie LPG - 1,74 za litr. Jedziemy przez Hunden, potem Hateg. Przed nami rozpościera się pogrążony w chmurach Retezat. Co chwila widać błyskawice.

Z powodu objazdu do Cabana Carnik docieramy dopiero przed 22. Teraz to już tylko popas. Oglądamy w ciemnościach podmokłe pole namiotowe. Pół godziny przed naszym przyjazdem przestał padać deszcz, a lało tu przez 3 dni! Otrzymujemy propozycję noclegu w Cabanie Cabina u Wiktora - 25 lei za os, pokój 4-osobowy, już jedna osoba tam śpi. W końcu decydujemy się na spanie w przyczepie campingowej z własnymi śpiworami - 10 lei/os.

Ioan - właściciel Cabany Carnik - mówi po rosyjsku. Był nauczycielem tego języka, trochę zna także włoski i francuski. Świetnie nam idzie rozmowa; nie myślałam, że tak daleko przyda się rosyjski. W cabanie nie ma elektryczności, siedzimy przy świecach, naprzeciw - u Wiktora huczy generator. Dima - żona Ioana częstuje nas palinką, rewanżujemy się żołądkową gorzką. Dokarmiają nas jeszcze czarnymi jagodami (afine).

Zasypiamy patrząc na rozgwieżdżone niebo z sympatią myśląc o wspaniałych, serdecznych i uczynnych ludziach, których tu spotykamy.

Cabana Carnik, przełęcz Curmatura Bucurei, jezioro Bucura

17 lipca 2009 (piątek) dzień 7.

Rano przepakowujemy auto i plecaki na 3-dniową wyprawę w góry Retezat. Pole namiotowe za cabaną zajmuje międzynarodowe towarzystwo: wszędobylscy Czesi, Węgrzy, Rumuni - tyle wiemy oglądając tablice rejestracyjne aut. Cabana Carnik  to podupadła i troche zaniedbana dawna baza turystyczna. Ioan to chyba wydzierżawił, próbuje to rozbudowywać (toalety, doprowadzenie zimnej wody), ale z głównych pomieszczeń dolatuje do nas zapach butwy. Wszędzie mnóstwo niepotrzebnych sprzętów, starych gratów itp. Przed bunkiem stoi piec kaflowy - widać, że jest często używany! Ioan i Wiktor w czasach komunistycznych wspólnie prowadzili Cabanę Carnik, teraz każdy z nich ma własny interes. Kąpiel bierzemy u Wiktora (5 lei).

carnic1.jpg 

 carnic2.jpg

W góry wychodzimy o 9.55. Uginamy się pod ciężarem plecaków, po 10 minutach marszu  plecaki jakby już mniej nam ciążą. Idąc przez osadę obserwujemy przy pensjonatach extra auta. Jak ci turyści tu dojeżdżają? Wejście do parku i na szlak (niebieski pasek) prowadzi przez zarośnięty teren. W końcu szlak wychodzi na drogę, po której cały czas spływa woda chwilami tworząc małe strumienie. Ruch kołowy jest tu zakazany. Na rozstaju dróg kierujemy się do Cabany Gentiana, gdzie docieramy ok. 13. Spotykamy Polaków, którzy przyjechali do Rumunii pociągiem i tak sobie wędrują. Nasza przerwa na odpoczynek wydłuża się - załamanie pogody: deszcz, potem burza. Cabana wypełnia się przemoczonymi ludźmi.

gentiana1.jpg 

gentiana2.jpg 

Ruszamy dalej, gdy tylko trochę się przejaśnia - jest 14.15. W końcu po co są kurtki przeciwdeszczowe? Po 15 minutach mamy już przepiękną pogodę i wspaniałą widoczność. Trasa do jeziora Bucura (2040) wiedzie malowniczo pośród skał i strumieni. Jesteśmy na wysokości ponad 2000 m, szukamy źródła skąd możemy nabrać wody - wszędzie owcze bobki. Wchodzimy na przełęcz Curmatura Bucurei (2206), gdzie krzyżują się szlaki: niebieski i czerwony. Przed nami wielka łąka z owcami i krowami, w oddali świeci tafla jeziora Bucura i budynek Ref. Bucura - obenie siedziba Slavamontu. Obok budynku rozbitych kilkanaście namiotów. Już nam się podoba.

 retezat_gent1.jpg

 retezat_gent7.jpg

17.00 - już wybieramy miejsce pod namiot. Mnóstwo tu "komórek" z ustawioną ścianką z kamieni, ale w środku wydeptana trawa i błoto. Wybieramy trawiasty teren na górce, rozbijamy namiot i stawiamy sami ściankę z kamieni. Przy Salvamoncie jest pobór wody do picia - gumowa rura prosto ze skał.

 

ret_bucura2.jpg

 

ret_bucura6.jpg

20.00 - przy herbatce delektujemy się widokiem pięknych gór. Przed nami szczyty Bucura i Peleaga (2508,8). Peleaga co chwila ginie w  chmurach. Nocujemy na 2070 m. Pole namiotowe zapełniło się ludźmi. Nie spotkaliśmy tu Polaków. W nocy cicho i spokojnie - żadnych ekscesów.

Szlak Peleaga-Papusa-Saua Plaiul Mic-Pelegii-jezioro Bucura

18 lipca 2009 (sobota) dzień 8.

Wstajemy przed 7.00. Ogromna rosa na namiocie i na trawie. Nad nami ciemna czapa chmur, ale na horyzoncie widać skrawki błękitu - będzie piękna pogoda. Nasze próby nocnych zdjęć nie wyszły, ponieważ chmury szczelnie zakrywały i księżyc i gwiazdy. Noc była ciepła.

9.20 - wychodzimy w góry. Mamy zrobić ogromną pętlę - chcemy zaliczyć Bucurę (2370), Peleagę (2508,8) i Papusę (2508). Szlak żółty początek ma przy Ref. Bucura i od razu ostro pnie się w górę. Oznakowanie dobre, ścieżka uczęszczana przez turystów i obficie upstrzona owczymi odchodami. A niżej znajduje się punk czerpania wody... Nie dostrzegamy nieoznakowanego szlaku na Bucurę idziemy dalej na Peleagę. Szczyty chwilami giną w warstwie chmur, ale często świeci słońce i wtedy delektujemy się widokiem Retezatu.

 lightbox

lightbox
 

lightbox
 

lightbox
 

10.50 - szczyt Peleagi tonie w chmurach, zupełne mleko! Nie ma nagrody. Siedzimy, czekamy i nic. Kiedy decydujemy się na zejście, odsłania się na chwilkę południowa dolina. Fotki, szybko! I już znowu nic nie widać.

Zejście z Peleagi karkołomne - rumosz skalny, trawers jest wszędzie, kijki są bardzo pomocne. Ostro pikujemy w dół. Na przełęczy Saua Pelegii (2285) wiatr wręcz urywa nam głowę. Dopiero stąd widzimy cały szczyt, który jest teraz odsłonięty. Szkoda, że nie jesteśmy tam na górze, bo widoki są wspaniałe.

12.50 - wchodzimy na Papusę (2508). Za chwilę wchodzi też Słowak i nikogo więcej nie ma.

18_papusa1.jpg 

 18_papusa2.jpg

 

Schodzimy granią. Wiatr mocno wieje z południa - bardzo przydają się polarowe przepaski. Na naszej trasie nie ma żadnych ubezpieczeń. Męczące piarżyste zejścia i za chwilę takie same podejścia. Doganiają nas Węgrzy, którzy idą za nami od Peleagi.

16.00 - idziemy granią Culmea Papusa i ostatni szczyt Varful Custura (2457) postanawiamy sobie odpuścić. Kończy się szlak żółtych krzyżyków, gdzieniegdzie mamy jeszcze znakowanie niebieskich trójkątów i nagle... znikają wszelkie znaki. Według mapy powinien być tu węzeł szlaków. W końcu dostrzegamy potrzebne nam czerwone paski. Za chwilę wszystko spowija mgła, ale na szczęście oznakowanie jest rozmieszczone blisko siebie i udaje nam się schodzić. Mgła znika tak samo nagle, jak się pojawiła. Znowu mamy piękną, słoneczną pogodę. Na zboczu dostrzegamy stado koni, które zachowują się tak, jakby chciały wskazać nam drogę.

 18_konie4.jpg

 18_konie6.jpg

17.00 - docieramy do przełęczy Saua Plaiul Mic (1879), węzeł szlaków. Pojawia się ogromne stado koni, które wręcz domagają się karmienia. Te odważniejsze wsadzają łby do plecaków turystów. Oddajemy koniom dwie ostatnie kromki chleba.

Mijamy dwa niewielkie jeziorka i mocno wydeptanym szlakiem (czerwone krzyże i niebieskie pasy) idziemy w kierunku Polany Pelegii, gdzie docieramy ok. 18. Jest tu pole namiotowe, mnóstwo ludzi i samochodów no i musi być droga, którą tu wszyscy dojechali (szlak oznakowany jest niebieską kropką). Zostały nam jeszcze ze dwie godziny marszu. Jesteśmy trochę zmęczeni. Teraz szlak prowadzi wzdłuż rzeki Bucura i jest dobrze oznakowany. Rzeka tworzy piękne kaskady, bardzo widowiskowe. Znacznie więcej tu turystów. Wspinamy się, jeszcze jedno podejście i jeszcze jedno i już widać nasze pole namiotowe przy jeziorze Bucura. Jest 19.40 - w 10 i pół godziny zatoczyliśmy niezłe kółko.

 18_pelegi7.jpg

18_pelegi9.jpg 

To była dość trudna trasa: duża odległość, bardzo duża suma podejść i zejść, silny wiatr i kiepskie oznakowanie części szlaku.

W nocy nad pólkiem przechodzą cztery potężne burze. Chyba nikt nie spał tej nocy spokojnie. Niebo rozjaśniały potężne błyski, pioruny z hukiem biły w okoliczne szczyty. W strugach deszczu pośpiesznie przenoszono namioty, wzmacniano naciągi. Nasz namiot wyszedł bez szwanku.

przełęcz Poarta Bucurei - rezerwat Gamele - Saua Retezatului i Retezat, Saua Ciurila, Cascadele Stanisoarei, cabana Pietrele

19 lipca 2009 (niedziela) dzień 9.

Rano na pólku krajobraz jak po burzy. Wszędzie suszą się śpiwory, odzież. Niektórzy wylewają kubkami wodę z namiotów. Słoneczko pięknie przygrzewa.

 19_pak1.jpg

 19_pak2.jpg

10.20 - wyruszamy w drogę powrotną. Kierujemy się na dłuższy szlak wzdłuż jeziora Ana. Szlak łączący znowu niewidoczny. Wdrapujemy się na przełęcz Poarta Bucurei (2280).

12.50 - wchodzimy na szczyt Bucura I (2439), który tonie we mgle. Graniowym, oznakowanym na żółto szlakiem, poruszamu się wzdłuż granicy rezerwatu Gemele w kierunku szczytu Retezat (2482). Coraz częściej jednak chmury i mgła zasłaniają nam widoki, ale udaje nam się zrobic kilka zdjęć. Jesteśmy sami na szlaku.

 19_pak9.jpg

 19_pako12_bucura.jpg

15.10 - docieramy do przełęczy Saua Retezatului (221). Wg kierunkowskazu na szczyt mamy 30 min. Z plecakami zabiera nam to znacznie więcej czasu. Szczyt tonie w chmurach - schodzimy po zrobieniu pamiątkowej fotki. Jest 16.20.

 przelecz_retezat.jpg  szczyt_retezat2.jpg  retezat_zejscie2.jpg

Żółtym szlakiem ostro i niebezpiecznie pikujemy w dół. A potem następna graniówka. Jak kozice skaczemy po kamieniach. Robi się zimno, towarzyszy nam silny wiatr. Ostatnich turystów mijaliśmy przy przełęczy, teraz nie ma tu nikogo. Chmury ustępują gdzieś na 1800 m.

18.30 - przełęcz Saua Ciurila (1780) i znowu ostro w dół. Mijamy  Cascadele Stanisoarei  na rzece Stanisoarei.

 widok_z_retezat2.jpg

 widok_z_retezat4.jpg

Wzdłuż rzeki dochodzimy o 20.10 do Cabany Pietrele (1480), która robi na nas przygnębiające wrażenie. Stare, brzydkie, ziejące butwą  domki campingowe, brr...

zejscie7.jpg 

zejsciee10.jpg 

 Odnajdujemy właściwy szlak i leśną ścieżką, a później szutrową drogą schodzimy w dół.

O 21.30 dochodzimy do cabany Carnik. Nasza przyczepa już zajęta. Ioan daje nam miejsce w nowej murowanej cabanie, gdzie śpimy na piętrowych łóżkach po 20 lei/os. Płacimy za 4 dni parkowania auta - w sumie też 20 lei i jeszcze 10 lei kąpiel u Wiktora. 90 lei - tyle kosztował nas pobyt w górach Retezat.

W nocy długo nie możemy zasnąć. Wspominamy piękne widoki Retezatu. Kolana boleśnie przypominają o przebytych wzdłuż i wzwyż kilometrach.

 

Komentarze internautów
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )