TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Grecja 2011
Spis treści niniejszej strony
Wjazd do Grecji; Feres, Aleksandropouli, Xanti, Abdera Beach

7 lipca 2011 (czwartek)

O godz. 11.30 przekraczamy granicę bułgarsko-grecką. Zainteresowanie celników wzbudza nasze auto, a raczej czarne tablice rejestracyjne. Po wyjaśnieniu "old car" możemy jechać dalej. Celnik wręczył nam jeszcze kolorowe informatory o ciekawych miejscach w Grecji.

Podziwiamy krajobrazy. Po lewej stronie autostrady rozpościera się Turcja.  Mijamy Feres, z zewnątrz podziwiamy XII wieczny bizantyński kościół. Wzdłuż drogi co kilkaset metrów porozmieszczane są niewielkie kapliczki, które bardziej przypominają pałace dla Barbi na słupku.

grecja.jpg__1_ grecja.jpg__3_

 

Aleksandropouli - nadmorski kurort. Znaleźliśmy parking "free". Przez godzinę spacerowaliśmy brzegiem morza i uliczkami miasta. Ludzi na promenadzie niewielu, ale znak zakaz parkowania w godz. 18.00-2.00 wiele mówi o zwyczajach panujących w tym kurorcie. Nawet na promenadzie przy plaży można spotkać kapliczki.

Po raz pierwszy zetknęliśmy się z kapliczkami wprost na ulicy. W niewielkim załomie umieszczany jest obraz - ikona i miejsce do palenia świec wotywnych. Obok jest automat do zakupu świec. Zwróciliśmy uwagę, że Grecy często korzystają z tej formy modlitwy.

grecja.jpg__12_ grecja.jpg__2_

grecja.jpg__11_ grecja.jpg__10_


 

grecja.jpg__8_ grecja.jpg__9_

Xanti- miejscowość u podnóża Rodopów zwiedzamy wyjątkowo szybko, chociaż przepiękne położenie i urokliwa starówka każą poświęcić mu więcej uwagi i czasu, którego nie mamy. Dalej... Jeszcze tylko tankowanie gazu - 0,85€. Drogo, ale zawsze to mniej niż koszt benzyny (tu: 1,45-1,68€).

Zmęczeni jazdą i upałem (310) po 18.00 szukamy noclegu.  Abdera - starożytne wykopaliska 5 km od morza. Ma tam być też kemping nad samym morzem, w miejscowości Skala.

grecja.jpg__6_ grecja.jpg__5_

Znajdujemy kemping Abdera Beach -  taki sobie; rodzinny interes ze sklepem, barem i plażą tuż za drogą. Woda w morzu cieplutka, ale żeby popływać trzeba iść kilkaset metrów w głąb morza. Plaża wyjątkowo bezpieczna dla osób z małymi dziećmi. Płacimy za nocleg 16€ - ceny z pełni sezonu. 

Abdera, przełom rzeki Nestos, ruiny Filippi, półwysep Chalkidiki

8 lipca 2011 (piątek)

Raniutko żegnamy Abdera Beach. Chcemy zwiedzić wykopaliska w Abdera. Muzeum, pomimo że czynne od 8.30 do 15.00 jest zamknięte na cztery spusty. Szkoda, bo już przez siatkę dostrzegliśmy sporo ciekawych eksponatów. Grecy pewnie jeszcze śpią, ale jak się baluje do 1-2 w nocy, to jak potem od ósmej pracować?

IMGP9527__Small_ IMGP9528__Small_

Jedziemy do Toksotes obejrzeć przełom rzeki Nestos. Dużą trudnośc sprawia nam poruszanie się po tym terenie. Mamy dwie mapy, GPS i wszędzie różne nazwy miejscowości, często pisane tylko greką. Drogowskazy nieczytelne, ale drogi (nawet te boczne) są asfaltowe i w bardzo dobrym stanie. Trochę błądzimy, docieramy do mostu na rzece Nestos. Wszystko zarośnięte krzakami, nic nie widać. Sama rzeka płynie wartko, w nurcie spore łachy żółciutkiego piasku, prezentuje się doskonale. Nie widzieliśmy przełomu rzeki - największa atrakcja Tracji pozostaje nam nieznana.


 

Filippi - starożytne ruiny i wkopaliska. Wstęp 3, a z muzeum 4 euro. Dwie godziny zwiedzania, gdy słońce w zenicie.

Miasto Filippi (Philippi) założone zostało w 356 r. p.n.e. przez Filipa Macedońskiego. Ponoć to tu św. Paweł rozpoczął swoją działalność misyjną. Na terenie wykopalisk tuż przy ogrodzeniu znajduje się więzienie św. Pawła.

IMGP9541__Small_ IMGP9546__Small_

Atrakcją ruin jest piękny amfiteatr i tzw. bazylika B. Przy bazylice ogromnych rozmiarów (budowla ponoć zawaliła się - błędy architektoniczne) znajduje się miejski szalet - vespasiana na 50 "oczek".

IMGP9556__Small_ IMGP9569__Small_

IMGP9584__Small_ IMGP9587__Small_

Podziwiamy starożytne mozaiki podłogowe. Pod dachem trwają jeszcze rekonstrukcje. Znaczne zniszczenie miasta przypisywane jest nie tylko wojnom i najazdom, ale też trzęsieniom ziemi, które dość często nawiedzają ten region.

Do muzeum już nie wchodzimy. Zwiedzanie w upale, w pełnym słońcu jest dość męczące, ale zwiedzając inne wykopaliska w Grecji będziemy często wspominać Filippi i możliwość swobodnego poruszania się wśród eksponatów.

IMGP9602__Small_ IMGP9596__Small_

Wracamy do Kawali i kierujemy się na półwysep Chalkidiki. Droga przepięknie wije się wśród gór, co chwila widać morze. Krajobrazy przepiękne. Na horyzoncie zarys niedostępnego dla turystów półwyspu Athos.

Próbujemy dojechać do Amfopolis. Sporo objazdów, droga w remoncie, w końcu trafiamy na posąg wielkiego lwa obok starego mostu na rzece Stryma.

IMGP9594a__Small_ IMGP9595a__Small_

Lew strzegł nekropolii jednego z władców. Przed wjazdem do Amfopolis stoi wielki 7-8 m fragment muru obronnego, co daje poczucie potęgi tego starożytnego miasta.

IMGP9595b__Small_ IMGP9595c__Small_

Same wykopaliska otoczone płotem i zamknięte "na głucho". Przechodzimy przez dziurę w płocie, by zrobić kilka fotek.

Dalsza podróż w upale w kierunku półwyspu Athos, na który oczywiście nie wjeżdżamy (enklawa mnichów). Pozostawiamy z boku półwysep Athos i objeżdżamy następny "palec" półwyspu. Już na wschodnim palcu szukamy kempingu - ceny umiarkowanie wysokie chociaż standard kiepski. W końcu trafiamy na kemping z polską obsługą. Uff... gorąco - 33o to nie jest temperatura do zwiedzania, ale do leżenia na plaży.

Rozbijamy namiot i pędzimy na plażę. Jest 19. - słoneczko już nie grzeje tak mocno, a woda przyjemnie ciepła. Miła leniwa odmiana po męczącym dniu.

Obserwujemy infrastrukturę kempingu: kawiarnia, bar, sklepik, baseny ze słodką wodą, programy areobiku i aquaerobiku, zabawy z dziećmi, przy recepcji możliwość połączenia z internetem. Pomimo obecności rodaków nie nawiązaliśmy kontaktów. Obok nas w przyczepie mieszkali Polacy - nawet na dzień dobry nie odpowiadali.

Saloniki, Vergina, kemping Mitikas

9 lipca 2011 (sobota)

Już o 9 rano wyruszamy w kierunku Salonik. Droga do Salonik to dwupasmówka z pięknym asfaltem, ale pobocza zaniedbane, niewykoszone - grecki standard. Ruch w kierunku Salonik niewielki, za to wyjazd z miasta zakorkowany - wszyscy ruszyli na plażę.

Saloniki (Thesaloniki) - 1,5 mln mieszkańców, najbardziej europejskie ze wszystkich greckich miast. Wielokrotnie niszczone, za każdym razem odradzało się większe, silniejsze, piękniejsze. Wjeżdżamy do miasta i szukamy parkingu. Ruch - pomimo soboty - bardzo duży. Dość szybko znajdujemy wolne miejsce na jednej z bocznych uliczek. Z trudem udaje się nam zrozumieć, że w soboty parkowanie jest "free". Zapamiętujemy miejsce postoju i idziemy zwiedzać.

IMGP9612e__Small_ IMGP9615__Small_

IMGP9619b__Small_ IMGP9623__Small_

Na początek Agios Nicolaos Orfanos, potem rotunda i łuk triumfalny Galeriusza.

IMGP9629__Small_ IMGP9630b__Small_

Podziwiamy wykopaliska w centrum miasta (Forum Romanum) wśród zwartej zabudowy, w większości bloków i kiklupiętrowych kamienic. Kolejne wykopaliska to kompleks pałacowy, spacerujemy wąskimi uliczkami dochodząc do Teatru Narodowego. Po raz pierwszy wśród fontann mamy okazję zobaczyć protestujących młodych Greków. Miasteczko namiotowe jest rozbite w parku (potrzebny cień wielkich drzew). W pobliżu szalety i fontanny. Na trawnikach, na karimatach wylegują się młodzi ludzie, często się obejmują. Atmosfera biwaku, a nie protestu, chociaż nad namiotami powiewają dwa transparenty z hasłami.

IMGP9649__Small_ IMGP9653__Small_

Słynną Białą Wieżę fotografujemy tylko z zewnątrz, chociaż istnieje możliwość zwiedzania tego więzienia. Podziwiamy ogromny pomnik konny Aleksandra Macedońskiego na promenadzie tuż przy morzu.

Wracamy, skuszeni uliczną reklamą - espresso 0,90 euro, zatrzymujemy się w jednej z kawiarenek. Szybko otrzymujemy 2 szklanki zimnej wody, na kawę oczekujemy znacznie dłużej. Rachunek - 6,80 trochę zwala nas z nóg. Trudno - płacimy, to nasza najdroższa kawa!

W ogóle ceny w Salonikach są bajońskie. Zwykłe sandałki "rzymianki" kosztują tu 180, a proste klapeczki ok. 90 euro. Z zazdrością patrzę na elegancko ubrane kobiety w bardzo różnym wieku, zadbane, modnie ubrane. Przy tych cenach? Jak one to robią?

Z Salonik wyjeżdżamy w kierunku Verginy. Udaje nam się na wyjeździe znaleźć stację tankowania gazem - 0,829 euro. Zapamiętujemy stację "GET JET", bo tylko w tej sieci można w Grecji liczyć na gaz. 

Wychodząc z klimatyzowanego Lidla temperatura - 35,8o  wręcz poraża. Znajdujemy trochę cienia (pod atostradą) i przygotowujemy posiłek.

Vergina -nekroplia królewska. W starożytności piękne i duże miasto z pałacem królewskim i amfiteatrem. To tu zabito Filipa II. Na początku XX w. odkryto nietknięty grób Filipa II ukryty w wielkim kurhanie (średnica 110 m, wysokość 16 m).

avergi.jpg averg2.jpg

Teren muzeum jest ogromnym kurhanem, w którym znajdują się cztery groby z drugiej połowy IV w.p.n.e. usytułowane podobnie, jak je odkryto. Zawartość grobowców - przepiękne wyroby ze złota, narzędzia, broń, ceramikę - umieszczono w gablotak ekspozycyjnych przed wejściami do grobowców. Wszystko pięknie zaaranżowane. Złoto świeci cudownym blaskiem. W całym muzeum obowiązuje zakaz robienia zdjęć. Dostępne zdjęcia na greckiej stronie muzeum

Kiedy wychodziliśmy zaczepiła nas Gruzinka od 20 lat mieszkająca wraz z całą rodziną w Grecji. Całkiem fajnie nam się rozmawiało po rosyjsku.

Po zwiedzeniu Royal Tomb rozpoczęliśmy poszukiwania Royal Palace. Oznakowanie w miejscowości fatalne. Tablica informacyjna wprowadza tylko więcej zamieszania, mapa nie oddaje charakteru terenu - nic tu się nie zgadza.

avergi.jpg__1_ IMGP9698__Small_

Docieramy do jeszcze jednego grobowca i jakiś ruin. Brak tablic informacyjnych uniemożliwia ustalenie czy to aby pałac królewski?

Jedziemy w kierunku Litochoro. I znowu problemy z oznakowaniem trasy. Bardzo dobrze oznakowany jest tylko wjazd na płatną autostradę. Obok wjazdu na autostradę odnajdujemy drogę bez oznaczeń, która biegnie równolegle. Miejscowi wiedzą, jak korzystać z lokalnych dróg, a przyjezdni powinni jeździć płatnymi drogami.

Zostajemy na pierwszym napotkanm kempingu (15 euro). Rozstawiamy namiot i szybko na plażę. Kąpiele w promieniach zachodzącego słońca, bez tłumu wczasowiczów. Zbieramy piękne otoczaki.

Na kempingu poznajemy bardzo sympatyczną parę z Krakowa. Emeryci spędzają dwa miesiące wakacji w Grecji, gdzie są po raz dziewiąty. Za każdym razem wybierają inne miejsce. Spotkanie z rodakami przeciągnęlo się do późnych godzin nocnych.

Litochoro, Prioni, schronisko "A" - Spilios Aghapitos

10 lipca 2011 (niedziela)

W nocy nie było zbyt gorąco, więc w końcu można było wyspać się. Rano przy kawie planujemy dalszą trasę. Musimy dojechać do schroniska i odbyć jakąś aklimatyzację przed wejściem na Mitikas.

IMGP9724 (Small)_1 IMGP9737a__Small_

12.15 - żegnamy sympatycznych Polaków i kemping Mitikas. Jedziemy do Litochoro.

IMGP9745__Small_ IMGP9756__Small_

Miasteczko zwiedzamy szybko i dość pobieżnie. Z dołu podziwiamy obiekt naszych westchnień - Mitikas i tron Zeusa (ścianę Stefani), które pieknie prezentują się w popołudniowym słońcu. Kupujemy mapę Olimpu (7,5 euro).

Z Litochoro jedziemy do Prioni. Po drodze mijamy świątynię i miejsce pielgrzymek okolicznych mieszkańców. Docieramy do Prioni. W niedzielne popołudnie parking jest bardzo zatłoczony.

IMGP9761__Small_ IMGP9772__Small_

Udaje nam się zająć dobre miejsce w półcieniu po wyjeżdżającym Greku. Z przeglądu rejestracji wynika, że sporo tu Węgrów, Czechów, Polaków. Auta puste więc wszyscy już poszli w góry.

14.45 - najedzeni, spakowani, ruszamy do schroniska "A" Spilios Aghapitos. Plecaki ciężkie, upał też mocno doskwiera.

Ścieżka początkowo prowadzi wśród drzew, dając trochę cienia, tylko miejscami spore nasłonecznienie. Mijamy niewielki wodospad oblegany przez "niedzielnych" turystów. Z góry schodzi karawana koników z workami śmieci. To jedyny tutaj sposób na dostarczenie potrzebnych artykułów do schroniska i odbiór śmieci zostawionych przez turystów na górze. Każdy koń ma specjalną uprząż, do której mocowane są worki. Karawanę prowadzi jedna osoba.

Na początku trasy spotykamy kilkoro Polaków, ale wyżej nie było już nikogo. Trasa dość mocno oblegana, ludzie wędrują w obydwu kierunkach. Im wyżej tym chłodniej i tym mniej ludzi na szlaku.

IMGP9810__Small_ IMGP9811__Small_

Do schroniska docieramy o 18. To był znakomity czas, bo jeszcze nie było wieczornego natłoku turystów. W schronisku meldują nas za okazaniem paszportów. Obowiązuje tu zmiana obuwia. Pani ostrzega nas, że woda jest"werry cold", co jest zgodne z prawdą. Kąpiel natychmiast po przyjściu pozwala trochę zapomnieć o lodowatym prysznicu. Otrzymujemy piętrowe łóżko w wieloosobowej sali. Jest tam już Węgierka.

IMGP9815__Small_ IMGP9817__Small_

Schronisko "A" to rodzinny interes. Jeszcze przed wejściem na teren schroniska umieszczono tablice informacyjne o konieczności wnoszenia opłaty schroniskowej - to dla tych, którzy zatrzymują się na odpoczynek i posiłek. Z takiej opłaty są zwolnione osoby wykupujące nocleg. Podczas rejestracji pani kilkakrotnie po angielsku powtarzała, co wolno. Niewiele z tego zrozumieliśmy, ale dowiedzieliśmy się, że schronisko będzie otwarte o 5 rano i wtedy można odebrać swoje buty.

IMGP9822__Small_ IMGP9827__Small_

Na stołówkę nie wolno wnosić plecaków, ale można zjeść swój posiłek. Żywność dość droga, herbata black tea - 1,20 euro, owocowa ciut tańsza.

Studiująć mapę i przygotowując trasę, przyglądamy się innym turystom. Skład międzynarodowy, najczęściej zamawiane dania to sałatka grecka i makaron z sosem. 

IMGP9840a__Small_ IMGP9840__Small_

Wieczorem sypialnia zapełnia się - w większości Grecy. Około 21 większość już śpi, chrapiąc niemiłosiernie. Ostatnie zdjęcie to widok ze schroniska na Litochoro tuż po zachodzie słońca.

Wyprawa na Olimp: Skala, Mitikas, Stefani i powrót do Prioni

11 lipca 2011 (poniedziałek)

Nocleg w schronisku minął spokojnie. W nocy nie pracują generatory, więc na terenie schroniska jest bardzo ciemno. Pierwsi amatorzy wspinaczki na Mitikasa wychodzą o czwartej rano, my wstajemy godzinę później. Przy jednej latarce zbieramy wszystkie swoje manatki i wychodzimy na zewnątrz. Jest nadal ciemno, do wschodu słońca pozostało jeszcze trochę czasu. Podziwiamy pięknie widoczne w dole światła Litochoro. Odbieramy swoje buty i o 5.50 wychodzimy na szlak. Jesteśmy zdziwieni liczbą osób nocujących wokół schroniska, na zewnątrz. Czesi z trójką dzieci śpią na ziemi tylko w śpiworach.

IMGP9849__Small_ IMGP9860__Small_

Mijamy kilka namiotów i oznakowanym szlakiem ostro pniemy się w górę. Trawers dość wygodny, gdzieniegdzie piargi. Powyżej ściany lasu więcej na ścieżce drobnego piargu. Ranek był chłodny, ale już po kilkudziesięciu minutach przebieramy się w krótkie spodnie. Coraz więcej osób idzie za nami, a nam jakoś wolno idzie wspinaczka.

IMGP9862__Small_ IMGP9868__Small_

Dłuższy odpoczynek przy kamiennej ławeczce skąd rozpościera się wspaniały widok na okolicę. Słońce odbija się w odległej tafli morza.

IMGP9868b__Small_ IMGP9878__Small_

Obserwujemy trzy kozice. Doganiają nas Czesi, którzy idą "na lekko" i robią mnóstwo hałasu. Kozice uciekają.

IMGP9885__Small_ IMGP9888__Small_

Na rozstaju dróg wybieramy łagodniejsze podejście przez Skalę. Okazuje się jednak, że wcale takie łagodne nie jest. Trochę daje się nam we znaki. Pogoda w górach zmienną jest.

IMGP9893__Small_ IMGP9920 (Small)_1

Mitikas początkowo widoczny zza niewielkich chmur, teraz całkowicie w nich tonie. Jeszcze nie ma ósmej, a już nic nie widać. Zaczynamy wątpić, czy uda nam się wejść na szczyt Mitikas. Im wyżej, tym zimniej - znowu przebieramy się w cieplejsze ciuchy.

Z góry schodzi Grek, który wraz z grupą wcześniej nas wyprzedził. Nie wiemy dlaczego wraca, nie rozumiemy co mówi, ale znacząco pokazuje na chmury. Czyżby zmiana pogody? Decydujemy się na dalszą wspinaczkę. Widzimy już Skalę i odbicie na Skolio.

8.30 - docieramy na szczyt Skala, gdzie jemy śniadanko. Grupka Czechów rozdziela się: tato z najmłodszą córką zawraca, a czwórka pozostałych idzie na Mitikas.

Dalszy szlak dobrze oznakowany, ale dość trudny. Nie ma żadnych zabezpieczeń, skała dobrze urzeźbiona, ale dość krucha.

IMGP9939 (Small)_1 IMGP9960__Small_

O 9.15 wchodzimy na szczyt Mitikas (2918m). Niestety, Zeus nie był łaskawy i wszystkie widoki poprzesłaniał chmurami. Szkoda, bo nie ma widoków, to nie ma nagrody. Na szczycie rozmawiamy z Czechami o wariancie zejścia. Oni decydują się na powrót tą samą drogą. Na szczyt docierają Grecy - chłopak z dziewczyną. Robimy sobie nawzajem pamiątkowe fotki przy fladze greckiej. Dobrze, że chociaż ją w tych chmurach widać. Wpisujemy się do książki. Słychać jakieś inne głosy, pewnie ktoś dotarł na Stefani.

IMGP9961__Small_ IMGP9966__Small_

Postanawiamy zejść trudniejszym szlakiem - w niektórych przewodnikach nazywają ten szlak "schody nieszczęść". Trasa jest dość trudna, dobrze wyznakowana, ale wymagająca skupienia i uwagi. Ostre zejście po dość stromych i często ruchomych skałach. Dość szybko docieramy do łącza szlaków i chwilkę odpoczywamy przypatrując się zejściu, a raczej nieeleganckim zjeżdżaniu na d... czwórki młodych ludzi ze Stefani. Jedyna dziewczyna w tym towarzystwie jest w ... trampkach! Szok!

Podejmujemy decyzję o wejściu na Stefani. Szlak nie jest łatwy. Ostre, trochę piarżyste podejście, skała krucha i niestabilna. Mniej więcej w połowie drogi na szczyt mijamy się z kolejną parą. To byli jedyni turyści na szlaku.

IMGP9974__Small_ IMGP9975__Small_

Trochę poprawia się widoczność. Wyraźnie słychać głosy z Mitikasa. Chwilę potem widzimy kilka osób na najwyższym szczycie Grecji.

IMGP9990__Small_ IMGP9993__Small_

Aby dotrzeć do puszki na Stefani trzeba się wspiąć po skale nad ogromną przepaścią. Z niemałym trudem docieramy na sam szczyt. Książka wierchowa nie jest tak gęsto zapisana, jak ta na Mitikas. Polaków tu nie znalazłam. Z datą 11.07.2011 jest tylko jeden wpis - pary Greków.

IMGP9999__Small_ IMGP9998__Small_

Dopisujemy nasze nazwiska - 11.30 zdobyliśmy Stefani (2908m). Jednego dnia najwyższy i najtrudniejszy szczyt Olimpu zostały zdobyte. I Zeus jakby łaskawiej spojrzał i rozgonił chmury. Mamy w końcu upragnione widoki, a jest na co popatrzeć...

IMGP9986__Small_

Wracamy. Zejście trwało dość krótko. Na rozstaju szlaków kierujemy się do schroniska "B". Tutaj szlak Zonaria przebiega łagodnie, mamy widoki na okoliczne szczyty oraz schronisko "B" (Gidsos Apostolidi) i "C" (CR Kakkados).

IMGP0003__Small_ IMGP0007__Small_

 

IMGP0052__Small_ IMGP0057__Small_

W pierwszym schronisku pijemy okropną ziołową herbatę po 1,5 euro. Dochodzi trzynasta - podejmujemy decyzję o zejściu długim szlakiem do Prioni, szkoda czasu na nocleg w schronisku.

IMGP0066__Small_ IMGP0072__Small_

13.30 docieramy do schroniska "C", by ostemplować mapę. Tutaj czuje się górską atmosferę. Kilkanaście namiotów rozbitych wprost na skałach. W maleńkim schronisku i przed nim bardzo tłoczno.

Ok. 14 ruszamy w dół. Mijamy się z karawaną koników - nadjechał transport żywności i napojów. Zejście długie i nużące, chociaż widoki przecudne.

IMGP0091a__Small_ IMGP0092__Small_

IMGP0095__Small_

Zaliczamy po drodze jeszcze jeden szczyt Skoutra. Około 15.30 spotykamy samotną Greczynkę z psem.  Idzie do schroniska. Do godziny 18 nie spotkaliśmy już nikogo na szlaku.  

IMGP0101b__Small_

 

Pomimo pięknych widoków np. morze z wysokości 2,5 km, zejście bardzo nam się nużyło. Pokonanie dużych różnic wysokości w ciągu dnia powodowało ból głowy.

IMGP0102__Small_ IMGP0107__Small_

Kiedy osiągamy wysokość bukowego lasu, mamy nadzieję, że to już blisko. Spotykamy 2 chłopaków i kulejącą dziewczynę. Też nie bardzo wiedzą, jak daleko będziemy jeszcze iść. Z moich szacunkowych obliczeń wynika, że do szosy mamy około godziny marszu. Niewiele się pomyliłam - o 18.50 docieramy do zabudowań Gritis. Teraz zostało już tylko 4 km asfaltu i 0,5 km szutru. Nogi bolą niesamowicie. Minęło 13 godzin marszu, kryzys!!!

20.15 - docieramy do auta. Jestem wykończona. Darek bierze prysznic pod wodospadem. Ostatkiem sił robię herbatę i kanapki. Po 21. zasypiam w samochodzie, zostajemy tu na noc. Na parkingu stoi tylko kilka aut.

Zasypiając myślę o pewnej relacji w czasopiśmie "n.p.m", gdzie w ciągu kilku godzin mężczyzna wszedł wraz z córką tą długaśną trasą. Myśmy schodzili 6 godzin, a on wszedł w cztery? coś mi tu nie pasuje...

Monastyr św. Dionizosa, klasztory Meteory: Agios Nicolaos, Agia Triada, Agios Stefanos, Roussanou

12 lipca 2011 (wtorek)

Wyjeżdżamy z parkingu po ósmej. Niedaleko Prioni (1,4 km) znajduje się monastyr św. Dionizosa.

IMGP0133__Small_     IMGP0147__Small_

Piękny XVI wieczny monastyr jest w trakcie odbudowy.

IMGP0149__Small_     IMGP0162__Small_

W okresie świetnosci monastyr miał własny tartak, młyny i stada owiec. W czasie drugiej wojny światowej został mocno uszkodzony, mnisi przenieśli się z wysokich gór niżej i wybudowali drugi monastyr w Skala.

IMGP0180c__Small_   IMGP0180h__Small_

Paralia Skotina - piękny zamek na wzgórzu, z widokiem na morze.

Droga do Larisy piękna widokowo, przebiega często wśród wąwozów, szosa dość wąska. Chociaż staraliśmy się omijać płatne autostrady, to i tak trafiliśmy na dwie bramki (2,3 i 1 euro). Z Larisy pojechaliśmy do Trikali - to dość duże miasto w zachodniej Tesalii, położone u stóp bizantyjskiej twierdzy przy rzece Lethos. Zakupy w Lidl. 

IMGP0182a__Small_   IMGP0189__Small_

Nie mamy prolemów ze znalezieniem drogi do słynnych meteorów - wszystko pięknie wyznakowane. Już w Kalampace jesteśmy oczarowani pięknem gór. Taki nasz Szczeliniec Wielki w skali makro, a na szczytach jakby przyklejone świątynie. Meteory robią niesamowite wrażenie.

IMGP0236 (Small)_1   IMGP0369__Small_

Aby zwiedzać klasztory na szczytach skał, należy być odpowiednio ubranym. Kobiety muszą mieć spódnicę zakrywającą kolana i bluzkę z zakrytymi ramionami. Przy braku odpowiedniego stroju mnisi wręczają swoje, niezbyt gustowne ubranka.

IMGP0219__Small_   IMGP0245__Small_

Pierwszy monastyr, który zwiedzaliśmy, to Agios Nicolaos. Maleńka świątynia umieszczona niezbyt wysoko na skale. Wystrój skromny. Zdjęcia można robić bez flesza.

IMGP0262__Small_   IMGP0288__Small_

Przy wejściu sklepik z pamiątkami, głównie ikony. Pod klasztorem wykuta w skale grota - kaplica.

IMGP0329__Small_   IMGP0330__Small_

Następny klasztor to Agia Triada. Do klasztoru można było się kiedyś dostać tylko za pomocą "windy" z lin. Liny były wymieniane tylko wtedy, gdy ze starości zerwały się pod ciężarem jakiegoś zakonnika. Dzisiaj do klasztoru prowadzą kute w skale schody.

IMGP0363__Small_   IMGP0388__Small_

Zwiedzamy też Agios Stefanos - klasztor prowadzony przez mniszki, które utrzymują się przede wszystkim ze sprzedaży własnoręcznie wykonywanych ikon. We wnętrzu muzeum i światyni obowiązuje zakaz fotografowania.

W Agios Stefanos zachwyciła nas snycerka na ołtarzu - dekoracyjnie i ażurowo rzeźbiony w drewnie ikonostas z mnóstwem elementów roślinnych i zwierzęcych. Misterna i precyzyjna robota. Podobny wystój ołtarzy prezentuje Monastyr Rilski w Bułgarii. 

Do wszystkich obiektów wstęp po 2 euro. Pełna komercja i zupełny brak duchowości. Mnisi pilnują, by nie używać kamer i aparatów fotograficznych. Sami jednak chętnie korzystają z dobrodziejstw techniki: komórki, bramy na pilota, ukryte w zaroślach drzwi garaży i auta, które niewiele mają wspólnego z ascezą.

IMGP0399__Small_    IMGP0420__Small_

W drodze powrotnej "zaliczamy" jeszcze monastyr Roussanou. Z tarrasów widokowych podziwiamy przepiękną panoramę okolicy ze wszystkimi klasztorami i Kalampaką w tle.

IMGP0425__Small_     IMGP0444__Small_

IMGP0443__Small_

Kemping u podnóża meteorów -  Kastraki-Meteora. Udaje się nam wytargować nocleg z 20 na 15 euro. Niewielki ruch na kempingu, ale spotykamy tu dwie rodziny z Zakopanego (też tylko na jedną noc).

Wielki Meteor - Metamorphosis, Varlaam, wąwóz Termopile, Delphy, Arachowa

13 lipca 2011 (środa)

Budzą nas kościelne dzwony o 7 rano. Dwie godziny później opuszczamy kemping. Udajemy się do największego klasztoru, zwanego Wielkim Meteorem.

 IMGP0458__Small_   IMGP0460__Small_

Widok z drogi na dwa największe monastyry: po lewej Varlaam, po prawej skała z Wielkim Meteorem - Metamorphosis. Pomimo wczesnej pory brak jest miejsca na dość dużym parkingu. Bardzo dużo autokarów, mnóstwo Polaków. W sumie to ludzi więcej niż atrakcji do pokazania.

IMGP0508b__Small_   IMGP0508d__Small_

W Wielkim Meteorze zaciekawiła nas kaplica czaszek, do której zajrzeć można jedynie przez niewielki otwór w drzwiach.

IMGP0525__Small_   IMGP0520 (Small)_1

Kościół i kaplice podobne do wcześniejszych. Mnisi nie pozwalają korzystać z aparatów i komórek, ale sami chętnie wydzwaniają, nawet w kapilcy. Muzeum bogate w eksponaty, sporo zdjęć z różnych okresów.

IMGP0531b__Small_   IMGP0529__Small_

Zwiedziliśmy też spiżarnię, winiarnię, kuchnię klasztorną i kilka mniejszych pomieszczeń. Z tarasów obserwowaliśmy inne klasztory i przepiękną panoramę.

IMGP0548__Small_   IMGP0566__Small_

Varlaam - to ostatni z sześciu udostępnionych do zwiedzania monastyrów. Zjęcie na górze po prawej przedstawia widok bramy wejściowej z poziomu górnego tarasu klasztoru Varlaam.

IMGP0554__Small_   IMGP0558b__Small_

Muzeum, kaplica, świątynia, winiarnia z ogromną beczką na wino i tłumy przepychających się turystów. Ogólnie - jak wszędzie - monastyrowy disneyland. No, ale trzeba to było zobaczyć, by mieć własne zdanie.

IMGP0606d__Small_   IMGP0580__Small_

Wracamy: Kalampaka - Trikala - Karditsa. Krajobraz dziwnie równiny. Temperatura do 34 stopni. Tylko nawadniane pola są zielone. W większości dominuje kolor wyschniętych traw - żółtobrązowy.

Długo szukamy wąwozu Termopile.

IMGP0583a__Small_   IMGP0579__Small_

Szybciej trafiliśmy do mało znanych gorących źródeł niż do pomnika Leonidasa.

IMGP0587b__Small_   IMGP0592a__Small_

Szukaliśmy opisywanego w przewodniku "cyprysowego gaju", w którym miał stać pomnik. W rzeczywistości to kilka drzew posadzonych tuż za pomnikiem. Po drugiej stronie szosy (tam, gdzie Leonidas ma skierowaną włócznię), na niewielkim wzniesieniu tablica pamiątkowa, jakieś resztki muru i nic więcej. Gorąco, bardzo gorąco!

18.00 - dojeżdżamy do Delfi. Ogromne wykopaliska na wzgórzu. 6 euro za wstęp do muzeum, 9 za całość (wykopaliska i muzeum). Ze względu na późną porę decydujemy się tylko na muzeum.

IMGP0620__Small_    IMGP0627__Small_

IMGP0632__Small_    IMGP0647__Small_

IMGP0645__Small_    IMGP0631__Small_

Obiekty w nowoczesnym klimatyzowanym budynku pięknie wyeksponowane: złoty byk (fragmenty), kurosy, woźnica z Delf, fragmenty fryzów, tympanonów, głowic kolumn. Mnóstwo posągów. Sporo też marmurowych tablic pamiątkowych. W muzeum można było robić zdjęcia bez użycia flesza.

IMGP0651a__Small_   IMGP0655__Small_

Rozległe wykopaliska ze słynną wrocznią delficką oglądaliśmy tylko zza siatki.

IMGP0657__Small_   IMGP0657c__Small_

Żegnamy Delfy, przejeżdżamy przez piękne miasteczko Arachowa - wspaniale ulokowane na wzgórzach. W centrum miasteczka uliczki niesamowicie wąskie. Z trudem przeciskamy się wśród parkujących aut. Zakaz zatrzymywania jest tu nagminnie łamany, co powoduje znaczne utrudnienia w ruchu. Kilka fotek na pamiątkę i ruszamy dalej, do Livadii, a potem do Thivy i dalej w kierunku Aten.

Trasa do Aten początkowo mało zatłoczona, ale po 21. ruszają tiry i już nie jest tak przyjemnie. W zupełnych ciemnościach przy kapliczce na bocznej drodze urządzamy postój i robimy kolację. Przerwa w jeździe trwa do trzeciej nad ranem. Potem wyruszamy do Aten.

Ateny - wzgórze Akropol, Muzeum Akropolu

14 lipca 2011 (czwartek)

Plan jest następujący: nocą wjeżdżamy do Aten, parkujemy auto przy stacji metra i dalej poruszamy się komunikacją miejską lub pieszo.

Plan jest bardzo prosty - nad ranem w Atenach prawie nie ma ruchu samochodowego. Za dnia miasto jest wyjątkowo zatłoczone. Wjeżdżając do stolicy mamy przed sobą piękny widok na fantastycznie oświetlony Akropol. Trzykrotnie pytamy o drogę do stacji metra Egaleo. Ulice puste, niewielu przechodniów, z łatwością znajdujemy darmowe miejsce do parkowania (przy nieczynnym sklepie na IREA ODOS METRO EGALEO). Aby się nie zgubić zapisujemy pozycję GPS (N 37o59'30,5'' E 23040'56,71''). Wejście do metra mamy 100 m dalej.

IMGP0664__Small_   IMGP0936__Small_

Stacja metra Egaleo zachwyca swoim wystrojem. Przy budowie metra odnaleziono wiele starożytnych naczyń, elementów architektonicznych itp. Stacja metra to jakby muzeum, gdzie pięknie wyeksponowano znaleziska.

Bilety kupujemy w automacie. Bilet za 0,7 wystarcza na przejazd trzech stacji. Schodzimy na odpowiedni poziom. Informacja wizualna bardzo czytelna, nie mamy problemów z dotarciem na odpowiedni peron. Szybko upływa nam podróż z przemiłą Greczynką.

Wysiadamy na Monastiraki (niebieska linia metra) i przesiadamy się na czerwoną linię. Jedziemy tylko jeden przystanek i wysiadamy na Syntagma, tuż przed greckim parlamentem. Przed siódma rano nie ma tłoku w metrze, właściwie to nigdzie nie ma tłoku.

IMGP0667__Small_   IMGP0675__Small_

W parku przed parlamentem kolejny protest. Podobnie jak w Salonikach, miasteczko namiotowe umieszczono przy fontannie i publicznych toaletach.

IMGP0679__Small_   IMGP0681__Small_

Bez pośpiechu obchodzimy starą część Aten, dochodzimy do łuku triumfalnego, a potem wąskimi uliczkami Plaki (slalom wśród rozstawionych wprost na ulicy stolików) wędrujemy w kierunku Akropolu.

Teren wokół Akropolu - wyłączony z ruchu samochodowego - jest wyłożony marmurowymi płytami, wokół mnóstwo zieleni. Poranny spacer jest przyjemnością, tym bardziej, że jeszcze nie ma natłoku turystów.

745- dość duża kolejka pod główną kasą (wycieczka z Polski). Kiedy część z nich dowiaduje się o cenie biletu - 12 - nagle rodaków dopadają boleści i niechęć do wchodzenia na Akropol. Bilet składa się z 6 kuponów. W ciągu czterech dni można zwiedzać największe atrakcje Aten: Agora Grecka, Agora Rzymska, Teatr Dionizosa, Keramikos (antyczna nekropolia) Olimejon (świątynia Zeusa) no i Akropol. Bilet nie obejmuje wejścia do muzeum Akropolu.

Przed wejściem na wzgórze, przy głównej bramie obserwujemy odprawę warty honorowej do zawieszenia flagi Grecji na Akropolu.

IMGP0691__Small_  IMGP0695__Small_

Zwiedzanie rozpoczynamy od Odeonu Herodesa (teatr muzyczny). Herodes Attyka w 161 r. uczcił tą budową śmierć żony Aspasii Regilli.

Marmurowe schody, po których wchodzimy na szczyt wzgórza są bardzo śliskie. Przechodzimy przez Propyleje - bramę na Akropol.

IMGP0703__Small_   IMGP0735__Small_  

IMGP0738b__Small_

Partenon - świątynię Ateny - otaczają wielkie dźwigi, trwają pracę rekonstrukcyjne.  Chyba po raz pierwszy w czasie tej podróży widzimy pracujących Greków. Pierwotnie rekonstrukcja Akropolu miała zakończyć się do letnich igrzysk olimpijskich w 2004 r., ale że Grekom  nie spieszy się - prace trwają do dziś.

Ogrom i doskonałość budowli widać dopiero na wzgórzu. Klasyczny styl dorycki (budowa 447 - 438 p.n.e.) Długość 70 m i szerokość 31 m, projekt Iktionos i Kallikrates, dekoracja rzeźbiarska to dzieło Fidiasza. Wykorzystując jako budulec marmur petelicki – wydobywany w leżących na północny wschód od Aten górach Pentelikon – wzniesiono idealną w swych proporcjach budowlę, będącą najdoskonalszą manifestacją architektonicznego porządku doryckiego. Świątynię otacza 46 kolumn.Wielkość i majestat budowli doceniamy w pełni przy przewróconej kolumnie: wielkie bloki skalne stanowią poszczególne elementy ogromnej kolumny. Iod razu zadajemy sobie pytanie "jak bez pomocy dźwigów starożytni zdołali to zbudować?"

Rusztowania wokół Partenonu uniemożliwiają obejrzenie świątyni w środku. Staramy się uwiecznić budowlę na zdjęciach. Chcemy mieć pamiątkowe zdjęcia z każdej strony Partenonu.

Podobnie jest z Erechtejonem  - świątynia jońska też podlega konserwacji i rekonstrukcjom.

IMGP0709a__Small_   IMGP0708__Small_

Wielopoziomowa budowla zachwyca sześcioma smukłymi kolumnami jońskimi po stronie portyku wschodniego. Naprzeciw Partenonu znajduje się najsłynniejszy portyk kariatyd. Obecnie zamontowane są tu kopie kariatyd, oryginały - 5 sztuk - znajdują się w Muzeum Akropolu, jedna w British Muzeum.

IMGP0743__Small_   IMGP0748b__Small_

Przy belwederze - miejscu, gdzie powiewa grecka flaga - rozciąga się wspaniały widok na całe Ateny. W pierwszej chwili ma się wrażenie, że to bielejące w słońcu skały wapienne. Dopiero po dłuższej chwili widać, iż są to niezliczone ilości domów Ateńczyków. Zabudowa Aten jest zwarta i niska.

Wędrując po Akropolu szukamy odpowiedniego kamienia. Niestety, tam gdzie leżą jakieś kamienie (luzem) - jest taśma zabezpieczająca przed wejściem. Pozostałe głazy są zbyt wielkie, by je zabrać na pamiątkę.

 IMGP0776__Small_

Słońce przygrzewa coraz mocniej, próżno tu szukać cienia. Tłum turystów gęstnieje z każdą chwilą. Pod schodami Propylejów znajdujemy kawałeczek marmuru. Co prawda nie jest to słynny marmur petelicki o delikatnym różowym zabarwieniu, a raczej szara jego odmiana, ale mamy pamiątkę.

IMGP0781__Small_   IMGP0785__Small_

Wzgórze Akropol obchodzimy od północnej strony. Okazuje się, że znajduje się tu wiele miejsc i stanowisk archeologicznych. Tablice informują o miejscach świątyń, o kulcie bóstw lub osób. Z tej strony znajduje się też winda przeznaczona dla osób niepełnosprawnych - dobrze, że pomyślano o turystach na wózkach.

IMGP0759__Small_   IMGP0792__Small_

Zwiedzanie Teatru Dionizosa rozpoczęliśmy o górnych rzędów widowni. Dzięki temu obserwowaliśmy cały plan budowli. Dziwne uczucie towarzyszyło nam, gdy zasiadaliśmy w antycznych kamiennych ławach. Część teatru odgrodzona była taśmą, ale żadnych prac archeologicznych tam nie prowadzono.

Zwiedzamy, leżące obok teatru, ruiny Asklepionu - to szczególna świątynia-szpital poświęcona bogu medycyny. I jeszcze fragmenty promenady łączącej teatr z odeonem.

Przechodzimy do Muzeum Akropolu. W czasie budowy muzeum natrafiono na duże fragmenty antycznych Aten, które obecnie stanowią część cennej ekspozycji muzeum.

IMGP0810__Small_   IMGP0813a__Small_

Wykopaliska, po zbadaniu przez archeologów, zostały przykryte taflami grubego szkła. Dziwnie chodzi się po tak dużej szklanej powierzchni, mając pod stopami antyczne miasto.

IMGP0817__Small_   IMGP0823__Small_

Przedsionek nowoczesnego muzeum to poczekalnie, restauracje, szatnie, sala z ekspozycją makiet Akropolu w różnych wiekach. Pomieszczenie klimatyzowane. Tylko w tej części można w muzeum robić zdjęcia.

Plecaki musimy zostawić w szatni. Zostawiamy sobie tylko aparat, których i ta nie wolno używać. W muzeum obowiązuje nowy bilet - 5 €.

Nowoczesny budynek to raczej przerost formy nad treścią. Chrom, nikiel, szkło - wszystko błyszczy nowością. Między piętrami szklany sufit. Eksponaty piękne, ale próba bliższego podejścia, to natychmiastowa uwaga strażnika. Przez aparaty fotograficzne, które mamy powieszone na szyi, jesteśmy pod stałą obserwacją. Zmęczeni i znużeni zwiedzaniem, przystajemy na chwilę przed ogromnym monitorem. Oglądamy opis renowacji fryzu z Panteonu oraz fragmentów procesji panatejskiej. Gdzieś z dołu dociera do nas zapach pobudzającej zmysły kawy (w kawiarence na dole - po 5 €).

Wyjście z klimatyzowanego wnętrza jest szokiem dla organizmu. Gorące powietrze wręcz zatyka i "zwala z nóg".

IMGP0835__Small_   IMGP0837__Small_

IMGP0846__Small_   IMGP0849__Small_

IMGP0852__Small_   IMGP0857__Small_

Po chwilowej niemocy, szybko dochodzimy do siebie ruszamy na dalsze zwiedzanie: Stara Agora, Rzymska Agora, Biblioteka Hadriana.

Docieramy do Wieży Wiatrów, zwiedzamy Muzeum Greckiej Agory (tu można robić zdjęcia, bez flesza).

IMGP0868__Small_   IMGP0872__Small_

Wszystkie wejścia w ramach biletu na Akropol. W jednych miejscach odrywają nam kuponik, w innych trzeba tylko pokazać, że posiada się bilet.

We wszystkich obiektach są lub znajdują się w pobliżu toalety. Przed każdym wejściem do obiektów, tuż przy kasie, stoi ogromna lada chłodnicza z napojami (ceny niezbyt przystępne) oraz dystrybutor z chłodną wodą, z czego często korzystamy. Pomimo tych udogodnień, upał jest nie do zniesienia. Nieliczne drzewa dają złudne i chwilowe poczucie cienia.

W trakcie zwiedzania spotykamy trójkę sympatycznych młodych Polaków, którzy w Atenach spędzają kilka dni wakacji. Wymieniamy się adresami e-mail.

IMGP0886a__Small_   IMGP0909__Small_

Już po 14 zwiedzamy Archeologic City (w ramach biletu). I jeszcze ostatni rzut oka na wzgórze Akropol.

IMGP0910__Small_

Przekonujemy się, jak trudno w centrum Aten przejść na drugą stronę ulicy przy zielonym świetle.  Kasia i Paweł opowiadali, jak muszą przebiegać przez ulicę wychodząc z hotelu.

IMGP0927__Small_   IMGP0929__Small_

O 15.00 oglądamy cudaczną, ale i bardzo widowiskową zmianę warty przed parlamentem. Greccy żołnierze w białych plisowanych spódniczkach śmiesznie poruszający butami z ogromnymi czerwonymi pomponikami. To byli chyba bardzo początkujący żołnierze, ponieważ nic im równo nie wychodziło.

Wracamy metrem do auta Trafiliśmy bez problemów i GPS nie był potrzebny. Bezlitosny upał nas wykańcza - czas pożegnać Ateny. Dołączmy do ogromnej rzeszy ateńskich aut i w miarę płynnie wyjeżdżamy z miasta w kierunku Koryntu.

Pomimo intensywnych poszukiwań gazu, musimy zadowolić się benzyną. W Atenach gazu nie ma - poinformowała nas pracownica stacji benzynowej.

Kanał Koryncki, Isthmina

Wjazd na autostradę Ateny-Korynt kosztuje nas 3,10 . Tuż przed Koryntem zjeżdżamy na Loutraki  i już po chwili możemy podziwiać Kanał Koryncki: 6,3 km długości, 25 m szerokości, a w najwyższym miejscu wysokość ścian dochodzi do 80 m.

IMGP0946a__Small_   IMGP0959a__Small_

Przepięknie na skarpach widać przekrój warstwowy ziemi. Podziwiamy zamysł inżynieryjny i precyzję  wykonania, obserwujemy przepływające przez kanał motorówki. Ze względu na szerokość kanału, mogą nim przepływać tylko statki wycieczkowe - co jest nie lada atrakcją.

IMGP0962__Small_   IMGP0969__Small_

Jeszcze parę fotek na zwodzonym moście przy wejściu do kanału. Potem zakupy w pobliskim markecie (tu nie ma piwa!) i przez Isthminę jedziemy dalej.

IMGP0990b__Small_   IMGP1051__Small_

Kemping znajdujemy nieopodal Isminy. Plaża bardzo czysta, wyjście na plażę wprost z kempingu.

Woda w zatoce rewelacyjnie ciepła, zaplecze sanitarne przyzwoite. Przed sanitariatami rosły drzewka pomarańczowe. Leniuchujemy na plaży do 20, szybka kolacja, zdjęcia nocne plaży i przed 21. jesteśmy w objęciach Morfeusza. Przyjemny wietrzyk od zatoki pozwala na spokojny sen. Chwilo trwaj!

15 lipca 2011 (piątek)

Leniwie wstajemy o siódmej. W namiocie nie da się wytrzymać - gorąco. Intensywne zwiedzanie Aten pozbawiło nas sił witalnych. Postanawiamy troszkę poleniuchować i odpocząć na plaży. Trzeba ustalić plan działania na najbliższe dni.

Lektura przewodników i map, pranie, porządki zajmują nam czas do 10.30, a potem do południa plażowanie, kąpiele i błogie lenistwo. Ustalamy priorytety zwiedzania: Epidauros, Naupfilo, Sparta, Mistra, Dirou - jaskinie.

IMGP1011__Small_   IMGP1022__Small_

Po południu postanawiamy zwiedzić intrygującą w swoim kształcie skałę w odległej części zatoki. Przyjemny spacer brzegiem ocienionej zatoki, turystów niewielu, chłodna bryza od morza. Za skałą przepłoszyliśmy parę kochanków. Trochę komicznie wyglądali zbierając ciuchy i uciekając nago w popłochu.

Sesja foto. Zbieramy bardzo ciekawe formy kamieni, wprzypominają pumeks, ale są ciężkie.

W kempingowym sklepiku kupujemy dużą butelkę Retsiny. Była tak dobra, że w ciągu wieczoru wypiła się cała! :). W końcu trzeba było uczcić urodziny Magdy. 

Za dwudniowy pobyt na kempingu zapłaciliśmy 29,92 €. Z tym, że za pierwszy dzień policzono ponad 17€, a za drugi już tylko 12€.

Epidauros, Napflio, Sparta, Mistra

16 lipca 2011 (sobota)

Żegnamy fajny kemping w Isthminie. Było tu bardzo miło, a towarzystwo zdecydowanie międzynarodowe.

Na trasie do Epidauros mijamy kilka plaż bezpośrednio przy szosie.

 IMGP1066__Small_   IMGP1068__Small_

Trasa widokowa przepiękna, droga wije się wśród skał, często widać morze. Jeszcze przed dziewiątą docieramy do Epidauros. Na parkingu już stoją dwa autokary, kilka aut osobowych, kamper i motocykl. Zakupujemy bilety po 6 i już po chwili wchodzimy do największego starożytnego amfiteatru.

IMGP1084__Small_   IMGP1092__Small_

Przewodnik - stojąc na scenie - obrazowo, głośno i wyraziście opowiada (po polsku) historię tego miejsca. Szybko wchodzimy w górne partie siedzeń, by przekonać się, e nawet w ostatnich rzędach wszystko słychać. Wspaniała akustyka, tylko dlaczego przewodnik mówi tak głośno? Przecież tu ma być słychać nawet szept (tego nie testowaliśmy).

W amfiteatrze trwają przygotowania do wieczornych przedstawień - dziś inauguracja dorocznego festiwalu sztuki. Nawet katalog imprez razem z biletem otrzymaliśmy.

IMGP1111__Small_   IMGP1126__Small_

Z amfiteatru przenieśliśmy się do muzeum. Zdjęcia tylko bez flesza. Oglądamy ciekawy zestaw narzędzi chirurgicznych.

Epidauros to starożytne centrum leczenia chorób wszelakich. Kult Asklepiosa był tu mocno eksponowany.

IMGP1129__Small_   IMGP1136b__Small_

W upale podziwiamy wykopaliska - ruiny starożytnego hotelu i uzdrowiska zarazem. Wykopaliska są częściowo rekonstruowane, więc przynajmniej częściowo można zorientować się w rozmiarze i ogromie budowli. Potencjał tego miasta musiał być ogromny.

IMGP1156a__Small_   IMGP1160__Small_

Z Epidauros udajemy się do Napflio - ponoć najpiękniejszej miejscowości Grecji. Nie wiemy, może to na skutek ogromnego upału, ale na nas nie robi aż tak wielkiego wrażenia. Trudno w temperaturze +38 przed południem zachwycać się architekturą miejską. Tu jest po prostu ładnie i tyle. Staramy się wędrować zacienionymi uliczkami, podziwiamy ładnie ukwiecone balkony.

IMGP1168__Small_   IMGP1180__Small_

Wchodzimy na szczyt jednej z dwóch twierdz.Trzecia twierdza Napflio znajduje się na pobliskiej wyspie. Z góry pięknie widać miasteczko, morze i okoliczne wysepki.

Wracamy do auta, które zostawiliśmy na parkingu przy porcie. Na nasze miejsce "polują" inni. Tłok, jak wszędzie.

Przedzieramy się przez góry. Upał, żar z nieba i straszne pragnienie. Przydałoby się stałe podłączenie do płynów. Zakupione 5 litrów soków i napojów szybko znika. Nawet gorąca cola smakuje wybornie.

Sparta - tylko przejeżdżamy przez słynne ze spartańskiego wychowania miasteczko. Kierujemy się na Mistrę (obiekt z listy UNESCO). Górne i Dolne miasto można zwiedzać na jeden bilet - 5€. Razem z biletem dostajemy schemat Mistry. Centrum bizantyjskiej sztuki jest odbudowywane. 

IMGP1216__Small_   IMGP1222__Small_

Dzięki dotacjom z UE każdy obiekt ma swoją tabliczkę. W najbardziej wartościowych obiektach (muzeum, świątynie) siedzą "anioły stróże" pilnujące porządku (zwykle są to panie strażniczki). W tym upale turystów jest niewielu, więc i panie nie mają zbyt wiele pracy. Fotografie - tylko bez flesza, ale za to wszędzie można pstrykać do woli.

IMGP1224__Small_   IMGP1246__Small_

Na chwilę zatrzymujemy się w klimatyzowanym pomieszczeniu muzeum i oglądamy film o konserwacji ikon.

IMGP1282__Small_   IMGP1306__Small_

Kościoły, mozaiki, freski w świątyniach - wszystko to piękne, gdyby nie ten wszechobecny upał. Dostrzegamy kran z wodą, a nad nim napis w trzech językach. Po angielsku było tak: Water its drink ble" - i wszystko jasne! Z Dolnego miasta samochodem przejeżdżamy do Górnego miasta. Tam też jest parking. Z Dolnego miasta do Górnego prowadzi ścieżka, ale nie chcemy jej szukać.

Całe szczęście, że Grecy mają dobre drogi i bezpłatne parkingi. Gdyby przy tych cenach wejściówek trzeba było jeszcze płacić za parking i WC, to by było zdecydowanie za drogo.

IMGP1335b__Small_   IMGP1340__Small_

W Górnym mieście trochę więcej zwiedzających. Wyżej jest też ciut chłodniej, termometr wskazuje +31, a to już da się wytrzymać.

IMGP1359__Small_   IMGP1378__Small_

Wchodzimy na najwyższe kondygnacje ruin zamku - warownie. Mamy przepiękną panoramę na Mistrę, Spartę oraz okoliczne wzgórza i góry. Przyjemnie tu wieje.

Na terenie górnego miasta też trwają prace konserwatorskie, ale na mniejszą skalę niż na dole.

Żegnamy się ze starożytnością. Została nam jeszcze Olimpia, ale wykopalisk i upału mamy serdecznie dość.

Zakupy w supermarkecie - przede wszystkim napoje. Szukamy drogi do jaskiń Diros. W Areopouli  odnajdujemy kierunkowskazy do jaskini. Droga jest częściowo zagrodzona, kończy się parkingiem, kawiarnią i sporą plażą. Z góry widzimy wzdłuż brzegu kampery, a więc kemping. jednak nie mamy pojęcia, jak tam dojechać. Schodzimy na pustą o tej porze plażę. Zbliża się 21. Na plaży są prysznice ze słodką wodą, więc rano spokojnie można będzie zaliczyć morską kąpiel.

IMGP1386b__Small_    IMGP1390__Small_

Zorientowawszy się w terenie - wracamy. Przy szutrowej drodze, przy wiejskim kościółku "rozbijamy" nasz obóz. Słońce zaszło i natychmiast zrobiło się ciemno. Kolacja przy lampie. Temperatura, pomimo bliskości morza, nadal wysoka - +29o. Trudno zasnąć w takich warunakch.

Diros - jaskinie, pożegnanie z Peloponezem

17 lipca 2011 (niedziela)

Nad ranem temperatura +22o. Znowu czeka nas upalny dzień.

IMGP1407 (Small)_1    IMGP1421__Small_

Już o 730 jesteśmy przy kasach jaskiń. Pusto, kasy czynne od 830, pierwszy kurs łódką o 900. Schodzimy na plażę i zaliczamy kąpiel w morzu. Nie jesteśmy pierwszymi amatorami kąpieli.

Bilety po 12 , otrzymujemy dodatkowo pięknie wydany folder ze zdjęciami jaskiń. Przy kasach pusto. Dla Greków to zbyt wczesna pora. Schodzimy do wejścia do jaskiń. Na pierwszy kurs łódkami jest tylko sześć osób. Dostajemy kapoki, sternik usadza nas w łódce. Można robić zdjęcia. Grek sprawnie manewruje łódką wśród wąskich korytarzy, trochę opowiada (niestety, po grecku).

IMGP1477__Small_   IMGP1478__Small_

Jaskinia przepiękna, dobrze oświetlona.  Przez ten czas mogliśmy podziwiać przepiękną szatę naciekową jaskiń. Stalaktyty i stalagmity przeważnie w kolorze beżowym, ale trafiały się też nacieci kremowe i czerwone.

IMGP1497__Small_   IMGP1522__Small_

IMGP1522c__Small_   IMGP1553__Small_

Rejs trwał ok. 25 minut. Skierowano nas do wyjścia. Przez ok. 10 minut maszerowaliśmy (trochę pod górę) wąskim chodnikiem skalnym. Wyjście z jaskini umieszczone na wysokim urwisku skalnym, tuż nad morzem. Pięknie! Fotografujemy wspaniałe nadmorskie klify.

Ruszamy dalej.

IMGP1583 (Small)_1   IMGP1584__Small_

Trasa widokowa wzdłuż Zatoki Mesyńskiej wiedzie szczytami gór i chwilami przypomina magistralę adriatycką w Chorwacji. Trasa przepiękna widokowo, droga dość wąska. Często zatrzymujemy się, by podziwiać wspaniałe krajobrazy i utrwalić je na zdjęciach.

Jedziemy do Kalamaty, a dalej już wgłąb lądu do Kalo Nero, gdzie na plaży przez dwie godziny udajemy Greków.

Po 15. ruszamy w kierunku Kresteny, Pigros i Patry. Do mostu łączącego Pelopnez z kontynentem mamy 147 km. Benzyna 95 jest tu po 1,689 (tu wszędzie podają cenę do trzech miejsc po przecinku).

IMGP1621__Small_   IMGP1629__Small_

Ok. 18. wjeżdżamy na most. Wjazd na ten cud techniki to koszt 12,90 . Żegnamy Peloponez i (mamy nadzieję) wysokie temperatury, których mamy serdecznie dość. Kierujemy się o Ioaniny - zostało jakieś 240 km.

IMGP1643__Small_   IMGP1657__Small_

Zmienia się krajobraz, więcej tu zieleni, wzgórza łagodniejsze. Od dłuższego czasu szukamy kempingu. Znaleźliśmy autogaz (nareszcie!) - po 0,79€. W kierunku Ioaniny nieprzerwany sznur samochochów - powroty z wakacji?

Ioannina (Janina) - twierdza Kastro, jaksinia Perama, wąwóz Vikos, Bułgaria

18 lipca 2011 (poniedziałek)

Po cieplutkim morzu, poranna kąpiel w górskiej rzece jest nie lada wyzwaniem. W nocy temperatura spadła do 15o - mamy rześki poranek. Zwijamy obozowisko i ruszamy do pobliskiej Ioanniny.

Ioannina ma bogatą i burzliwą historię. Położenie na półwyspie miało znaczenie strategiczne. Przy ogromnym jeziorze rozciągają się mury obronne starego miasta. Zatrzymujemy się w centrum zatłoczonego miasta przy pierwszym wolnym miejscu, lekceważąc znak zakazu zatrzymywania - tak jak inni Grecy.

IMGP1667__Small_     IMGP1668__Small_ 

Zwiedzamy  zabytkową orientalną dzielnicę miasta. Potężną twiedzę Kastro wybudował Ali Pasza pod koniec XVIII w. Z cytadeli - Its Kale - podziwiamy widok na jezioro i okoliczne góry.

IMGP1672__Small_   IMGP1709__Small_

Zwiedzamy rezydencję Alego Paszy, obecnie mieści się tu muzeum bizantyjskie (w poniedziałki nieczynne). Z zewnątrz podziwiamy meczet zwycięstwa - Fetije Dżami i meczet Asłan Paszy.

IMGP1716__Small_   IMGP1717__Small_

Spacerujemy brukowanymi uliczkami, podziwiając zwartą zabudowę starego miasta. Aleją platanów, ścieżką tuż przy jeziorze, obchodzimy mury twierdzy aż do głównej bramy.

Jaskinia Perama znajduje się bardzo blisko Joaniny, właściwie na jej przedmieściach - w miejscowości Perama. Jaskinie zostały odkryte dopiero podczas drugiej wojny światowej. Szata naciekowa największych jaskiń w Grecji jest porównywalna z tymi w Diros (Dirou).

IMGP1723__Small_   IMGP1727__Small_

Wejście do jaskini wprost z głównej ulicy miasteczka. Zwiedzanie z przewodnikiem (wersja angielska też była). Ponad godzinny spacer betonowym chodnikiem pośród pięknych form naciekowych. Wejścia co godzinę.

Po wyjściu z jaskini kierujemy się do wiosek Zagorii.

Vitsa - maleńka wieś, kilka kamiennych domów, trochę barów i restauracji. Pełne nastawienie na turystów.

IMGP1744__Small_   IMGP1751b__Small_

Monodendri  - najładniejsza, największa i najbardziej znana wioska Zagorii, położona na południowym krańcu wąwozu Vikos. Kamienne domy z kamiennymi dachówkami, bary, restauracja, sklep, XVII-wieczny kościół, za wsią XV-wieczny monastyr Agia Paraksevi, trochę dalej skalna grota "Megali Spilia". Miasteczko mijamy bez zbytniego zachwytu. Droga asfaltowa wije się serpentynami wśród niezwykłych form skalnych, jakby z łupków. Trochę przypomina to ruiny starożytnego miasta.

IMGP1805__Small_   IMGP1806 (Small)_1

W drodze do Oksia kilkakrotnie zatrzymujemy auto i fotografujemy skały przypominające bramy, wieże, ruiny zamków - niesamowite formacje!

Droga asfaltowa niespodziewanie kończy się niewielkim parkingiem, na którym stoi tylko jedno auto. Za parkingiem drogowskaz i już ruszamy kamienistą ścieżką na taras widokowy wąwozu Vikos.

IMGP1772 (Small)_1    IMGP1775__Small_

Przepiękne miejsce, widać stąd cały ogrom wąwozu, który w 1991 r. został wpisany do Księgi Rekordów Guinessa jako największy kanion na Ziemi: 12 km długości, 900 m wysokości i zaledwie 1100m odległości między brzegami. Mieliśmy inne plany niż tylko obserwacja wspaniałych urwisk skalnych z góry. Pięciogodzinny spacer dnem wąwozu w tym upale to czyste szaleństwo i narażenie zdrowia.

Jeszcze chwilkę podziwiamy widoczne w dole wyschnięte koryto rzeki Voidomatis i ściany wąwozu tak blisko siebie, jakby na wyciągnięcie ręki. Przepiękne widoki.

IMGP1826__Small_    IMGP1828__Small_

W drodze powrotnej fotografujemy zniszczone budynki zabudowań klasztornych i świątyni. Na wieży kościelnej widoczne pozostałości kolorowych fresków. Nie ma żadnej tablicy informacyjnej, szkoda...

IMGP1844a__Small_   IMGP1852__Small_

Wracamy w kierunku Kipoi w poszukiwaniu słynnych kamiennych mostów. Pierwszy, niezbyt duży, odnajdujemy tuż przy drodze.

Drugi - znacznie większy - odnajdujemy bliżej Kipoi (Kipi).

IMGP1876__Small_   IMGP1889a (Small)_1

Trzeci, składający się z trzech przęseł - zbudowano przed samą wsią. Nigdzie nie ma wody, koryta rzek są zupełnie puste. Na zdjęciach wykonanych jesienią (pocztówki) widać przepiękną turkusową wodę pod każdym z mostów. My trafiliśmy na porę suchą.

IMGP1898__Small_   IMGP1904b__Small_

Na pożegnanie z mostami wchodzimy na jeszcze jeden. W sumie jest ich siedem, wszystkie odnowione za unijne pieniądze.

Temperatura w górach do 31o, w mieście ponad 35.

Wracamy do Janiny na kemping (jedyny w okolicy), który znajduje się w centrum miasta, nad jeziorem. Cena 23 euro za noc, drogo, ale przynajmniej czysto. Wieczorem obserwujemy trening młodych kajakarzy w ramach letniej szkółki wioślarskiej.

19 lipca 2011 (wtorek)

Dziś ostatni, 12-ty dzień pobytu w Grecji. Nadszedł czas pożegnania ze starożytnością, wykopaliskami i upałem. Po wyjeździe z Janiny kierujemy się na autostradę Egnita Odos. Według naszych map ta droga jest w budowie, ale jadąc do Janiny widzieliśmy znaki kierujące na tę autostradę. Wynikało z nich, że droga jest już czynna. Dzięki autostradzie zaoszczędzimy wiele km przedzierania się przez góry.

IMGP1957__Small_   IMGP1962__Small_

Trasa przepiękna, widokowa, odważnie poprowadzona szczytowymi partiami gór i prawie pusta. Tylko do Grevene przejeżdżamy przez ponad 30 różnej długości tuneli. Na całej trasie były już ustawione bramki poboru opłat, ale kasy nie były czynne. Gdzieniegdzie trwały jeszcze drobne prace drogowe.

Z Grevene przez Siatista, Verica w kierunku Salonik i dalej na północ do granicy z Bułgarią. Już na autostradzie A2 do Salonik płacimy 2 razy po 2,80 e.

Dalej jedziemy do Seres i do przejścia. Zjazd z A2 na trasę E79 i A25 i... trafiamy na kolejną nowiuteńką drogę szybkiego ruchu. Z Seres do Sidiokastro bardzo kiepski odcinek, ale droga chyba będzie do remontu, bo miejscami już ma po dwa pasy. Ostatnie 17 km do granicy to już autostrada A25 (bezpłatna).

Godz. 14.00- jedziemy na przejście graniczne z Bułgarią - Promahonas.

Żegnamy się z Grecją. Stan licznika 273720 km. Po Grecji przejechaliśmy prawie 3 tys. km (dokładnie 2.920), od wyjazdu z domu pokonaliśmy już 5.280 km.

IMGP1971__Small_   IMGP1973__Small_

Bułgaria wita nas jeszcze większym upałem. Przeszkadzało nam w Grecji +35, to teraz termometr wskazuje 39,9oC. Kiedy na stacji tankujemy gaz (1,23 lew), dowiadujemy się, że takie upały trwają już dwa tygodnie.

ciąg dalszy w zakładce Bułgaria na bis

Komentarze internautów
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )