TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Bar, Ulcinj, Kotor

Spis treści niniejszej strony
Jezioro Szkoderskie, dojazd do wybrzeża

29 czerwca 2008 (niedziela) dzień dziewiąty

Późnym popołudniem przejeżdżamy groblą przy północno - zachodniej części Jeziora Szkoderskiego. Nie bardzo można się tu zatrzymać, by zrobić zdjęcia, więc pstrykamy kilka fotek bezpośrednio z auta.

Płatnym tunelem (2,5€) jedziemy w kierunku Sutomorie. Niedługo potem wjeżdżamy do Baru. Rozpoczynamy poszukiwania campingu. Z pomocą tubylca (bardzo miły pan w średnim wieku) trafiamy na camping, a właściwie to nie wiadomo na co. Nie wiemy, jak to nazwać. Stoi tu kilkanaście ruskich dwuosobowych namiotów (polska wersja była dostępna od razu z podłogą, a te są bez) wejście do nich sznurowane, a wewnątrz namiotu drewniane prycze z pościelą. Obok namiotów w maskującym zadaszeniu znajduje się jadłodajnią z barem (to okazało się dopiero w nocy). Do jadłodajni chodzą tłumy wprost z plaży. Przed namiotami stoi stół bilardowy, wokół którego mnóstwo dzieciaków w wieku 13-15 lat. Wyglądało to na jakiś obóz (harcerski z lat osiemdziesiątych), może to był jakiś letni hotel?

Węzeł sanitarny nasz sanepid zamknąłby w ciągu minuty. Toaleta "na pedały" (narciarska). Woda tylko letnia, po dwie kabiny prysznicowe, umywalki z jednym lustrem i tylko zimną wodą umieszczone na zewnątrz. Tu jest tak ciepło, że widocznie gorąca woda jest niepotrzebna. Lokalny folklor. Jednak decydujemy się tu zostać. Zrobiło się późno, nie mamy ochoty szukać innego lokum, a na plaży nocować też nie chcemy. Po rozmowie z właścicielem ustawiamy auto pod płotem (jeszcze przed chwilą stała tam ciężarówka, ale przestawili). Zalatuje tu jakiś dziwny zapaszek - szambo??? Nie rozbijamy namiotu, prześpimy się w aucie. Mamy gdzie się wykąpać, czujemy się tu w miarę bezpiecznie, a od ulicznych lamp osłonimy się matą odblaskową.

Noc była bardzo ciepła. Z baru dochodziły podchmielone głosy. Ciągle ktoś łaził, zaglądali nam do auta, a za płotem funkcjonowała całodobowa stacja paliw. Niby nikt nas nie zaczepiał i nie przeszkadzał, ale noc nie była komfortowa. Wytrzymaliśmy tak do szóstej rano.

Stary Bar, Ulcinj, Buliarica

30 czerwca 2008 (poniedziałek) dzień dziesiąty

Kiedy już wszyscy ułożyli się do snu, my wstaliśmy. Najbardziej podobało się nam rozliczenie z właścicielem - no plata! Podziękowaliśmy mu pięknie i już o 7.00 byliśmy pod murami Starego Baru. Czekając na otwarcie bram miasta (o godz. 8.00) zrobiliśmy sobie śniadanko na parkingu. Właściciel pobliskiego sklepiku, gdzie robiliśmy zakupy, przyszedł z nami porozmawiać. Oprócz sklepów pootwierane były już kawiarenki i mieszkańcy pili tam kawę i piwo.

Stary Bar -opuszczone, zrujnowane średniowieczne miasto. Niektóre budynki w trakcie renowacji. Gdzieniegdzie próby zasiedlenia, np. pracownia plastyczna. Dziwne uczucie tak chodzić po opuszczonym mieście. Jesteśmy jedynymi zwiedzającymi. Przy wyjściu spotykamy innych turystów. W pobliżu Starego Baru znajduje się też najstarsze drzewo Europy - ponoć ma dwa tysiące lat. Oliwka jest ogrodzona płotem i ma kobietę za strażniczkę. Wstęp to 1€, dokładnie tyle samo płaciliśmy za zwiedzanie Starego Baru. Rezygnujemy, Darek robi tylko zdjęcia zza ogrodzenia - w sumie to niczego więcej przecież nie zobaczymy. Właściwie to nawet lepiej wyszło,  ponieważ widać wielkość i całą strukturę drzewa, którego pień wygląda tak, jakby rosło tam ze dwadzieścia oliwek w jednym miejscu.

Ruszamy dalej do Ulcinja - miejscowość letniskowa tuż nad morzem. O 10.00 jesteśmy w mieście. Kierujemy się w stronę plaży i starówki. Tłok, jedziemy bardzo powoli. Zupełny brak miejsc parkingowych, a upał już ostro daje się we znaki. Kiedy mamy zamiar zrezygnować trafiamy na płatny parking (1€ za dzień). W cieniu sosen i pinii zostawiamy auto i idziemy na plażę.

Błogie lenistwo na piaszczystej plaży wraz z kąpielami słonecznymi i morskimi uprawiamy przez prawie dwie godziny. (Poparzenia słoneczne, których doznał Darek, długo nam będą przypominać to plażowanie). Nareszcie mam trochę czasu na uzupełnienie notatek i przekartkowanie przewodników. Potem wracamy na parking, gdzie w cieniu organizujemy jakiś obiad, a następnie ruszamy pieszo zwiedzać stare miasto.

Przed reastauracją Antygona kelner zaprasza nas do środka, na taras, skąd lepszy widok i ciekawsze zdjęcia. Wchodzimy trochę z oporami, zamawiamy kawę po turecku (taki smolisty ulepek). Właścicielem restauracji okazuje się być współautor naszego przewodnika po Czarnogórze (ten z Bezdroży). Robimy z nim pamiątkowe zdjęcie, dostajemy autograf w książce, a kelner Alfredo wręcza nam swoją  wizytówkę.

Jeszcze przez prawie godzinę zaglądamy w różne zaułki na starym mieście. Upał nam doskwiera. Nieliczni turyści, bo większość ludzi skryła się w cieniu.

Po 16. ruszamy trasą wzdłuż granicy z Albanią i ciągnie się wzdłuż ogromnego jeziora Szkoderskiego. Droga ma niezły asfalt, ale jest niesamowicie wąziutka i kręta, wykuta w półce skalnej. Ostrożna jazda do Petrovaca zajmuje nam 3 godziny. W Buliaricy szukamy kempingu. Ten bezpośrednio nad morzem miał paskuden warunki sanitarne i cenę 10,20 € za dwie osoby. Ok. 300 m od plaży znajdujemy kemping MASLINA (9,50€, całkiem niezłe warunki sanitarne) i tu się zatrzymujemy. Rozbijamy namiot pod oliwką. Po 20.30 temperatura spadła do 27 stopni. Już po zachodzie słońca trochę dokuczały nam jakieś komaropodobne owady.

Święty Stefan i Budwa

1 sierpnia 2008 (wtorek) dzień jedenasty

Wczorajsza opalenizna wciąż nam o sobie przypomina mocno zaczerwienioną i piekącą skórą. Zamiast plażowania postanawiamy troszkę pozwiedzać: Budwa i wyspa Św. Stefan. Przed wyspą Św. Stefan rozciąga się ogromna kamienista plaża. O dziewiątej rano plażowiczów niewielu, ale sądząc po ilości ustawionych tu parasoli (6€) i leżaków (5€) chętnych do opalania będzie mnóstwo. Podziwiamy piękną panoramę wyspy, przycumowane w niewielkiej zatoczce żaglówki - raj, po prostu.

Nic nam nie wyszło ze zwiedzania wyspy, bo trwa remont i brama wejściowa zamknięta na ogromny łańcuch. Jedziemy do Budwy, która prezentuje się wyjątkowo europejsko: reklamy, hotele, parkingi, budownictwo no i ... ceny. Za parking w pobliżu starego miasta liczą 1€ za godzinę. Starówka w Budwie to przede wszystkim bardzo drogie butiki, mnóstwo restauracji i barów. Bezpośrednio z kawiarni mamy wyjście na plażę.

Za zwiedzanie cytadeli kasują od nas po 2€ - nie było warte aż tylu pieniędzy, ale dzięki temu mamy ciekawe fotki panoramiczne, z cytadeli właśnie. No i WC na 5 z plusem.

O 12.30 mamy dość murów, upału i tłoku. Wracamy na kemping. Późnym popołudniem idziemy na plażę, ale tylko po to by zażyć kąpieli w morzu.

Kotor, Boka Kotorska

2 lipca 2008 (środa) dzień dwunasty

Wczesnym rankiem pakujemy się, a przy okazji obserwujemy Czechów, którzy przyjechali na pólko późną nocą. Spali bezpośrednio na trawie, bez namiotów, śpiwory rozłożone bezpośrednio na ziemi. Bardzo szybko odjechali, a my ruszyliśmy w trasę po 8.30.

Jedziemy do Cetnije, dawnej stolicy Nine. Brzydkie, podupadające miasto, nieciekawa starówka. Szybko kierujemy się do Kotoru, polecaną w przewodniku trasą. Droga początkowo nie robi na nas większego wrażenia. Już po innych - węższych i bardziej krętych jeździliśmy, ale za przełęczą zmieniamy zdanie. Z góry, z lotu ptaka oglądamy cały fiord Boki Kotorskiej. Droga wijąca się na wysokości 926 m schodzi do poziomu morza. Zjeżdżamy powolutku, oszczędzając hamulce, kilkakrotnie z trudem mijamy się z autokarami. Często zatrzymujemy się, by zrobić zdjęcia. Widoki są rewelacyjne.

Do Kotoru docieramy przed południem. Wędrując po starówce trafiamy na wejście na mury obronne - wstęp 2 euro. Wędrujemy na sam szczyt pod czarnogórską flagę. Słońce w zenicie, upał, spory wysiłek, ale widok na całą Bokę Kotorską jest wspaniały. Port, cumujące większe i mniejsze statki, żaglówki, ruch samochodów w mieście - z góry wszystko ma jakąś bajkową scenerię.

Po zejściu z murów obronnych jeszcze chwilę błądzimy sobie wśród wąskich uliczek kotorskiej starówki podziwiając fasady kamiennych budowli.

Ruszamy w kierunku Herceg Novi objeżdżając całą Bokę Kotorską. Na chwilę zatrzymujemy się w Perast, potem w Risan - niewielkie miasteczka przycupnięte w zatoczkach, dziś przede wszystkim z infrastrukturą turystyczną. Zatrzymujemy się na jednej z wielu plaż - dno kamieniste, woda bez ogromnych fal. Obserwujemy tu trochę dziwne zjawisko: woda tuż pod powierzchnią jest bardzo zimna, a niżej, w głąb - cieplejsza. Nie potrafimy wyjaśnić tego zjawiska.

Przed 18 docieramy do Herceg Novi. Miasteczko jest dosłownie zakorkowane, zupełny brak miejsc parkingowych. Wolno objeżdżamy miejscowość. Opuszczamy  Herceg Novi, a chwilę potem i Czarnogórę.

Już po 19. robimy zdjęcia Dubrovnika - tym razem o zachodzie słońca i z góry, bezpośrednio z drogi. Z takiej perspektywy Dubrovnik wydaje się jeszcze potężniejszy i piękniejszy.

Na nocleg wybieramy Camping pod Maslinom w Orasac. Dostajemy przydział obok sympatycznej pary z Poznania. Z Agnieszką i Pawłem spędzamy resztę wieczoru, wymieniając wrażenia z podróży (oni dopiero jadą do Montenegro).


Treść nowego pytania:
Komentarze internautów
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )