TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Góry Komovi

Spis treści niniejszej strony
Kolasin - Andijewica - Eko Katun

28 czerwca 2008 (sobota) dzień ósmy

Droga do Kolasina dostarczyła nam wielu emocji. Trasa prowadziła wzdłuż rzeki Peinja, potem Tary. Niesamowite podjazdy, długie zjazdy, mnóstwo zakrętów, znowu podjazdy i zjazdy. No i tak zagrzały się w aucie hamulce, że dym się z nich zaczął wydobywać. Zatrzymaliśmy się więc przy jednym z licznych tu źródełek. Hamulce nam stygły, pranie się suszyło, a my spokojnie obserwowaliśmy inne auta, którym to samo się przydarzyło. Mercedes na lokalnych tablicach miał ten sam problem. Zatrzymali się i cała rodzinka intensywnie polewała koła lodowatą wodą źródlaną. (Nie szkoda im było samochodu???)

Niewielki Kolasin zwiedziliśmy robiąc zakupy i poszukując chleba, którego już nie było. Sobotnie upalne popołudnie nie służyło zakupom.

Pojechaliśmy dalej krajową drogą na Andrijewicę. Stan drogi, która biegnie wzdłuż rzeki, był fatalny. Brzegi szosy podmyte przez rzekę, miejscami ogromne wyrwy. Jako oznaczenie przeszkód i utrudnień funkcjonuje tu przeważnie sznurek i plastikowa butelka na patyku! Poruszaliśmy się 20-30 km na godzinę. Wyjątkowo męcząca podróż.

Po dotarciu do przełęczy skręcamy w szutrową lokalną drogę. Brak jakichkolwiek oznaczeń! Pytamy napotkanych w lesie tubylców o drogę, każą jechać w lewo. Dostrzegamy na drzewie drewienko z napisem 2,5 km Katun - jedziemy. Mamy już dość tej wąskiej, leśnej drogi. Każde z nas myśli już tylko o tym, by znaleźć jakąś polankę i tam zostać na noc. I nagle pojawiają się oznakowania szlaku. Chwilę potem droga staje się szersza i już dojeżdżamy do bramy, pod którą stoi kilka niezłych aut. Kiedy straciliśmy nadzieję, dotarliśmy do Eko Katunu. Przed nami 10 nowiuteńkich domków.  W recepcji dają nam domek nr 5, w którym mamy do dyspozycji 5 łóżek (sypialnia jest na pięterku). Na dole jest salon z kuchenką gazową, naczynia, piecyk. W łazience znajdujemy ręczniki, szampony i mydełka i najważniejsze - jest ciepła woda!  Super! Cena za ten luksus to 31 euro za dobę, razem z opłatą klimatyczną.

Po kąpieli wróciła nam chęć do życia. Studiujemy nowo zakupioną mapę gór Komovi. Jutro mamy zamiar zdobyć najwyższy szczyt tego pasma Kom Kucki (2487).

Szczyt Vasojevicki - monastyr Moraca - Podgorica - Bar

29 czerwca 2009 (niedziela) dzień dziewiąty

5.30 - pobudka. Za oknem mgła, która szybko się podnosi. Wstaje piękny dzień. 6.40 - wyruszamy na najwyższy szczyt gór Komovi - Kom Kucki (2487). Po godzinie marszu nie czuję się najlepiej. Ostatnie dni były męczące, dzień przeznaczony na odpoczynek dość stresujący i dziś znowu intensywny wysiłek fizyczny. Mam nadzieję, że jakoś się rozruszam, wykrzesam energię na zdobycie szczytu - przecież więcej nie zamierzamy tu przyjeżdżać.

Mijamy obozowisko - sklecone naprędce domostwa miejscowych pasterzy/górali. Ciężkie tu życie: brak wody, elektryczności, ale jakieś samochody tu mają. A skąd w górach biorą paliwo? Jak dowożą dzieci do szkoły? Gdzie jest szkoła, sklep, ośrodek zdrowia? To jak tu się zimą żyje?

Ścieżka szlaku wiedzie po ruchomym piarżysku, a właściwie wielkim osuwisku skalnym. Przechodzimy je bardzo ostrożnie. Na samym środku widać świeże osunięcia skał i podłoże tu bardziej ruchoome. Według mapy jest to główny szlak tych gór. Jak na razie jest nieźle oznakowany. Ścieżka też wygląda na uczęszczaną.

Podziwiamy krajobrazy. Fantastycznie prezentują się szczyty gór Prokletije (Góry Przeklęte) po albańskiej stronie. Trochę wspinaczki, chwilami graniówka i już widać szczyt. 9.25 - wchodzimy i konsternacja: to nie jest Kom Kucki!! Wpisujemy się do książki wierchowej szczytu Vasojevicki (2461), przybijamy pieczątki na mapie i nadal nie możemy uwierzyć, że to nie Kom Kucki. Dokładnie studiujemy mapę, nasz szczyt znajduje się niedaleko, za jedną głęboką doliną. Gdzieś na dole musieliśmy pomylić szlak, ale przecież nigdzie nie było odbicia! Próbujemy jeszcze obejść szczyt graniówką, może da się z drugiej strony! Niestety, nigdzie nie ma oznaczonego szlaku, a samodzielne schodzenie po kruchych skałach do bezpiecznych nie należy. Fotografujemy więc tylko Kom Kucki z poziomu szczytu Vasojevicki. Prawie go zdobyliśmy... :( Parę metrów nie robi wielkiej różnicy... Niby nie, ale to jednak nie ten szczyt!

Podczas zejścia spotykamy liczną grupę Słoweńców. Idą z lokalnym przewodnikiem, przynajmniej z trasą nie mają problemów. W drodze powrotnej uważnie obserwujemy teren i szukamy rozstaju szlaków, jakiegoś odbicia w kierunku Kom Kucki. Nic nie ma! Na jednym ze wzgórz stoi puste czestkie auto. Jesteśmy wściekli, że Czesi znaleźli drogę i poszli na właściwy szczyt. Chyba poszli na "czuja", bo nie ma tu żadnych znaków, które wskazywałyby szlak.

O 12.15 wróciliśmy do kantunu. Kąpiel, obiad, małe pranie i o 14 oddajemy klucze. Wymiar doby ustalił nam wczoraj recepcjonista: "Jak zejdziecie ze szczytu, wykąpcie się, spakujcie spokojnie i wtedy oddacie klucze". Bardzo nam to pasowało.

Ruszamy w dalszą drogę. Po przejechaniu najgorszego, szutrowego odcinka zatrzymujemy się przy źródełku. Z pomocą miski i butelki obmywamy auto z kurzu. Od razu lepiej się podróżuje.

16.20 - docieramy do monastyru Moraca. W środku świątyni zdjęć robić nie wolno, fotografujemy piękne otoczenie - mnóstwo tu różnorodnych kwiatów. Dalsza droga prowadzi przepięknym kanionem rzeki Moraca. Znowu podziwiamy przepiękne zakola rzeki, skarpy, nawisy i urwiska skalne - wszystko bardzo urokliwe.

18.00 - Podgorica jedyny nizinny teren w Montenegro. Przed nami jeszcze sporo trasy - chcemy dotrzeć do miejscowości Bar, gdzie zaplanowaliśmy nocleg. Trasa przebiega przez północno - zachodni fragment Jeziora Szkoderskiego. Ruch na drodze jest duży - wszak to niedziela i czas powrotów znad morza.

Komentarze internautów
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )