TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Bieszczady - wiosna 2008

30 kwietnia 2008 (środa) po 20. wyjeżdżamy w Bieszczady. Nocna podróż ma swoje plusy - drogi są mniej zatłoczone i już następnego dnia rano można wyruszyć na szlak. Jazda do drugiej, potem krótka drzemka na stacji benzynowej i dalej w drogę, w najdalszy koniuszek południowo-wschodniej Polski. 

Spis treści niniejszej strony
Wołosate, Tarnica, Halicz, Rozsypaniec, Wołosate

1 maja 2008 (czwartek)

W Wołosatem meldujemy się tuż przed 9 rano. Niewielki pokój - 100 m od węzła szlaków - bardzo nam odpowiada, pogoda zdecydowanie mniej.

10.30 - wychodzimy na szlak. Tarnicę (1346) osiągamy o 13. Psuje się pogoda, schodzimy we mgle. Krótki postój na Przełęczy pod Tarnicą (1275), potem Halicz (1333) i Rozsypaniec (1280). Pogoda niestabilna, chociaż chwilami odsłaniają nam się poszczególne szczyty. Wycieczkę kończymy w strugach deszczu tuż przed godziną 18.

Smerek, Przełęcz Orłowicza, Chatka Puchatka, Połonina Wetlińska, Połonina Caryńska

2 maja 2008 (piątek)

W nocy padało. Ranek wilgotny i mglisty. Pobudka o 6.30. W Ustrzykach Górnych jesteśmy o 8.30. Auto zostawiamy na parkingu (12 zł,- cały dzień). Busem dojeżdżamy do szlaku na Kalnicę (7 zł/osoba). 9.25 - wyruszamy na szlak. Mgła, mgła i jeszcze raz mgła i bardzo mała widoczność. Później zaczyna mżyć, wieje coraz silniejszy wiatr.

Zdobywamy Smerek (1222), potem Przełęcz Orłowicza (1075) i docieramy do schroniska Chatka Puchatka. Troszkę się tu zmieniło od czasu, gdy byliśmy tu parę lat temu. Schronisko zostało rozbudowane, ale nadal jest tu tłoczno. Szlak prawie pusty, a tu tyle ludzi. Chwila odpoczynku, wdychamy atmosferę Chatki, gorąca herbata ogrzewa zgrabiałe dłonie. jeszcze pamiątkowe fotki i już wychodzimy w trasę.Mgła, deszcz, wiatr - nic nie widać!

Kiedy już schodziliśmy z Połoniny Wetlińskiej zaświeciło słońce. W końcu mamy nagrodę - przepiękne widoki! Trasa natomiast jest paskudna. Wszędzie błoto, rozmoknięta glina przylepia się do butów. Stuptuty chronią nasze spodnie - do kolan jesteśmy upaćkani błotem. Jest ślisko i niebezpiecznie. Kije trekkingowe pomagają nam utrzymać równowagę w tym niebezpiecznym terenie. Obserwujemy sporo osób, którym się to nie udaje i często lądują w błocie.

O 16.20 rezygnujemy z przejścia Połoniną Caryńską (mam jakąś kontuzję kolana); schodzimy. Busem wracamy do Ustrzyk, gdzie jemy mało smaczny obiad w barze pod Caryńską.

Jeszcze tylko zakupy w pobliskim sklepie i o 19 wracamy na kwaterę. Zmęczeni czyścimy ubranka - windstopery spisują się wspaniale, zaimpregnowane buty nie przemakają - jest całkiem nieźle.

Wieczorem udajemy się na pogaduchy z gospodynią, która twierdzi, że od 12 lat nie było tak paskudnej pogody w długi majowy weekend. A prognoza pogody na dzień następny też nie jest optymistyczna...

Połonina Caryńska, Przełęcz Wyżniańska, Mała Rawka, Wielka Rawka, Kremenaros

3 maja 2008 (sobota)

Auto zostawiamy na parkingu i czerwonym szlakiem z Ustrzyk Górnych udajemy się na Połoninę Caryńską (1297). Zajmuje nam to ponad trzy godziny. Schodzimy do Przełęczy Wyżniańskiej (855) i robimy sobie odpoczynek w Schronisku pod Małą Rawką. Pogoda jest paskudna: silny wiatr z ostrymi podmuchami, chwilami deszcz no i mgła, która szczelnie otula większość krajobrazów.

W drodze na Małą Rawkę chwilami brniemy po kolana w śniegu, w większości jednak taplamy się po kostki w błocie. Od czasu do czasu mży deszczyk, czasami lekko się wypogadza. Mała Rawka (1267), potem Wielka Rawka (1307) i pomimo tej paskudnej pogody postanawiamy zdobyć jeszcze Kremenaros (1221) - szczyt graniczny z Ukrainą. Według mapy to ok. 45 min. marszu. Maszerujemy po zlodowaciałym śniegu i błocie przez 35 minut, a potem... rezygnujemy. Mżawka zamienia się w deszcz, wiatr dmie coraz mocniej, a przed nami jeszcze przecież spore zejście. Wracamy na Wielką Rawkę i niebieskim szlakiem usiłujemy zejść do Ustrzyk. Droga powrotna jest okropna. Zapadamy się w śniegu po uda, a pod śniegiem warstwa śliskiej gliny. Bardzo niebezpieczne! Pomocne są kijki. Uff... powrót bez kontuzji - na szczęście!

Kiedy docieramy na kwaterę nie mam nawet siły, by robić kolację. Jesteśmy potwornie zmęczeni - dziś górki nas pokonały :(.

Sprawdzam jeszcze sumę podejść - ponad 1200 m, to tak, jakbyśmy weszli dziś wyżej niż na Rysy. I trzeba jeszcze uwzględnić pogodę - mamy prawo być zmęczeni.

Wycieczka do źródeł Sanu, zapora w Solinie

4 maja 2008 (niedziela)

Pada od rana. Z okna nawet nie widać pobliskich szczytów. Zastanawiamy się nad planem naszego ostatniego dnia. Może zwiedzimy coś w Sanoku? Może nad Solinę?

Pakujemy się, Płacimy za trzy noclegi - 180 zł. Ruszamy, kierunek ®Sanok. Mijamy Ustrzyki Górne, Bereżki (jakby mniej pada???) Stuposiany i... szybka decyzja - skręcamy na Muczne. Zrobimy sobie wycieczkę do źródeł Sanu. Powoli niebo się przejaśnia, przestało padać.

Zostawiamy auto na parkingu Bieszczadzkiego PN i ruszamy oznakowanym szlkaiem wzdłuż granicy z Ukrainą. To ścieżka przyrodnicza Górnego Sanu. Po drodze mijamy cmentarz i ruiny cerkwi, docieramy do Schronu nad Negrylowym. Tu kończy się szlak rowerowy, dalej tylko pieszo!

Tereny przepiękne! Niebo całkiem się wypogodziło, w stosunku do poprzednich dni jest zdecydowanie cieplej i w końcu mamy widoki przecudnej urody. San pięknie meandruje wśród pól i lasów. Mamy okazję zobaczyć czarnego bociana. Mijamy ruiny folwarku Stroińskich, docieramy do grobu hrabiny, podziwiamy panoramę ze wsią Sianki w tle i w końcu docieramy do źródła Sanu.

Jesteśmy w najdalszym zakątku południowo - wschodniej Polski. Pamiątkowe fotki, kanapki jemy po ukraińskiej stronie, a co tam - wolno nam! Czas wracać! Powrót do schronu tą sama drogą, potem kierujemy się na ścieżkę rowerową i drogą dla dorożek.

Kiedy docieramy na parking - rozpoczyna się ulewa, istne oberwanie chmury... Grad, a chwilę potem znowu piękna, słoneczna pogoda.

Godzina 17. Robimy szybki obiad. Znowu gromadzą się chmury, grzmi. Kiedy nadeszła burza, wsiedliśmy do auta (wszak to puszka Faradaya i mamy ochronę przed piorunami. Szybko "uciekamy" z parkingu w kierunku Soliny. Nad zaporę doceramy ok. 19. Sporo się zmieniło opd naszego ostatniego pobytu.

Po 20. ruszamy w długą powrotna drogę. Czeka nas nocna jazda. Do domku docieramy ok. czwartej nad ranem. Na sen pozostało 2,5 godz., a potem marsz do pracy. To będzie ciężki dzień, ale co tam - warto było! 

Komentarze internautów
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )