TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Macedonia

Spis treści niniejszej strony
Kuklica - skalne kukły, Kumanovo

Granicę z Macedonią przekraczamy o godz. 16.00. Na granicy nie ma kantoru.

lightbox   lightbox

Trochę nas martwi brak macedońskiej waluty, ponieważ opłaty na autostradach pobierane są tylko w denarach. Skręcamy do najbliższego miasta - Kumanovo. Szukamy sklanego miasta Kuklica nazywanego tak od kamiennych skał przypominających kukły. Droga w większości bardzo dobra, brak zupełnie oznaczeń. W sumie jedziemy raczej na intuicję niż kierując się znakami. Nawet nie wiemy, jakie miejscowości mijamy, bo brak nazw miast i tablic wjazdowych. W końcu trafiamy do celu. Na całej trasie widzieliśmy tylko jeden kierunkowskaz na Kuklicę.

 lightbox   lightbox

Jesteśmy pod wrażeniem - taki nasz Szczeliniec Wielki w trochę zmienionej formie.

lightbox   lightbox
Kamienne baby, przekupki, weselny korowód, goście, duchy, kamienna procesja. Niesamowite formacje skalne! Spacerowaliśmy urzeczeni urodą skał. Ileż tu historii można opowiedzieć! Każda grupa skał to oddzielna bajka.

lightbox   lightbox

Z tym niesamowitym miejscem wiąże się wiele legend. Jedna z nich mówi o czarach porzuconej narzeczonej i zaklętej w kamień grupie weselnych gości, gdy kawaler zdecydował się na ślub z inną. Miejsce magiczne, inspirujące i oczywiście bez turystów. Pięknie...

Droga powrotna prowadzi przez rolnicze tereny.

Wracamy do Kumanowa. Jak w każdym większym mieście, tak i tu w centrum brak miejsc do parkowania. W banku dokonujemy wymiany. Kurs 61 denarów za 1 euro. Mając pieniądze szukamy noclegu.

W Kumanovie na stacji benzynowej odradzają nam drogi hotel i polecają miejscowość uzdrowiskową z kempingiem. Jak się okazało kemping dawno zlikwidowano, a w hotelu dla pensjonariuszy po zniżkach możemy dostać paskudny pokój za 46 euro ze wspólną łazienką. Hotel w standardzie naszych kiepskich schronisk. Rezygnujemy. Od tubylców dowiadujemy się o kempingu przy autostradzie - jedziemy. Poszukiwania bez rezultatu. (Jak się następnego dnia okazało, zawróciliśmy jakieś 150 m przed kempingiem). Pozostaje nam jeszcze przydrożna stacja paliw z prysznicem. Stacja wyjątkowo dziwna: panie w restauracji jakieś przestraszone, za wszystko chcą opłat w euro. Jeśli chce się płacić w denarach to liczą dwa razy więcej. Pan opiekujący się prysznicami i toaletami wygląda na szefa mafijnego interesu, bo o wszystko go inni pracownicy pytają. Okazało się, że musimy zapłacić 4 euro jeśli chcemy przekoczować na parkingu do rana. Zmęczona i zła na brak infrastruktury turystycznej postanowiłam nie płacić, co zdecydowanie wyraziłam panu ze złotym łańcuchem na szyi. O dziwo, nikt nas nie budził, szyb nam nie wybili, latarkami po oczach nie świecili - spaliśmy w aucie do rana. Za darmo!

 

Kokino - megalityczne obserwatorium astronomiczne

(12 lipca 2012, czwartek)

Autostrada do Skopije ma dziwne standardy, np. przystanki autobusowe wprost przy prawym pasie ruchu, nawet rondo raz widzieliśmy. O tym, że polne, szutrowe drogi dochodzą wprost do autostrady pisać nawet nie wypada. Opłaty mają niskie, za to ich pobór dość częsty.

lightbox    lightbox

Kierujemy się do Kokino, gdzie znajduje się megalityczne obserwatorium astronomiczne. Kolejna atrakcja turystyczna znowu słabo oznakowana. Kierujemy się tylko intuicją, że tak dobry asfalt w górskim terenie nie może prowadzić do nikąd. Przeczucie nas nie zawiodło. Skalne obserwatorium w Kokino zostało odkryte stosunkowo niedawno (2001), nadal trwają badania archeologiczne.

Kokino N 420 15' 45.71'' E 210 57' 30.77''

lightbox   lightbox

Przed wielkim wzgórzem wita nas pracownik Muzeum w Skopije. Sladan będzie naszym przewodnikiem. Proponuje też książkę z historią miejsca, z opisami najciekawszych znalezisk. Porozumiewamy się po rosyjsku, ale Sladan włada też angielskim.

lightbox  

Starożytny świat Kokino rzuca na nas magiczny czar. Z zainteresowaniem oglądamy miejsca, gdzie starożytni wyznaczali równonoc i określali pory roku.

lightbox   lightbox

Przedziwne, naturalne obserwatorium astronomiczne. Dziś pasą się tu krowy.

Po zwiedzeniu obserwatorium proponujemy naszemu przewodnikowi wspólną kawę. Piknik na trawie owocuje ciekawą rozmową. Jak zawsze wszechobecny temat polityki i słabej ekonomii. Sladan narzeka na brak turystów i ogólnie trudną sytuację ekonomiczną w kraju.

W cieniu wielkiego drzewa czas mija niezmiernie szybko - trzeba ruszać dalej.

Skopje

Droga do stolicy prowadzi autostradą. Zmienia się krajobraz.

lightbox   lightbox 

  

Coraz częściej zamiast wież kościołów widoczne meczety z wysokimi minaretami. Zmienia się wygląd osób spotykanych na ulicach. Europejskie stroje przeplatają się z muzułmańskimi szatami. Często mijamy kobiety z zasłoniętymi twarzami, w płaszczach do ziemi szczelnie zakrywających całą sylwetkę.

Skopje - stolica Republiki Macedonii położona jest nad rzeką Wardar. Historia i przyroda nie były dla miasta łaskawe - wielki pożar całego miasta w XVII w, tragiczne trzęsienie ziemi w lipcu 1963 r. i bardzo duże zniszczenia zabytkowej zbudowy. Miasto cały czas podnosi się z ruin, trwa wielka przebudowa centralnej części starówki położonej w pobliżu rzeki.

Dość szybko znajdujemy parking (30 denarów za cały dzień postoju). Udaje się ustawić auto w cieniu, co jest nie bez znaczenia przy panującym tu upale.

lightbox   lightbox

Zwracają naszą uwagę wielkie pomniki, ogromne łuki triumfalne. Niewielki kraj, ale budowle ogromne.

lightbox   lightbox

 

lightbox   lightbox

Nie można ominąć muzułmańskiego targu.Warzywny bazar na szczęście znajduje się pod dachem.

lightbox   lightbox

Przeciskamy się wąskimi alejkami pośród ogromu owoców i warzyw oraz tłumu kupujących. Sprzedawcy nas zaczepiają. Spotykamy mężczyznę, który dobrze mówi po polsku. EURO-Polska jest hasłem wywoławczym. Wszyscy sklepikarze z zainteresowaniem się nam przyglądają. Na koniec dostajemy za darmo reklamówkę różnorodnych papryk.

lightbox   lightbox

lightbox   lightbox

Zmęczeni zwiedzaniem i upałem posilamy się w lokalnym barze. I znowu spotykamy się z sympatią właściciela, który miło wspomina kolegów z Polski, z którymi pracował w Irlandii. Lokalny byrek z mięsem jest wyśmienity.

Kanion Matka

Wyjazd ze Skopje w kierunku zachodnim. Pomyliliśmy zjazd i nie obyło się bez zawracania na autostradzie. Aby nie jechać do następnego zjazdu, zawróciliśmy na pasie ewakuacyjnym tuż przed bramką. Przy dźwiękach klaksonów mniej zadowolonych kierowców dokonaliśmy opłaty za nieprzekroczoną bramkę i ruszyliśmy w powrotną drogę. Zaoszczędziliśmy czas, kilka kilometrów i jedną opłatę na bramce. Źle oznakowane drogi to standard na Bałkanach, w końcu tubylcy wiedzą, gdzie mają jechać. A o turystów nie trzeba się martwić i tak sobie poradzą.

Kanion Matka znajduje się 15 km od stolicy - Skopje, rozciąga się wzdłuż rzeki Treski. Charakterystyczne dla kanionu są jaskinie, z których najdłuższa ma 176 metrów, a jaskinia Vrelo kandydowała do listy nowych 7 cudów świata. Do jaskiń nie dotarliśmy, nie mieliśmy ich w planach. W naszych głowach już dojrzewał cel zdobycia szczytu Korab. Sam kanion bardzo urokliwy, przyciąga wielu mieszkańców i turystów.

lightbox    lightbox

Pierwsze wrażenie - mercedesy i inne auta myte bezpośrednio w rzece, obok kąpiące się dzieciaki. 

Postanawiamy ruszyć spacerkiem wzdłuż rzeki. Kierunek monastyr na szczycie pobliskiej skały.

lightbox   lightbox

Wyraźną ścieżką poruszaliśmy się wzdłuż rzeki aż dotarliśmy do zapory wodnej. Widoki przepiękne, ale gdzieś straciliśmy szlak do monastyru. Ze wspinaczki na szczyt nic nie wyszło i dobrze, bo upał niemiłosiernie dawał się we znaki. Powrót tą samą drogą wydawał się nudny więc spróbowaliśmy przejść przez lodowatą rzekę. Bród nie był zbyt głęboki, ale kamienie omszałe i bardzo śliskie.

lightbox   lightbox

Chwilowe ochłodzenie w lodowatej górskiej Tresce dostarczyło sporo emocji. Spotkani Macedończycy często prosili o zrobienie im zdjęć. Chętnie pozowali do fotografii.

lightbox   lightbox

Przejście szlakiem za zaporę wodną dostarczyło kolejnych wrażeń. Bliskość wysokich skał, średniowieczna cerkiew, koloryt wody, urokliwe restauracyjki umieszczone wprost nad wodą tworzyły ciekawy klimat. Pospacerowaliśmy wyznakowaną i ubezpieczoną ścieżką poprowadzoną skalnym urwiskiem. Ubezpieczenia nowe, solidnie montowane w miejscach szczególnie niebezpiecznych. Sporo wyznakowanych szlaków prowadzących w różne partie gór. Czy dalej są dobrze oznakowane - nie sprawdzaliśmy.

Przyjemny chłód od rzeki, romantyczny klimat urwisk skalnych, spokojny spacer - szkoda, że już pora wracać. Czas wyruszyć w góry. 

Droga na szczyt Korab

Jedziemy w Góry Korab. Korab (2764m) jest najwyższym szczytem w Górach Korab na Półwyspie Bałkańskim, jednocześnie leżącym na granicy albańsko-macedońskiej. Jedziemy drogą asfaltową Mavrovi Anovi (Маврови Анови) - Debar.

 

lightbox

Dzięki notatkom z internetu bez problemu docieramy do mostu na rzece Radika (N 410 47' 902'' E 0200 37' 915''), ruszamy szutrową drogą początkowo wzdłuż rzeki. 12 km nierówności pokonujemy w miarę szybko i odnajdujemy pierwszą stanicę staży granicznej i policji jednocześnie. Dotarliśmy do Niczpur - pierwszego punku orientacyjnego. Jeszcze kilka lat temu potrzebne były pozwolenia z macedońskiego ministerstw, obowiązywała kontrola paszportów. Dzisiaj paszportów nikt oglądać nie chciał. Pogranicznicy skupili się wokół kolacji, której smakowity zapach rozchodził się po okolicy. Do tej kolacji dołożyliśmy butelkę żubrówki z życzeniami smacznego.

Jedziemy dalej zgodnie ze wskazówkami, ale robi się coraz później, droga coraz gorsza i zaczyna padać deszcz. Poszukiwania kolejnej strażnicy w Srezimirze do łatwych nie należą. W pewnym momencie droga się rozwidla i nie bardzo wiemy, w którym kierunku mamy jechać. W górę? A może prosto? Żadnych kierunkowskazów. Zapada zmierzch, zawracamy. Zatrzymuje nas patrol straży, próbują wytłumaczyć dojazd do kolejnej strażnicy. W końcu proponują, że nas podholują. Jesteśmy im wdzięczni - zrobiło się prawie  ciemno, a droga pełna wybojów, luźnych kamieni i ... prowadzi tuż nad urwiskiem! 

Trzeba było jechać prosto, podjazd w górę zaczął się jakieś 2 km dalej. Jadąc za wojskowym jeepem szybko pokonywaliśmy niedogodności górskiej drogi sprawnie omijając przeszkody. Kiedy dotarliśmy na miejsce zrobiło się zupełnie ciemno, ale deszcz przestał padać. Współrzędne drugiej strażnicy: N 410 48' 369'' E 0200 37' 120'', którą ulokowano na wysokości 1473 m n.p.m.

Miłe i sympatyczne powitanie. Pewnie strażnicy z dołu poinformowali przez radio o naszym przybyciu. Pogranicznicy proponują nam miejsce na rozstawienie namiotu, możemy nabrać z wody, a nawet przygotować w ich kuchni ciepły posiłek. Kolejna buteleczka polskiej wody rozmownej wędruje do strażników. Uzyskujemy informacje o miejscu wyjścia na szlak i o piątce Czechów, którzy przybyli tu na piechotę i jutro rano też będą szli na Korab.  W obozie Czechów ciemności i cisza - pewnie będą wychodzić o świcie.

Szybko rozstawiamy namiot. Spóźniona kolacja i pakowanie plecaków na następny dzień. Do szczęścia brak nam tylko kąpieli.

13 lipca 2012 (piątek)

Budzik o piątej rano dzwoni za wcześnie. Na podwórku jeszcze szaro i smutno. Tylko 9 stopni wskazywał termometr.

lightbox   lightbox

Zwijamy obozowisko w czym bardzo przeszkadza niesforna piątka szczeniaków. Śniadanie i już o 6. wychodzimy na szlak. Czesi dopiero zaczynają zbierać obóz.

lightbox   lightbox

Początkowo szlak prowadzi lasem, ścieżka dobrze wyznakowana. Po godzinie docieramy do budynków opuszczonej strażnicy wojskowej. Krajobraz piękny, trasa do trudnych nie należy, a pogoda wprost rozpieszcza.

Z naprzeciwka nadchodzi mężczyzna, chwilkę rozmawiamy. Wygląda jakby spieszył się do strażnicy, by zjechać do miasta wraz z pogranicznikami.

lightbox   lightbox

Pierwszy dłuższy postój po 2 godzinach marszu - czas na drugie śniadanie na przełęczy. Przepiękne widoki na okoliczne pasma. Trudno określić, jak się nazywają. Gdzie jest Korab?

lightbox   lightbox

Ruszamy dalej. Teraz ostro pod górę, obchodzimy jeden ze szczytów.

lightbox   lightbox

Mijamy stada owiec, pozdrawiamy pasterzy. Czy to już Albańczycy?

Piękne zielone stoki, gdzieniegdzie łachy zalegającego śniegu, na których chłodzą się pasterskie psy. Tym razem nie mamy problemów z przejściem. Psy karnie pilnują stada, nie zaczepiają nas.

Droga zaczyna się dłużyć. Jest coraz cieplej, a my nie bardzo wiemy, który szczyt będzie tym właściwym.

lightbox   lightbox

W końcu po pięciu godzinach spokojnego marszu docieramy na Korab. N 410 47' 902'' E 0200 32' 805''

Chwilę po nas docierają Czesi - szli godzinę krócej. Pamiątkowe fotki.

lightbox   lightbox

Podziwiamy urwiska od albańskiej strony. Zjawiają się dwaj młodzi Albańczycy - jeden z nich wszedł tu w gumowcach. Chłopcy chętnie nawiązują kontakt. Dowiadujemy się, że wejście od albańskiej strony jest słabo znakowane. Częściej trzeba korzystać z pasterskich ścieżek, szlak jest trudniejszy.

Punktualnie w południe rozpoczynamy zejście.

lightbox   lightbox

Zupełnie inaczej wyglądają teraz góry i zbocza.

Do strażnicy docieramy przed 15. Nowa zmiana pograniczników równie miła, jak ich koledzy.

Żegnamy Srezimir i wracamy do Niczpur. Jesteśmy szczerze zdziwieni, jak udało nam się tu wczoraj wjechać osobowym autem. Zjazd odbywa się powoli. Na bardzo nierównej drodze znajduje się mnóstwo luźnych kamieni, między którymi trzeba wykonywać slalom. Droga wąska prowadzi tuż nad urwiskiem, co daje niewielkie pole manewru. Szczęśliwie nie urywając niczego z podwozia auta docieramy do pierwszej strażnicy w Niczpur.

lightbox   lightbox

Dalej jest już o wiele łatwiej, chociaż auto pokryło się grubą warstwą wapiennego pyłu. W końcu docieramy do mostu i asfaltowej drogi. Podziwiamy Czechów, którzy ten 15 km odcinek muszą pokonać pieszo, z ciężkimi plecakami. Na podwiezienie raczej nie mają co liczyć, bo aut tu niewiele. I całe szczęście, bo mijanki w tym terenie są bardzo trudne.

Kierujemy się na Debar. Narodowy Park Mavrovo, przez który prowadzi droga asfaltowa, obejmuje też skaliste wzgórza Korab. Cieszymy oczy widokiem pięknego kanionu rzeki Radiki, wzdłuż którego śmiało poprowadzono drogę. Przejeżdżamy przez siedzibę parku - Mavrovo. Latem to senne miasteczko, pewnie zimą ożywa dla narciarzy. Kończy się park i kończy się dobry asfalt. Docieramy do miasta Debar, gzie próbujemy znaleźć jakiś nocleg. Pierwszy natrafiony hotel zamknięty (dziwne, w końcu środek sezonu), drugi zbyt drogi (21 euro za osobę) i jakieś dziwne w nim zwyczaje. Kelnerzy siedzieli na tarasie razem z "biznesmenami" ze złotymi łańcuchami na szyi. Zero kobiet. Zresztą zwykłe kobiety zapytane o drogę, opuszczały wzrok i kręciły przecząco głową nic nie odpowiadając. W końcu dowiadujemy się od młodych Macedończyków o motelu przy stacji paliw - 5,5 euro za noc.

Warunki może nie luksusowe, ale ciepła woda i łóżko z pościelą są. W sklepiku można było zamówić co nieco na ciepło - wybór niewielki.

Kiedy muezin z pobliskiego meczetu nawoływał do ostatniej tego dnia modlitwy, my zmęczeni zasypialiśmy. 

Ochryd i jezioro Ochrydzkie

14 lipca 2012 (sobota) dzień 9.

Ranek w Deber bardzo słoneczny. W motelowym pokoju, pomimo otwartych okien i zasłon, natychmiast robi się gorąco. Czas wyruszyć w dalszą drogę.

lightbox   lightbox

Przepiękna trasa widokowa do Ochrydu prowadzi wzdłuż jeziora zaporowego. Niestety sporo uwagi trzeba poświęcić drodze, ponieważ w asfalcie co chwila znajduje się sporo dziury. Trochę to dziwne, bo asfalt wydaje się w miarę świeży i dobrej jakości i nagle trafiają się ogromne dziury. Dodatkowo jazdę utrudniają silne kontrasty, w refleksach świetlnych trudno nierówności zauważyć.

lightbox   lightbox

Mijamy dwie zapory. Sporo tu zbiorników retencyjnych - ochrona przed powodziami. Krajobraz górski więc i wykorzystanie naturalnych źródeł energii duże. Dojeżdżamy do miejscowości Struga. Dalej poruszamy się wzdłuż jeziora Ochrydzkiego kierując się właśnie do miasta Ochryd. Parkujemy w centrum przy poczcie. Parkingowy pojawia się natychmiast. I bardzo dobrze, nie trzeba kombinować z parkometrami.

lightbox   lightbox

Spacer promenadą wzdłuż morza, kafejka z widokiem na morze - dzisiaj zachowujemy się jak stateczni niemieccy turyści: posiedzieć, poleżeć, coś zwiedzić. Zakupujemy 2 mapy (400 din) - jakieś 7 euro.

lightbox  lightbox

Ochryd - od 1980 roku wpisany na światową listę UNESCO i nas urzekł swoją urodą. Stare miasto piękne.

lightbox   lightbox

Krążyliśmy wąskimi kamiennymi uliczkami w poszukiwaniu świątyń różnych wyznań (w średniowieczu było tu 365 kościołów i kaplic do modlitwy na każdy dzień roku) i miejsc szczególnych (np. antycznego teatru z wygrawerowanymi nazwiskami mieszkańców - pewnie w ten sposób zapewnili sobie karnety na wszystkie przedstawienia).

lightbox   lightbox

Wyryte w kamieniu nazwiska są na zdjęciu mało widoczne, znajdują się w środkowych rzędach widowni (trzeci schodek od prawej).

    

Zwiedzanie starego miasta rozpoczęliśmy od Twierdzy Samuela. Pochodzi z poł. IV w. p.n.e. Ochrydzka twierdza jest jedną z największych na terytorium Republiki Macedonii. 

lightbox   lightbox

Mury o długości 3 kilometrów otaczają całe wzgórze ochrydzkie, za wyjątkiem południowej ściany, która jest skierowana ku jezioru. Do starej części miasta wchodziło się przez 3 bramy, z których zachowała się tylko jedna, Górna Brama.
lightbox   lightbox

Z murów podziwialiśmy piękną, rozległą panoramę miasta.

Cerkiew Matki Boskiej Perivleptos i św. Klimenta - cudowny zapach wosku i kadzideł wszechobecny w starej świątyni. Św. Kliment, podobnie jak św. Naum byli uczniami Cyryla i Metodego - uznawanych za twórców cyrylicy. Św. Kliment doskonalił ten rodzaj pisma, a niektórzy wręcz uważają, że był faktcznym twórcą tego alfabetu. 

lightbox   lightbox

Świątynia pochodzi z 1295 r. jest nadal remontowana, freski wewnątrz są już po konserwacji. Mieliśmy szczęście, bo pani bileterka okazała się doktorem historii sztuki i pięknie nam historię świątyni przedstawiła. Bardzo obrazowo i sugestywnie opisywała wszystkie malowidła w świątyni. (wstęp 100 den/os). W związku z cennymi freskami zdjęć, niestety, nie wolno było robić we wnętrzu.

Monastyr Św. Pantalejmona to rekonstrukcja z 2002r. Zbudowana na ruinach starochrześcijańskiej świątyni z IXw. Zwana jest też klasztorem św. Klimenta. Kamień i cegła wyraźnie nawiązuje do stylu bizantyjskiego.

lightbox   lightbox

 W pobliżu świątyni znajdowała się szkoła św. Klimenta, tutaj znajduje się też jego grób. Relikwie świętego umieszczono w monastyrze. Trwają prace archeologiczne - wzgórze Plaosnik kryje jeszcze wiele tajemnic.

lightbox   lightbox

 Wnętrze kościoła św. Pantelejmona jest skromne, dekoracja w stylu bizantyjskim. Druga fotografia przedstawia zabytkowe posadzki odnalezione w trakcie wykopalisk zabezpieczone przed zniszczeniem.

lightbox   lightbox

Cerkiew św. Sofii istnieje od XI wieku. Zadziwia ogrom budowli. Widoczne dwie wieże dobudowano w XIVw. Świątynia była siedzibą arcybiskupa ochrydzkiego. Przez krótki czas służyła muzułmanom jako meczet, pod koniec XIX w. urządzono w niej magazyn. Od 1912 r. pełni funkcję świątyni chrześcijańskiej. Dopiero po drugiej wojnie światowej, podczas prac konserwatorskich odkryto zamalowane przez Turków średniowieczne freski. Najstarsze pochodzą z czasów budowy świątyni. Nadal trwają prace restauratorskie.

lightbox   lightbox

Cerkiew zbudowano z kamienia i cegły palonej na miejscu wcześniejszej bazyliki starochrześcijańskiej. Budowla trójnawowa w kształcie litery "T". Charakterystyczne trójdzielne i dwudzielne okna świątyni. Zwraca uwagę znaczna grubość murów. 

Zmęczeni upałem i zwiedzaniem postanawiamy zakosztować lokalnego burka, który wyjątkowo smakuje na Bałkanach. Niestety, w godzinach popołudniowych rzadko bywa osiągalny, więc zadowalamy się pizzą.

Wyjazd z Ochrydu wzdłuż Jeziora Ochrydzkiego. Na pierwszym spotkanym przy drodze i plaży kempingu (bardzo duży kemping) nie było wolnych miejsc. Aż trudno uwierzyć, że tak ogromne pole nie miało wolnych kwater pod namiot. Jedziemy dalej. Już 10 km dalej w Ljubanista znajdujemy dużo mniejszy kemping tuż przy plaży. N 400 55' 29.95'' E 0200 46' 28.18'' Na kempingu znajduje się niewielki market, można tu oprócz zakupów wymienić euro, bo w recepcji zapłata tylko w denarach. Ceny to 650 den za dzień plus opłata klimatyczna po 25/os. Kemping bardzo nam odpowiada: zielona trawka, duże i stare osiki dające mnóstwo cienia, 50 m do piaszczysto-kamyczkowej plaży.

lightbox   lightbox

 Pole namiotowe tuż przy plaży. Jezioro Ochrydzkie jest największym słodkowodnym zbiornikiem górskim. Nie należy do najcieplejszych, bo zasilane jest górskimi rzekami i źródliskami. Zresztą głębokośc jeziora przekracza 280 m. Temperatura wody latem sięga ok. 210, ale jaka przyjemna chłodna odmiana po panujących tu upałach.

Jezioro Perspa, osada na wodzie w Gradishte

15 lipca 2012 (niedziela) dzień 10.

Jeszcze wieczorem dojechali rowerami na kemping dwaj Polacy. Kontakt złapaliśmy dopiero rano. Przyjęli zaproszenie na kawę. Rowerami  po górach w tym upale? Wielki szacun!

lightbox  lightbox

Porównywanie map, wymiana e-maili i pamiątkowe fotki. Panowie rowerami wyruszają jeszcze przed ósmą. Nie ma co się dziwić, przy takim upale lepiej jest jechać wcześnie rano, kiedy słoneczko mniej przygrzewa.

Po 9. ruszamy na objazd terenu. Na początek drugie wielkie jezioro Prespant położone w Parku Narodowym Galiczica. Aby do niego dotrzeć musimy pokonać wielkie pasmo górskie Stara Galichica. Przed nami jakieś 800 m wznoszenia drogą R-504.

lightbox    lightbox

Droga widokowa w parku wspaniale poprowadzona serpentynami - Korijski Rid. Wiele punktów widokowych ze wspaniałymi widokami na jezioro Ochrydzkie i okoliczne miasteczka. Mijamy Górę Baba (1635m n.p.m.) i zjeżdżamy do miejscowości Resen

lightbox   lightbox

Jezioro Prespa (ponoć najczystze na Bałkanach) nie ma tak bogato rozbudowanej struktury jak jezioro Ochrydzkie, ludzi tu zdecydowanie mniej, plaże mniej zagospodarowane, życie toczy się mniej atrakcyjnie, spokojnie. Woda jeszcze chłodniejsza niż w jeziorze Ochrydzkim.

lightbox    lightbox

Powrót z motolotniami w tle. Patrząc na motolotnie czuliśmy nutkę zazdrości, że można z góry zobaczyć jeszcze więcej. Wracamy - trasa R-504. Czas na muzeum na wodzie w miejscowości Gradishte znajdującej się bezpośrednio przy trasie R-501 z Ochrydu do St. Naum.

lightbox   lightbox

Rekonstrukcja osady z epoki brązu i żelaza umieszczona na terenie autentycznych wykopalisk. Fragmenty ze zdjęciami podwodnych znalezisk można oglądać w klimatyzowanym pawilonie, gdzie ustawiono też wydobyte z wody naczynia i ozdoby.

lightbox   lightbox

Bezpośrednio w wodzie na specjalnych palach ustawiono chaty z faszyny i bali drewnianych utykane gliną ze słomą. Wewnątrz chat różnorodne wyposażenie - posłanie, palenisko, warsztat tkacki, skóry zwierząt, spiżarnie, a nawet kołyska i różne narzędzia.

W niedalekiej odległości od osady specjalnie przygotowane miejsce piknikowe z soczystozieloną trawą. Można tu w cieniu daszków drewnianych podziwiać panoramę całego wybrzeża - piękne skaliste urwiska, błękitna słodka woda. W pobliżu szkółka nurków. Przy tej przejrzystości wody nurkowanie sprawia ogromną frajdę.

Wracamy na "nasz" kemping. Leniwa atmosfera, kąpiele, plażowanie i wertowanie przewodników o Albanii. Może jakaś korekta planów?

Późnym popołudniem na kemping zawitali rodacy - landrowerowcy. Próba nawiązania bliższych kontaktów zakończyła się drwinami z naszego auta, a tego nie byliśmy w stanie pokojowo przełknąć. Naszą Sienkę-turystkę obrażać? Tylko landrowerowców podróżujących w grupie na to stać! Oj panowie, małej wiary jesteście i bardziej wierzycie napędowi 4x4 niż swoim umiejętnościom jako kierowcy. Plany trasy mamy podobne, zobaczymy, kto kogo na wyciągarkach będzie woził. 

Monastyr Św. Nauma, pożegnanie z Macedonią

16 lipca 2012 (poniedziałek)

Już o 7. spakowani wyruszamy do miejscowości Naum, na granicy macedońsko - albańskiej. Za dwudniowy pobyt na kempingu płacimy 1420 den. To była cała nasza macedońska waluta.

lightbox   lightbox

Przy monastyrze Św. Nauma nie ma problemów z opłatą w euro. Inkasują za parking 1 euro, za wejście do świątyni po 1,5 za osobę.

lightbox   lightbox

Do monastyru prowadzi brama. Droga niedawno remontowana, ułożona z kamiennych płyt, podobnie dziedziniec monastyru.

Cerkiew przepiękna, z duszą i charakterem, z zapachem wosku i batiuszką, który pilnował, by nikt zdjęć nie wykonywał. W świątyni znajdują się ciekawe freski  - postacie świętych mają wyraźnie azjatycko - tureckie rysy.

lightbox   lightbox

Pozostałe otoczenie monastyru ma raczej jarmarczny charakter. Braciszkowie prowadzą hotel, restaurację. Otoczenie zagospodarowane, mnóstwo kwiatów w wielkich donicach. Po dziedzińcu przechadzają się pawie.

lightbox   lightbox

Poza ogrodzonym monastyrem z cerkwią Św. Nauma znajdują się tu inne miejsca kultu. Cerkiew Św. Pietka z cudownym źródłem. Wodę o cudownych właściwościach leczniczych można nabrać bezpośrednio z kranu, z tyłu świątyni.

lightbox  

W bezpośrednim sąsiedztwie monastyru znajduje się miejska plaża i mnóstwo straganów. Dziwne to połączenie duchowości i intratnego sposobu zarobkowania. O ciszy i skupieniu można zapomnieć.

Na straganach ciągnących się wzdłuż jeziora można znaleźć wszystko: od grilowanych mięs i warzyw po modlitewniki, różańce, kamienie szlachetne i cukrowe koguciki. Większość sprzedawców próbuje nas nagabywać, czasami pytają o narodowość. Biorą nas najczęściej za Czechów.

Żegnamy Macedonię i wjeżdżamy do Albanii.

Treść nowego pytania:
Komentarze internautów
~ justyna 08.06.2013 10:40
Super informacje, wybieramy się w tym roku do Macedonii i Albanii, planowaliśmy się jeszcze na Korfu zawitać, ale wygląda na to, że warto w Macedonii zostać dłużej. A tak w ogóle to eksplorujemy te same zakątki Europy:-) i też nie land roverem;-). Mam pytanie, ponieważ nie mamy wielkiego zacięcia i kondycji do wchodzenia na szczyty, a zdobywamy raczej wszelkie pagórki z klasztorami. Czy dla takich małokondycyjnych turystów Korab jest do zdobycia?
pozdrawiam serdecznie/justyna
~ alibaba 08.08.2014 13:38
czy przejazd przez park galicica z ohrydu do stenje jest do pokonania samochodem osobowym i czy jest tam asfalt? :) nigdzie nie mozemy znalezc tych informacji !
Jutro wyjezdzamy do macedonii :)
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )