TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Czarnogóra

Spis treści niniejszej strony
Podgorica, kanion Moracy, Kolasin, Andrejewica, Plav, Vusanje

Sprawne przejście graniczne - jesteśmy w Montengro. Czarnogóra wita nas upałem i pięknymi widokami. Mijamy Podgoricę.

lightbox   lightbox

Stolica nas nie zachwyca. Zakupy w supermarkecie: pierwsze od dwóch tygodni masło. Za ten luksus drogo trzeba zapłacić - pół kostki to koszt 1,25 euro. Za to jednorazowe naboje gazowe do kuchenek turystycznych są o połowę tańsze niż w Polsce.

Jedziemy trasą widokową w kierunku Kolasina.

lightbox

Trasa widokowa przecudnej urody. Słońce oświetla urwiste skały wzdłuż brzegów rzeki Moracy. Kanion Moracy pokonujemy już po raz drugi, zachwycając się pięknymi tunelami wykutymi w skale i urodą skalnych grzbietów. A droga śmiało poprowadzona wśród skał i osuwisk nad przepaścią, z mnóstwem tuneli kutych bezpośrednio w skałach. Taka droga wymaga od budowlańców umiejętności. Nie jest sztuką poprowadzić drogę w prostym, nizinnym terenie. Poziom trudności wzrasta z wysokością i rodzajem skał.

Z Kolasina kierujemy się na Andrejewicę. Od naszego ostatniego pobytu cztery lata temu wiele się tu zmieniło. Wyremontowano drogę i pozarywane w czasie powodzi mosty. Zniknęły plastikowe butelki na patykach znaczące dziury w krajowej drodze.

Dłuższy odpoczynek organizujemy sobie w cieniu, przy górskim źródełku. Wolny czas poświęcamy na zapoznanie z informacjami o zdobyciu Złej Kolaty. Relacje opisujące zdobywanie Prokletych wydrukowaliśmy sobie jeszcze w Polsce. Trochę śmieszy i przeraża jednocześnie opis zdobywania tych gór przez czterech przyjaciół, którzy nie mając orientacji w mapie, w terenie i nie znając podstawowych zasad górskiego trekingu próbowali zmierzyć się z tymi trudnymi szlakami. Tylko młodzieńczą fantazją można wytłumaczyć brak podstawowych zasad bezpieczeństwa w górach.

lightbox   lightbox

W Andrejewicy skręcamy na Plav, a potem górą wokół jeziora do Gusienie. Stamtąd do wsi Vusanje i do Katunu Zarunica. Docieramy do opuszczonej stanicy pograniczników, gdzie na parkingu stoją 4 auta z ... Polski. Domyślamy się, że właściciele zdobywają Złą Kolatę i pewnie wieczorem powrócą ze szlaku. Bardzo dobrze się składa, dostaniemy najświeższe wskazówki o trudnościach na szlaku.

Niestety, nikt z gór nie wrócił. Na próżno czekaliśmy na właścicieli aut. Późnym wieczorem przygotowaliśmy się do jutrzejszej wyprawy w góry Przeklęte: obejrzeliśmy drogę z wyjściem na szlak, spakowaliśmy plecaki i jeszcze raz przejrzeliśmy relacje.

Zła i Dobra Kolata w górach Przeklętych

21 lipca 2012 (sobota) dzień 16.

Noc do spokojnych nie należała. Już po pierwszej przyjechały dwa samochody, z których wylegli hałaśliwi panowie. Zanim rozbili namioty i poukładali się do snu (niektórzy w śpiworach wprost na trawie) minęło trochę czasu. O 4.30 zajechali na parking następni amatorzy górskich wypraw. Tym razem cicho i sprawnie wypakowali sprzęt i szybko ruszyli w kierunku Doliny Ropojny i Maja Jezierce. Czteroosobowa grupa Niemców miała ze sobą miejscowego przewodnika. Pewnie chcą zdobyć szczyt w jeden dzień, a trasa wejściowa to ok. 12 godzin marszu - jak się wie, gdzie trzeba iść i nie pomyli się szlaku.

lightbox   lightbox

Ruszamy o 5.00, jest jeszcze ciemno. W wieży drewnianego meczetu palą się światła. Tuż za meczetem skręcamy w asfaltową dróżkę - to wyjście na szlak. Oznakowań szlaku nie widać, ale poprzedniego dnia tubylcy zapewniali, że to właśnie ta droga.

Asfaltowa droga szybko się kończy, zastępuje ją żwirówka, która zmienia się w ścieżkę ostro pnącą się w górę. Pojawiły się znaki znaczące szlak. Przechodzimy wyschnięte o tej porze roku koryto rzeki i spotykamy 3 Czarnogórców - idą zbierać jagody w górach. Serdecznie zapraszają na kawę i rakiję po naszym powrocie ze szczytu. Przez chwilę wędrujemy razem, potem każda grupa rusza w swoją stronę, my - prosto wydeptaną dróżką. Nie zauważamy znaków, kierujemy się raczej stopniem wydeptania ścieżki i śladami traperskich butów na niej.

lightbox   lightbox

I to był wielki błąd, bo skręciliśmy na prawo w bardziej  wydeptaną ścieżkę. Zanim zorientowaliśmy się, że to nie ta droga, minęła prawie godzina. Wracamy do ostatnio widzianego znaku i szukamy dalszych oznaczeń szlaku. W sumie straciliśmy 1,5 godziny najlepszego czasu marszu - szkoda, bo za chwilę zrobi się bardzo gorąco.

lightbox   lightbox  

Idziemy dalej uważnie pilnując znaków, które są rozmieszczone mniej więcej co 50 m. Docieramy do katunu Zurica, gdzie wita nas starszy pan i dwa wielkie białe psy. Przed nami grupa (jak się później okazało) pięciu Słowaków. Staramy się ich dogonić. Łatwiej się idzie, gdy ktoś przed tobą pilnuje szlaku. Doganiamy jedną z dziewcząt, która została delektować się wielkimi słodkimi jagodami. Chwilkę wędrujemy razem. W końcu dziewczyna postanawia dogonić swoją grupę.

lightbox   lightbox

Mija nas karawana  złożona z 6 koni. Fotki, zagapiliśmy się na piękne konie i znowu popełniliśmy błąd ruszając dalej mocno wydeptaną ścieżką. Słowacy odbili gdzieś na prawo, są już na skałach, a my je obchodzimy. Znowu nie widzimy znaków, ale spotykamy dwóch młodych chłopców - pasterzy, którzy prowadzą nas do do obozu polskich speleologów.

lightbox   lightbox

Liczna polska grupa grotołazów ma rozbity stały obóz w górach. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, że Polacy mają takie osiągnięcia w dziedzinie speleologii na Bałkanach. A ile jeszcze zostało do odkrycia? Miłe spotkanie, pogaduszki i wskazówki odnośnie dalszej trasy. To ich auta stoją na parkingu. Oczekują na przyjazd licznej ekipy Serbów i Chorwatów, którzy będą im pomagać w odkrywaniu niezliczonych tutaj jaskiń. Wielka międzynarodowa ekipa speleologów. Okazało się, że hałasujący w nocy Serbowie, to długo oczekiwani przyjaciele Polaków. Przyjechali z dodatkowym bardzo potrzebnym sprzętem.

lightbox   lightbox

Część ekipy przygotowuje się do wyjścia do jaskiń. Zabieramy się z nimi, wyprowadzają nas na właściwy szlak.  Jeszcze chwilę wędrujemy razem, rozstajemy się tuż przed lodową jaskinią, którą odkryli i opisali Polacy. Z jaskini wieje mroźnym powietrzem. Pomimo wczesnej pory upał jest już dotkliwy. Przyjemny chłód chociaż przez chwilę.

Czas ruszyć w dalszą drogę. Skała pięknie urzeźbiona, skaczemy po górkach jak kozice. Troszkę się wspinamy, czasami szlak prowadzi w dół. Trasa bardzo urozmaicona, ale  tym upale zaczyna się dłużyć. Na długim dość płaskim podejściu pod obie Kolaty dostrzegamy odpoczywających "naszych" Słowaków. Staramy się ich dogonić - łatwiej iść po śladach.

lightbox   lightbox

Tak, to już jest widok na obydwie Kolaty i śnieżny kocioł. Kolaty prezentują się okazale. Zła Kolata (2534 m) po naszej prawej stronie, Dobra Kolata (2528 m) po lewej. Niewielka różnica w wysokości. Podejście na przełęcz między Kolatami nie wydaje się zbyt forsowne. Jakże mylące było nasze stwierdzenie.

 lightbox  lightbox

To bardzo długie, żmudne i wyczerpujące podejście. Dodatkowo przeliczyliśmy się z wodą i zaczyna nam jej brakować. Trzeba ją oszczędzać. Upał ma swoje prawa i wypiliśmy już zbyt dużo. Na podejściu pod Kolaty nie ma szans na uzupełnienie zapasów. Ewentualnie zawsze można wytopić śnieg zalegający w kotle.

lightbox    lightbox

Powolutku osiągamy przełęcz totalnie zmęczeni. Chwila odpoczynku i zaczynamy podejście na Złą Kolatę. Z Dobrej Kolaty schodzi jeden ze Słowaków. Tylko on jeden z całej piątki zdecydował się zaliczyć ten szczyt. Reszta grupy odpoczywa na Złej Kolacie.

lightbox

Po 7,5 godzinach marszu (z przygodami i pomylonymi szlakami) osiągamy szczyt Złej Kolaty (2534 m.n.p.m). Cel został osiągnięty, a w nagrodę mamy przepiękne widoki na Jezierce i inne pasma górskie.

lightbox   lightbox

Najwyższy szczyt Czarnogóry - zaliczony. Wystarcza chwila odpoczynku i organizm szybko wraca do formy.

lightbox   lightbox

Podejmujemy decyzję o wejściu na Dobrą Kolatę. Schodzimy do przełęczy Cafa Kolata, zostawiamy plecaki i już tylko z aparatami wspinamy się po niezbyt męczącym szlaku na szczyt Dobrej Kolaty (2528 m).

   lightbox

Tu wyraźnie mamy znaczony szlak aż do samego szczytu. Zejście ze Złej do przełęczy, wejście i zejście z Dobrej Kolaty zajęło nam 40 minut. Warto było. Szczyt Dobrej Kolaty troszkę przypomina Jalovec w Słowenii. Tam też ostatnie podejście prowadzi otwartą granią po ostrych i kruchych skałach. Szlak będzie niebezpieczny przy wietrznej i deszczowej pogodzie. W suchy upalny dzień wspinaczka łatwa.

Przed drugą rozpoczynamy zejście z przełęczy Cafa Kolata (Dvojni Prevoj). Szczególnie pięknie prezentuje się północna ściana Złej Kolaty z zalegającym w kotle śniegiem.

Ciekawy opis całego szlaku z odniesieniami GPS tutaj: opis szlaku

Zbyt mała ilość wody mocno daje się nam we znaki. Przy odwodnieniu i zmęczeniu trzeba uważnie stawiać kroki, nietrudno o kontuzję, a cześć skał mocno ruchoma. Szorstkie i ostre skały niebezpieczne są także dla delikatnych kobiecych dłoni. Rękawiczki jak najbardziej wskazane.

lightbox   lightbox

Docieramy do wielkiego wypłaszczenia, które przypomina podgórską łąkę - to przełęcz Cafa Borit (1850m). Przebiega tu czarna gumowa rura z wodą, ale nie możemy się do niej dostać. Jeszcze 20 minut marszu i docieramy do źródełka. Zimna, wspaniała woda smakuje wybornie. Czas na zasłużony odpoczynek.

Dalsza część szlaku przebiega częściowo w terenie zalesionym więc będzie chłodniej i łatwiej.

lightbox   lightbox

Mijamy karawanę z końmi. Piękne, kolorowe pakunki przytroczone do siodeł. Pewnie wiozą naszym speleologom sprzęt. A potem co chwilę spotykamy wędrowców na szlaku. Wszyscy objuczeni ciężkimi plecakami maszerują w górę, tylko my schodzimy. Już w pobliżu Vusienije rozmawiamy z jednym z Serbów (świetnie mówi po polsku). Okazuje się, że bazę polskich speleologów zasili grupa około 50 serbskich speleologów, którzy będą pracować z Polakami.

Po czterech godzinach docieramy do parkingu. Zła Kolata dała nam się we znaki, ale czas ruszać na kemping.

Plav, źródliska rzeki Skakavice

Z Gusienije tym razem inną drogą jedziemy do Plav. 11,5 km o wiele lepszej drogi, niż poprzednia biegnąca bliżej jeziora Plavskiego.

lightbox   lightbox  

Prawie pusty kemping w sporej odległości od jeziora. Woda w łazience tylko zimna - ponoć coś się zepsuło.  Po kolacji udzielamy wskazówek jak dotrzeć na Złą Kolatę naszym sąsiadom. Słowenka i Amerykanin z zainteresowaniem oglądają nasze zdjęcia, omawiamy trudności, ostrzegamy przed brakiem wody. Oni częstują nas rakiją.

Czas na dłuższy odpoczynek

22 lipca 2012 (niedziela) dzień 17.

Kiedy wstajemy, naszych sąsiadów już nie ma. Wzięli sobie do serca nasze uwagi i ruszyli jeszcze przed piątą rano. Rano też nie ma ciepłej wody - widać tak tu już jest. Jeszcze przed południem opuszczamy kemping płacąc 10 euro za 2 osoby.

lightbox   lightbox

lightbox  lightbox

Zwiedzamy Plav stary drewniany meczet  z XV w. Kiedy zwiedzaliśmy meczet, w salce na piętrze odbywały się zajęcia dla dzieci. Dzieciaków nie widzieliśmy, ale o liczebności grupy stanowiły pozostawione w przedsionku liczne buciki.

 

lightbox   lightbox

Ciekawą konstrukcję ma dom obronny z połowy XVI w. Obecnie odrestaurowany, ciekawe rozwiązania konstrukcyjne.

 lightbox   lightbox

Właściciel zaprasza nas jeszcze do obejrzenia prywatnego muzeum. Czegóż tam nie było - ogromna kolekcja zegarów, naczyń miedzianych, zapalniczek, fajek, ale i sprzętu gospodarstwa domowego: maszyny do szycia, haftowana pościel, przedmioty codziennego użytku. Przy wyjściu płacimy po 2 euro za zwiedzanie.

lightbox   lightbox

W dalszej części miasta nie znajdujemy zbyt wielu atrakcji. Ciekawie prezentuje się ogromna tablica informacyjna z wymienionymi szlakami turystycznymi. Tradycyjnie w piekarni posilamy się miejscowym burkiem, zwyczajowo popijając ciepłą bułkę schłodzonym jogurtem.

lightbox   lightbox

Plaża miejska wyjątkowo opustoszała, pewnie dlatego, że temperatura spadła do 250C i niebo zasnute jest chmurami. Jeszcze poprzedniego dnia widzieliśmy tam tłumy turystów. Woda w jeziorze zimna, ale krystalicznie  czysta. Niestety, w sitowiu i w pobliżu pomostów znajduje się całe mnóstwo plastikowych butelek i innych śmieci. Szkoda, bo to ładne miejsce.

 lightbox   lightbox

Z Plav raz jeszcze udajemy się do Gusienje, by zobaczyć słynne źródła rzeki Skakavice. Źródliska przepiękne. Woda wypływa na dużej powierzchni wprost z pomiędzy kamieni, tworząc liczne rozlewiska. Nazywane są czasami Rozlewiskami Alego Paszy. Ali Pasza był urzędnikiem w Gusienje zanim zbudował wielkie imperium.

lightbox 

Kierując się drogowskazem usiłujemy wypatrzeć Oko Skakavice. Zastanawiamy się, które z tworzących się w skałach jeziorek nosi właśnie tę nazwę. Niestety, oznakowanie trenu i atrakcji turystycznych w Czarnogórze pozostawia jeszcze wiele do życzenia.

Żadne ze zdjęć nie przedstawia Oko Skakavice. Nie dotarliśmy tam, chociaż byliśmy bardzo blisko. Nic straconego, mamy jeszcze jeden powód, by tu powrócić.

W dolinie Ropojany (ok. 1 km dalej) płynie rzeka Grlja, która znika w skałach.

lightbox   lightbox   lightbox

Wodospad Grlja, a właściwie ponor, w którym znika kipiąca woda - imponujący. Zdjęcie nie oddaje tego zjawiska.

lightbox   lightbox

Po raz kolejny podziwiamy dolinę i bardzo kamieniste drogi wsi Vusienije.

Żabliak, wyjście na szczyt Putras 2393m

Jedziemy do Żabliaka. Za Kolasinem policjanci kierują nas na objazd (40 km dalej). Nie zobaczymy Tary i kanionu, szkoda.

Wąska i dziurawa trasa, którą pamiętamy sprzed kilku lat została wyremontowana. W pogodzie następuje wyraźna zmiana na gorsze - robi się zdecydowanie chłodniej, gromadzą się ciemne chmury.

lightbox   lightbox

Jeszcze przyroda sprawia nam wielką niespodziankę.

lightbox

Zachodzące słońce tworzy z chmurami piękną kompozycję oświetlając tylko częściowo niewielką część pół i skał. Fotografowie latami czekają na takie zjawiska.

Do Żabliaka docieramy o 19.30 Temperatura powietrza to 120C - Syberia, a my w krótkich majtkach. Ludzie tu skuleni z zimna w czapkach i kapturach chodzą.

lightbox  lightbox

Tym razem wybieramy kemping Eco camp Boce po drugiej stronie Żabliaka. Opłata 5 euro za 2 osoby, zabierają na noc paszporty. Woda tylko letnia. Najedzeni, wykąpani obmyślamy kolejną strategię podróży. Załamanie pogody nadeszło dość nagle. Jeżeli tu ma padać, to szkoda czasu na oczekiwanie na lepszą pogodę. Może lepiej ruszyć do Chorwacji - jeszcze Dynara czeka. Snujemy niezobowiązujące plany delektując się lokalnym ciemnym piwem - Niksicko - najlepsze czarnogórskie piwo.

23 lipca 2012 (poniedziałek) dzień 18.

W nocy padał niewielki deszcz. Rano temperatura nieśmiało osiągnęła 90 C. Kemping powoli, bardzo powoli budzi się do życia. Niebo zasnute grubą warstwą chmur, mgła, ale nie pada. Śniadanie robimy sobie w małej kuchence kempingowej. Trochę rozmawiamy z grupą Czechów (wiek tak 50+) Zazdrościmy im tego, że przyjechali tu liczną grupą, autokarem. Oni są zdziwieni, ze my podróżujemy sami. Składamy wilgotny namiot, zegnamy się z Czechami z Cieszyna i ruszamy obejrzeć zmiany, jakie się dokonały w Żabliaku.

lightbox   lightbox

Nowe drogi, rozjazdy, nowe hotele i domy. Całe szczęście, że nasza piekarnia została na swoim miejscu. Kupujemy wspaniałe ciepłe bułeczki, odwiedzamy jeszcze informację turystyczną i  ruszamy w góry, bo pogoda się poprawia.

lightbox   lightbox

Na przełęczy Sedlo wyjrzało słońce więc odważnie ruszamy, by zdobyć szczyt Putras. Wychodzimy w południe.

lightbox   lightbox

Szlak (oznakowany) od razu prowadzi ostro w górę. 560 m przewyższenia po dość luźnym piargu. Wspinaczka wspomagana kijami trekingowymi idzie nam całkiem nieźle.

lightbox   lightbox

Widoki wprost oszałamiające.

lightbox   lightbox 

Góry Durmitor mają dość charakterystyczny układ, a już Putras ze swoimi pionowymi pasami wiedzie prym wśród okolicznych skał. Ostatnie szczytowe podejścia są aż trzy. Na górze wieje zdecydowanie mocniej. Bobotov Kuk tonie w ołowianych chmurach, a my mamy piękne widoki na południowo - zachodni Durmitor z Maglikiem w tle.

lightbox   lightbox

Po dwóch godzinach wpisujemy się do książki na szczycie Putrasa. Nasz GPS wskazuje 2403 m, ale wg mapy Putras ma  2393 m wysokości. Nieważne, szczyt zaliczony. Kolejna perełka do naszej osobistej korony.

 lightbox   lightbox

Zejście trwa około godziny. Suszymy namiot - przy tym wietrze suszenie odbywa się wyjątkowo szybko. Ciekawe, co jutro będzie z pogodą. Bardzo duża różnica temperatur: jednego dnia prawie czterdzieści, a nazajutrz ledwie dziesięć.

lightbox    lightbox

Jedziemy trasą widokową do Trsy. Mijamy rowerzystów z sakwami Crosso - wiadomo Polacy.  Trasą do Trsy pokonujemy po raz kolejny.

lightbox   lightbox

Kanion Tary przepiękny.

lightbox   lightbox

Podziwiamy śmiałość konstrukcji, wyobraźnię architekta projektującego te wszystkie wielopoziomowe tunele Kunszt inżynierski wielki zważywszy na urwiste i skaliste  brzegi Tary.

lightbox   lightbox

Tuż przed granicą z Bośnią i Hercegowiną, przed Stiepan Polie, skręcamy w prawo na kemping GRAB. Czas zadbać o nocleg. Decydujemy na jeszcze jedną noc w Montenegro. Posiadamy euro  - czarnogórską walutę. Nie bardzo wiemy, czy po drugiej stronie granicy możemy płacić w euro, czy obowiązują tylko marki, których jeszcze nie posiadamy.

kemping Grab, granica z Bośnią i Hercegowiną

Drogowskaz wskazywał 8,5 km do kempingu. Po 3,5 km mijamy kemping Green, gdzie dysponują tylko domkami kempingowymi w cenie 45 euro za noc! Nie można tu rozbić namiotu. I tak byśmy nie rozbijali, bo przy takich cenach drewnianych domków za namiot pewnie żądaliby 30 euro. Trochę to dziwne miejsce, bo sporo rzeczy suszyło się po raftingu, a ludzi nie było w ogóle.

Jedziemy dalej. Z szutrowej drogi zrobił się kamienny tłuczeń. Wąsko, ruchome kamienie, ale da się jechać. Kiedy droga zaczyna ostro opadać w dół zaczynamy żałować, że w ogóle tu przyjechaliśmy. Zrobiło się już późno, postanawiamy zostać. Trochę raźniej poczuliśmy się widząc 4 rodziny Polaków i francuski obóz młodzieżowy.

Namiot rozbijamy za 7,5 euro. Auto zostawiamy na parkingu, bo postawienie go przy namiocie to koszt następnych 10 euro. Można tu zamówić kolację i śniadanie, ale że obsługa średnio miła i na gościach im nie zależy więc i my rezygnujemy z ich usług.

Kiedy tylko rozbiliśmy namiot zaczął padać deszcz, a potem przeszła burza. Wieczorem, gdy przechodziły kolejne nawałnice siedzieliśmy z nowymi znajomymi przy ich domku. (Wynajem takiego 2-3 osobowego domku to 45 euro za dobę.) Młodzieżi z Francji ewakuowała się z namiotów do świetlicy. Cały kemping tonął w strugach wody. Nasz namiot na szczęście nie ucierpiał - mieliśmy sucho do rana.

24 lipca 2012  (wtorek) dzień 19.

Poranek nie wyglądał zachęcająco. Gęste chmury, chłodno i od czasu do czasu niewielkie pomruki odległej burzy. Namioty Francuzów w opłakanym stanie. Wszystko mokre, łącznie z ciuchami i śpiworami.

lightbox   lightbox

Młodzież pakuje się do wyjazdu - to już koniec ich obozu. Na szczęście u nas zero strat. Nie ma to jak dobrze ustawić namiot przed burzą :). Jedyny problem, który zaprząta nam teraz głowę - to wyjazd. Po ulewnych deszczach droga jest rozmyta, mokra i śliska. Obciążone auto będzie miało problem z wyjazdem, bo wąska droga wiedzie ostro w górę. Problemem będzie jakakolwiek mijanka, bo zatrzymanie samochodu nie pozwoli na ponowną jazdę. Trudno, najwyżej będziemy prosić właścicieli kempingu o wyciąganie nas jeepem. Decydujące jest pierwsze 100 metrów, bo tu jest najbardziej stromo.

Ruszamy, próbujemy pomóc sience naszą siłą woli. Autko bardzo powoli sunie w górę, koła boksują w luźnym piargu. Ciężko idzie, ale powoli centymetr po centymetrze auto pokonuje kamienistą drogę. Sienka jest wielka, ale i Darek jako kierowca spisuje się znakomicie. Uff, udało się!!! Najgorsze 4,5 km mamy za sobą. Brawo Sienka, brawo Darek!

Decydujemy się jechać do Bośni i Hercegowiny i podjąć próbę zdobycia najwyższego szczytu - Maglic (2386m). Granica Czarnogóra - Bośnia i Hercegowina.

ciąg dalszy relacji w zakładce Bośnia i Hercegowina.

 

Treść nowego pytania:
Komentarze internautów
~ tom 09.02.2016 12:22
fajnie
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )