TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Albania

lightbox   lightbox   lightbox

Spis treści niniejszej strony
Pogradec, Korcza, Leskovik, Perment

Nadszedł czas, by zmierzyć się z legendarną złą jakością albańskich dróg. Przekraczamy granicę macedońsko-albańską tuż za miejscowością Św. Naum. Na granicy cisza i spokój, jesteśmy sami. Odprawa trwa krótko, na koniec przy zwrocie dokumentów, celnik delikatnie zasugerował nam łapówkę w wysokości 5 euro - na kawę - jak się tłumaczył.

W dokumentach dostaliśmy stempel wjazdu. Nie otrzymaliśmy dowodu wjazdu autem, pewnie już nie obowiązuje.

lightbox   lightbox

Ruszamy drogą wzdłuż południowego brzegu jeziora Ochryckiego do miejscowości Pogradec. Jak na razie nie mamy pretensji do asfaltu i jakości dość wąskiej drogi. Oby tak dalej.

lightbox   lightbox

Pierwsza miejscowość to Pogradec. Dalej kierujemy się na Korce. Droga widokowa przecudnej urody, krajobrazy wspaniałe. Szosa asfaltowa pnie się ostrymi zakosami w górę, by za chwilkę można było podziwiać górskie zbocze po przeciwnej stronie. Ruch na drodze niewielki, a upał już mocno daje się we znaki. Właściwie to co chwila zatrzymujemy auto, by zrobić zdjęcia.

lightbox   lightbox

Charakterystyczne dla przygranicznego obszaru albańskiego bunkry. Jedne bardziej, inne mniej widoczne, znaczna część ma już wysadzone kopułki.

lightbox   lightbox

Szkoda, że Albańczycy to niszczą, ponieważ schrony są nierozerwalnie związane z albańską historią.

Korcza (Korçe) - to pierwsza większa miejscowość na naszej trasie (ok. 80 tys. mieszkańców). Najbardziej europejskie spośród miast na terenie południowej Albanii. Zaczynamy zwiedzanie od wizyty w banku. Strażnik, który pilnuje wejścia, kieruje mnie do bankomatu. Przeczulona - po lekturze internetowych relacji - postanawiam wypłacić pieniądze w kasie. Kolejka bardzo duża, nic nie wiadomo, a obsługa jednej osoby trwa bardzo długo. Albańczycy okazali się nader uprzejmi dla obcokrajowca, ponieważ ustąpili mi miejsce i już po chwili mogłam podejść do wolnego okienka i wypłacić leki. (138 lek za euro). A zapowiadało się przynajmniej godzinne oczekiwanie.

Wyposażeni w lokalną walutę ruszamy na podbój miasta. Na początek parking (darmowy i mocno nasłoneczniony, o miejsce w centrum miasta trudno).

lightbox   lightbox

Ratusz miejski z wieżą zegarową bardziej przypomina blok mieszkalny niż siedzibę władz.

lightbox   lightbox

Zwiedzamy nową świątynię katedrę prawosławną zbudowaną w tzw. stylu rusko-bizantyjskim. Opiekun świątyni okazał się wyjątkowo rozmownym człowiekiem i na hasło EURO-POLSKA bez problemu pozwolił nam fotografować wnętrze bogato zdobione freskami.

lightbox   lightbox  

W miejscowości Korcza znajduje się najstarszy w Albanii, pochodzący z 1496 r., meczet Mirahori. Wchodzimy do środka dawno nie remontowanego budynku. W przeciwieństwie do podlaskich meczetów, gdzie dominuje kolor zielony, tu przeważa niebieski.

lightbox   lightbox

Wystrój skromny, spora biblioteczka. W rogach w górnej części pomieszczenia rozmieszczono malowidła geometryczne. Muzułmanie nie mogą przedstawiać wizerunku człowieka w meczecie, w zdobnictwie dominują elementy roślinno - geometryczne. Wspomnieć jeszcze wypada o mięciutkiej wełnianej wykładzinie w głównej sali.

W Korczy znajduje się sporo XIX wiecznej architektury. Niestety, większość budynków wymaga kapitalnego remontu, brak oznaczeń do poszczególnych obiektów. Nad większością ulic wiszą ogromne pajęczyny z kabli. Nie zajrzeliśmy też do żadnego z czterech muzeów (Narodowe Muzeum Sztuki Średniowiecznej - kolekcja malarstwa XVI-XVIIw., Muzeum Archeologiczne, Muzeum Sztuki Azjatyckiej - prywatna kolekcja sztuki orientalnej, Muzeum Edukacji)

Ruszamy dalej. Nie zwiedziliśmy XIII - wiecznego kościółka NMP w miejscowości Mborja (przedmieścia Korczy) z przepięknymi freskami, bo o nim nie wiedzieliśmy.

lightbox   lightbox

Droga do miejscowości Leskovik prowadzi przez góry xxx w pobliżu granicy albańsko - greckiej. Komórka "łapie" zasięg Grecji, co pozwala na wykonanie zdecydowanie tańszych połączeń do kraju. Teren przygraniczny obfituje w liczne bunkry, w większości mocno zdewastowane.

lightbox   lightbox  

Kierujemy się na Perment. Teraz to dopiero mamy widoki. Jedziemy wzdłuż rzeki Drin, która wąwozem wcina się między góry. Nasza pora obiadowa to czas sjesty Albańczyków.

lightbox   lightbox

Miasteczko jakby wymarłe, wszystkie sklepy pozamykane. W jedynym czynnym barze przy napojach głośno debatują Czesi. Chwilę wcześniej widzieliśmy ich raftingowego wana. Po zrobieniu kilku pamiątkowych fotek, głodni ruszamy dalej.

lightbox   lightbox

Całe szczęście, że widoki mamy przepiękne. Kilkakrotnie przekraczamy autem rzekę Drin. Obok jednego z mostów znajduje się przerzucona przez rzekę wisząca kładka. Sprawdzamy jej wytrzymałość, ale deski są tak spróchniałe, że nie mamy odwagi stanąć na niej.

Późnym popołudniem docieramy do Gjirokaster - miasta srebrnych dachów.

 

Gjirokastra (Gjirokaster) - twierdza i miasto

Docieramy do miejscowości Gjirokastra na południu Albanii.

 

lightbox  lightbox 

Ogromna twierdza widoczna jest z daleka. Kierujemy się od razu do zamku. Kamienny podjazd pod górę za mało doświadczonym Anglikiem dostarcza nam mnóstwa niepotrzebnych emocji. Udało się wejść do twierdzy na godzinę przed zamknięciem.

lightbox   lightbox

To w zupełności wystarczyło, by zorientować się w ogromnie budowlanego przedsięwzięcia. A jest co podziwiać. Budowle obronne znajdowały się w tym miejscu już w czasach starożytnych. W średniowieczu wzniesiono system kamiennej twierdzy, którą rozbudowano w czasie panowania tureckiego. W środku twierdzy znajduje się Narodowe Muzeum Broni.

lightbox   lightbox

Gjirokastra w 2005 r. zostało uznane za „miasto muzeum" i wpisane na listę zabytków UNESCO. Stare kamienne domki starówki są pokryte dachówką w formie kamiennych łupków. Liczne uliczki są bardzo strome, dlatego też Gjirokastra zwana jest „Miastem Tysiąca Schodów”. 

lightbox   lightbox

Z zamku rozpościera się widok na miasto i okolice. Bardzo charakterystyczna jest zabudowa miasta, wybudowanego na dość stromym wzgórzu. Domy mieszkalne posiadają formę średniowiecznych wież, połączonych ze sobą w zespół. Pomiędzy zabudowaniami prowadzą wąskie i strome uliczki, wyłożone bardzo gładkimi i śliskimi kamieniami. Sama zabudowa nadaje miastu dość smutny i mroczny nastrój.

lightbox   lightbox

Miasto zupełnie inaczej wygląda nocą. Kafejki, a właściwie bary piwne oblegane są w większości przez mężczyzn. Mieliśmy problem ze znalezieniem restauracji, w której wieczorem można było coś zjeść poza zupą chmielową. Z noclegiem nie było problemu - spaliśmy w centrum miasta w mało luksusowym, ale tanim hotelu Sopot. Chyba byliśmy jedynymi gośćmi w tym hotelu. Łazienka na korytarzu, czysta pościel i nawet kapcie pod łóżkiem.

Gjirokastra jest rodzinnym miastem najbardziej znanego na świecie pisarza albańskiego - Ismaila Kadare, jak również miejscem urodzenia albańskiego dyktatora Envera Hodży. Dom w którym się urodził dyktator jest odrestaurowany i udostępniony zwiedzającym.

17 lipca 2012 (wtorek) dzień 12.

Noc gorąca, ale spało się wygodnie. Przed siódmą opuszczamy hotel i wstępujemy do właściciela na kawę.

lightbox   lightbox

Wszystkie budynki starówki wymagają kapitalnego remontu, co szczególnie widać w świetle poranka. Albańczycy chyba się tym nie przejmują. Panowie siedzą po okolicznych kawiarniach pijąc kawę z maciupeńkich filiżanek i popijając to szklanką zimnej wody. To woda jest ponoć po to, by rozcieńczyć bardzo mocną kawę i nie nabawić się wrzodów żołądka.

lightbox   lightbox

Jeszcze kilka pamiątkowych fotek z twierdzą i charakterystycznymi domami w tle. Żegnamy Gjirokastra.

Siri i Kalter - Blu Eye, Seranda

 lightbox   lightbox

Z Gjirokastra drogą SH4 jedziemy w kierunku Jorgucat i dalej drogą E853 w kierunku Serande. Wszędzie widoczne charakterystyczne bunkry.

lightbox   lightbox

W miejscowości Bistrice (po ok. 20 km) skręcamy w drogę gruntową i kierując się drogowskazami docieramy do Siri i Kastler i słynnego Blu eye. Znajdowała się tu osobista siedziba Envera Hodży.

lightbox   lightbox

Dyktator wybrał sobie to miejsce ze względu na wyjątkową urodę tego miejsca i piękne wywierzysko o charakterystycznym błękitno - turkusowym kolorze wody. Wywierzysko daje początek rzece. Do niedawna teren był ogrodzony i dostępny tylko zaufanym członkom partii komunistycznej. 

lightbox   lightbox

Wypływająca spod skał woda ma temperaturę ok. 100 C. Przy panującej wysokiej temperaturze powietrza wydaje się wręcz lodowata.

W pobliżu znajdują się domki kempingowe i niewielka restauracja. Obecnie ruch turystyczny jest tu niewielki.

lightbox   lightbox

Wywierzysko ma kształt ciemnego okręgu otoczonego jaśniejszą obwódką, co może przypominać budowę oka i stąd wzięła się nazwa.

lightbox   lightbox

Pamiątkowe fotki z pobliskiej restauracji i już wracamy na krajową E853 udając się w kierunku Serandy.

lightbox   lightbox

Droga do Serandy wyjątkowo piękna. Jakość asfaltu zadowalająca, czasami niewielkie ubytki w asfalcie. Za to widoki gór wspaniałe.

Saranda to miejscowość wypoczynkowa. Właściwie to znajdują się tu prawie same hotele.

lightbox   lightbox

Wiele budynków jest dopiero w trakcie budowy, ale już widać światowe standardy. Piękne hotele, drogie samochody i kamieniste plaże.

lightbox   lightbox

Chwilkę podziwiamy przepiękne ogromne fale z hukiem rozbijające się o kamieniste falochrony. Plaże zupełnie puste - może to zbyt wcześnie dla wczasowiczów? Seranda aspiruje do miana europejskiego kurortu Albanii.

lightbox   lightbox

Jedziemy do Butrintu. Wyjazd z Serandy w trakcie budowy nowej drogi. Drobniutki pył z kamienistej drogi daje się nam mocno we znaki, ale już po kilku kilometrach mamy piękny nowiuteńki asfalt do samego Butrintu. W cieśninie Korfu obserwujemy hodowlę małży.

 

Butrint

Butrint - antyczne miasto Illirów i Greków, odkrycia archeologiczne datują je na XII w p.n.e, a intensywny rozwój nastąpił ok. VII-VI w. p.n.e. Było to jedno z największych centów handlowych w tej części starożytnego świata. W osadzie nadal trwają prace archeologiczne.

lightbox   lightbox

Dzięki temu udało się nam sfotografować kilka fragmentów antycznych mozaik podłogowych, które po opisaniu i skatologowaniu są "zabezpieczane" czyli zasypywane warstwą piasku, by nie traciły swoich kolorów. Fotografowane przez nas były przykryte błękitną folią.

Butrint ma bardzo ciekawe położenie: otaczają go wzgórza, Morze Jońskie i jezioro Butrinti. Nie tylko w starożytności, ale również w średniowieczu, za panowania chrześcijan, miasto tętniło życiem. Podbój przez Wenecjan w 1386 r. i wcześniejsze trzęsienia ziemi doprowadziły miasto do ruiny. Od 1992 r. wpisane na listę UNESCO.

Parking przed wejściem na teren osady jest dość duży, bezpośrednio nad morzem, bez odrobiny cienia. Widzieliśmy też znak pola namiotowego, ale panujących tam warunków nie sprawdziliśmy. Kemping, a właściwie pole namiotowe znajduje się też w miejscowości Ksamil (droga z Serandy do Butrintu). 

lightbox   lightbox
Na zwiedzanie osady (bilet - 700 leków + 150 za mapkę ułatwiającą zwiedzanie) trzeba przeznaczyć przynajmniej 2-3 godziny. Trasa zwiedzania to wyraźnie wytyczone szlaki wzdłuż najważniejszych zabytków - świątyni Asklepiosa, rzymskich term, wczesnochrześcijańskiego babtysterium (drugie co do wielkości po babtysterium św. Zofii w Stambule). Mur z bloków z inskrypcjami, Nimfeum, Bazylika, Brama Skajska, Lwia Brama, Muzeum. Wszystkie ważniejsze zabytki mają tablice z opisem w języku angielskim.

lightbox   lightbox

Antyczny teatr po podniesieniu się poziomu wody ma zalaną orchestrę. Latem odbywają się tu przedstawienia dla publiczności. Została dobudowana drewniana scena. Świetnie zachowany teatr, którego fragmenty datowane są na III w. p.n.e. Zachowało się 19 rzędów siedzeń, a cały amfiteatr podzielony jest schodami na 5 sektorów.

lightbox    lightbox

Babtysterium z VI w. - to najstarsza tego typu budowla po Hagia Sofia w Stambule. Pośrodku budowli umieszczona jest chrzcielnica, za nią specjalna fontanna. Woda do chrzcielnicy (podobnie jak w łaźniach miejskich) była podgrzewana specjalnym systemem hypocaustus i doprowadzana pod mozaikową posadzką wprost do zbiornika.

 

lightbox    lightbox

Dobrze zachowała się potężna paleochrześcijańska bazylika z VI w. Z badań archeologicznych wynika, że świątynia dwukrotnie była odbudowywana (najprawdopodobniej po trzęsieniach ziemi). Za każdym razem bazylikę odbudowywano większą i piękniejszą.

lightbox    lightbox

Pięknie wyprofilowane półkoliste łuki pomiędzy nawami.

 

lightbox   lightbox

Grube mury otaczające miasto. System murów wznoszony był ciekawą techniką, bez użycia zaprawy. Pomiędzy dwa rzędy grubych, ściśle układanych kamieni wsypywano mniejsze, dzięki temu mur mógł absorbować trzęsienia ziemi. 

lightbox   lightbox

Do miasta prowadziły bramy. Zachowała się mroczna Brama Skajska oraz Lwia Brama z IV w. Płaskorzeźba na nadprożu bardziej przypomina zranionego dzika niż lwa, ale może zabrakło nam wyobraźni...

Labiryntem kamiennych uliczek docieramy do muzeum, gdzie umieszczono zdjęcia mozaikowej posadzki z babtysterium, liczne rzeźby i eksponaty znalezione podczas prac archeologicznych.

lightbox   lightbox

Wewnątrz muzeum obowiązuje zakaz robienia zdjęć. Pozostały nam tylko fotografie wykonane na muzealnym dziedzińcu.

Czas powrotu.

Zmęczeni upałem wracamy do solidnie nagrzanego auta. Nasza czterostrefowa klima zaczyna działać z chwilą uruchomienia auta - powietrze wpada przez cztery otwarte okna i od razu robi się chłodniej. Wracamy do Sarandy i dalej kierujemy się do miejscowości Vlore.

lightbox   lightbox

I znowu trzeba pokonać szutrowy kawałek drogi tuż przed Serandą. Przed nami sporo kilometrów przedzierania się przez górskie pasma.

Porto Palermo - twierdza, Himare, przełęcz Llogara, Vlore, kempping w Ura Vargurore

Trasa widokowa do Vlore jest przepiękna. Magistrala Adriatycka w Chorwacji jej nie dorównuje.

lightbox   lightbox

Z jednej strony morze Jońskie, z drugiej strony góry. Szosa SH8 śmiało poprowadzona w górzystym terenie, nie brak zakrętów po 1800. Osoby z lękiem wysokości powinny tę trasę omijać z daleka.

lightbox   lightbox

Trudy podróży i szczególnie uciążliwe wysokie temperatury rekompensują nam przepiękne widoki.

lightbox   lightbox

Niedaleko Porto Palermo znajduje się obronna twierdza z XVII w wybudowana przez Alego Paszę, którego główna siedziba mieściła się w Joaninie (obecnie teren północnej Grecji). Twierdza widoczna jest z drogi SH8.

lightbox   lightbox

Pogoda wręcz zachęca do plażowania więc zatrzymujemy się na jednej z wielu plaż i rozkładamy własny parasol.

lightbox   lightbox

Tłoku nie ma. Plaża kamienista, ale da się chodzić po wygładzonych okrąglakach.  Trochę glonów wyrzuciło morze, ale ogólnie śmieci niewiele.

W miejscowości Himare robimy zakupy. Zaznaczamy sobie na mapie, że znajduje się tu kemping. Cen i jakości oferowanych usług nie sprawdzaliśmy, ale ważne, że kempingi w ogóle się pojawiają.

lightbox   lightbox

Przełęcz Llogara (1027 m.n.p.m). Z jednej strony morze, z drugiej strony wysokie góry z dwutysięcznikami w tle (M. e Qorres 2018m i M. e Cikes 2045m). Wiatr na przełęcz ogromny. Chętnie zatrzymują się tu turyści na pamiątkowe fotki.

lightbox   lightbox

Droga do Vlore to trasa widokowa. Podziwiamy przepięknie wkomponowane w skały domy mieszkalne. 

Vlore (Wlora) to miejscowość szczególna dla Albańczyków, bo właśnie w tym mieście ogłoszono w 1912 r. niepodległość Albanii. 

lightbox   lightbox

Plaża znajduje się bezpośrednio w mieście. Pomimo popołudniowej pory udaje się nam kupić dobrego i ciepłego byrka. Zdecydowanie zasmakowaliśmy w tej albańskiej przekąsce.

Przejeżdżamy przez Vlore oglądając zabudowę miasta i podziwiając szerokie ulice prawie pozbawione znaków drogowych. Zresztą po co Albańczykom znaki drogowe skoro i tak nikt ich nie przestrzega. Obowiązują tu dość specyficzne zasady jazdy: po pierwsze - zasada ograniczonego zaufania, po drugie - kto pierwszy ten lepszy. Jak na takie prawa drogowe niewiele dostrzegliśmy kolizji, za to sporo aut jeździ lekko poobijanych.

Z Vlore trasą SH8 kierujemy się do Fier i dalej trasą SH4 do Portez, gdzie odbijamy na Roskovec i Berat. Tu już nie ma dobrej drogi. Wszędzie wyrwy i dziury w asfalcie, trzeba uważać na zawieszenie.

lightbox   lightbox

Za miejscowością Roskovec podziwiamy fantazję albańskich budowniczych - dom w formie statku.

Średnia prędkość spada nam do 20 km/h, zbliża się zachód słońca i czas rozejrzeć się za noclegiem. Już wiemy, że przed zmrokiem nie uda się nam dotrzeć do Beratu, gdzie zdecydowanie większą szansę mieliśmy na nocleg, a tymi drogami nocą się jechać nie da. Trudno jest się poruszać po albańskich drogach ze względu na zupełny brak nazw mijanych miejscowości. Żadnych znaków - miejscowi wiedzą, gdzie trzeba jechać, a obcy niech sobie radzą jak chcą.

W miejscowości Ura Vajgurore zauważamy znak kempingu i natychmiast kierujemy auto w tę stronę. Wjeżdżamy nieśmiało na prywatną posesję. Czwórka dzieci buszujących po sporym i wybetonowanym podwórku natychmiast ucieka. Czekamy chwilkę zdziwieni i zaciekawieni. W końcu pojawia się gospodarz. Nie rozumie nic po angielsku, my nic  po albańsku. Pytam o kemping, kiwa głową na tak i podaje telefon. Z trudem ustalam telefonicznie (po angielsku) warunki pobytu - po 5 euro za osobę. Na koniec mój rozmówca płynną polszczyzną mówi: "dzień dobry, mam na imię Aleksander". Niestety, to jedyne polskie zdanie, jakiego nauczył się pracując z Polakami w Irlandii.

Wszystko OK, ale gdzie my się mamy rozbić? Jakoś nie widzimy tu miejsca na namiot. Nasz gospodarz powtarza ciągle "no problem", a dzieciaki przynoszą nam po szklance wody z lodem (bardzo potrzebna w tym upale). Za chwilę dostajemy po ogromnym pucharze lodów i już wiemy, że na pewno będziemy tu nocować.

lightbox   lightbox

Wieczorem, kiedy próbowaliśmy trunki obojga narodów, okazało się, że znak kempingu gospodarze ustawili poprzedniego dnia i my jesteśmy pierwszymi klientami. Namiot rozbiliśmy w sadku, pomiędzy drzewkami owocowymi. Z racji tego, że łazienka kempingowa nie do końca była gotowa na przyjęcie gości, korzystaliśmy z łazienki w domu gospodarzy.

Nocne rozmowy trwały bardzo długo. Dzieciaki z zaciekawieniem oglądały nasze mapy, a my przy kolejnej butelce wody rozmownej rozprawialiśmy o turystyce i polityce. Poznaliśmy też najbliższych sąsiadów Artana i Dony. Okazało się, że Dona całkiem nieźle mówi po angielsku i od niej dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy. Brat Dony - Aleksander prowadzi kemping w Butrinti i to z nim prowadziłam telefoniczne negocjacje cenowe.

18 lipca 2012 (środa) dzień 13.

Artan już o piątej rano pojechał otworzyć swoją restaurację.

lightbox   lightbox

Sfotografowaliśmy za dnia dom i rodzinny kemping Dony i Artana. Po śniadaniu pożegnaliśmy się z Doną i pojechaliśmy na kawę do Artana. Drogę pokazywał nam najstarszy syn Artana - Mario. Na pamiątkę sympatycznego spotkania Dona obdarowała nas jeszcze butelką albańskiego wina. Obiecujemy rozreklamować ich kemping poprzez naszą stronę internetową.

lightbox   lightbox

Wizyta w restauracji Artana i już żegnamy się z sympatycznymi właścicielami kempingu.

Ruszamy dalej w kierunku Beratu. Droga, niestety, nie jest najlepsza.

Berat

Kolejne wyjątkowe miasto na trasie naszej wprawy. Berat - miasto tysiąca okien, uznawane jest za najstarsze miasto albańskie, znane od starożytności. Od 2008 r. figuruje na liście zabytków UNESCO ze względu na charakterystyczną zabudowę domów z czerwoną dachówką i piękną twierdzę na wzgórzu Tomori.

lightbox   lightbox

Zabytki: średniowieczna bizantyjska twierdza, meczet (wybudowany w 1493r., z freskami pochodzącymi z XVIII w.), muzułmański klasztor bektaszytów, kamienny most z 1780 r.

lightbox   lightbox  

Zwiedzanie rozpoczynamy od przejścia na drugą stronę rzeki Osum jednym z dwóch mostów. Wspaniale prezentują się domy pięknie wkomponowane w zbocze. Nad domami, nieco po lewej stronie wzgórza dostrzec można niewielką cerkiew św. Mikołaja z XIVw. Powrót do centrum miasta po starym kamiennym moście, który obecnie zamknięty jest dla ruchu samochodowego.

lightbox    lightbox

Ruszamy na wzgórze Tomori, by zwiedzić zamek i górne miasto, gdzie niektóre domy nadal są  zamieszkałe. Początki twierdzy sięgają czasów starożytnych.

lightbox   lightbox

Chrześcijanie pozostawili na terenie twierdzy pamiątkę w postaci ponad 20 cerkwi, z których do czasów współczesnych w dobrym stanie przetrwało tylko kilka. Większość to ruiny. Część zachowanych fresków można podziwiać w muzeum ikon.

lightbox   lightbox

Na terenie twierdzy znajdują się też dwa meczety czerwony i biały - obydwa w ruinie.

Rozległa twierdza pozwala na swobodne zwiedzanie, buszowanie wśród wąskich uliczek, błądzenie w labiryncie ścieżek i tajemnych przejść.

lightbox  lightbox

Mieszkańcy górnego miasta chętnie prezentują i sprzedają swoje wyroby turystom. Odnieśliśmy wrażenie, że sprzedających było zdecydowanie więcej niż kupujących.

lightbox   lightbox

Może to upał sprawiał, że niewielu turystów dociera do twierdzy, a wizyta na terenie zamku zdecydowanie warta jest opłaty w wysokości 1 euro. Płacić można w euro, jednak lepiej opłaca się w miejscowej walucie, bo jak wszędzie tubylcy chętnie zaokrąglają kwoty na swoją korzyść.

   lightbox

Przepiękna jest panorama Beratu i okolic z murów obronnych zamku.

 

Dures - największy albański port, zabytki

Wracamy przez Ura Vajgurore i Lushnje kiepskimi drogami. Dopiero za Lushnje dołączamy do drogi szybkiego ruchu SH4, którą docieramy do portu Durres nad Adriatykiem. Docieramy bezpośrednio do portu, gdzie na parę godzin zostawiamy auto na darmowym parkingu i ruszamy na zwiedzanie miasta.

lightbox   lightbox

W tle widoczna tzw. wenecka wieża, stanowiąca fragment murów obronnych średniowiecznego miasta. Obecnie w wieży znajduje się klimatyczna kawiarenka. Port nie robi na nas dużego wrażenia. Plaża pusta, ale zaśmiecona.

Podziwiamy mury obronne. Pierwsze kroki kierujemy do  bizantyjskiego forum i rzymskiej łaźni z V wieku naszej ery.

lightbox    lightbox

Zachowały się jeszcze fragmenty kolumnady doryckiej i fragmenty marmurowych płyt. Forum jako centrum handlowe funkcjonowało do VII w., potem teren przeznaczono na cmentarz. Forum otoczone jest przez współczesne budynki mieszkalne.

Charakterystycznym zabytkiem Durres jest największy na Bałkanach amfiteatr z II w.n.e., który mógł pomieścić nawet 15 tys. widzów.

lightbox   lightbox

Amfiteatr nie jest w całości odkryty, ponieważ uniemożliwia to współczesna zabudowa miasta. Jednak odsłonięte fragmenty dobitnie świadczą o wielkości tego przybytku - średnica ok. 120 metrów. Zastosowano tu specjalny przeciwwstrząsowy system budowy siedzeń, gdzie pomiędzy marmurowe bloki usypywano drobne kamienie. Ocenia się, że scena miała wymiary około 40 na 60 m.

lightbox   lightbox

Wczesnośredniowieczne mury miasta udało nam się zwiedzić zupełnie przypadkiem. Trafiliśmy tam błądząc po wąskich uliczkach starej części miasta. Świetny punkt widokowy. Mury są ogólnie dostępne, nie obowiązują tu bilety wstępu.

lightbox   lightbox

Jedna z wielu bram warownego niegdyś miasta.

lightbox   lightbox

Współczesny bardzo duży meczet Fatih.

Miasto ogromne, ale w południe raczej niewielki tu ruch. Pewnie kwitnie tu życie nocne, czego nie mieliśmy okazji sprawdzić, ponieważ w planach mieliśmy jeszcze tego dnia zwiedzenie Tirany.

Tirana - stolica Albanii

Z Durres do Tirany prowadzi autostrada oznaczona jako droga SH2 lub E-852. Nareszcie jazda autem, bez uważnego wypatrywania dziur w asfalcie. Chociaż i tutaj mieliśmy ciekawą przygodę, bo nagle pod wiaduktem dwupasmowej drogi skończył się asfalt, a zjazd do szutrowego kawałka drogi miał znaczną wysokość. Była to jedyna niedogodność na autostradzie.

Tirana - stolica  Albanii od stycznia 1920 r. i jednocześnie największe miasto w kraju. Duży ruch, korki i zupełny brak poszanowania dla przepisów ruchu drogowego. Jazda autem dostarcza wielu emocji i zdecydowanie podnosi poziom adrenaliny.

Stolica zupełnie nas rozczarowała. Parkin płatny w centrum miasta okupowany przez dużą liczbę żebraków, w tym dzieci. Nachalność żebraków i bierność przyglądających się temu policjantów - żenujące.

lightbox   lightbox

Spacer głównymi ulicami miasta rozpoczynamy od Placu Skanderberga. Od razu zwraca uwagę kolorowy i bardzo duży budynek Muzeum Historycznego. Na frontonie symboliczna mozaika. Pomnik Skanderberga ukryty za siatką ochronną - trwa renowacja. 

lightbox   lightbox

Mieszanka kultur i religii (islam, prawosławie i katolicyzm).

lightbox   lightbox
Zabudowa centrum monumentalna, wielkie kolorowe gmachy i hotele, przestronne ulice. Dzielnice peryferyjne to niska zabudowa i dość przygnębiający obraz małych, prowizorycznych budynków. Miasto skrajności i mercedesów.

W poszukiwaniu willi dyktatora obeszliśmy okoliczne ulice przyglądając się hotelom, zabudowie domów i urzędów oraz dawnemu muzeum Envera Hoży. Przez centrum Tirany przepływa rzeka smródka (Lana) - jedna z trzech rzek, nad którymi leży miasto. Rzeka, niestety, przypomina żywy ściek.

lightbox   lightbox

Dawne muzeum Envera Hoży czasy świetności ma już za sobą, podobnie jak jego dom.

Opuszczamy Tiranę z przeświadczeniem, że spokojnie w swej wędrówce mogliśmy to miasto pominąć. "Zaliczyliśmy" kolejną stolicę, ale właśnie po stolicy oczekiwaliśmy czegoś więcej. Czas ruszyć w góry...

Komani - Fierze - przejażdżka promem

Z Tirany kierujemy się na Szkodrę - droga SH1, a od miejscowości Fushe Kruje trasa szybkiego ruchu. Trasa w miarę spokojna, ruch niewielki i dobra nawierzchnia. 15 km przed Szkodrą "odbijamy" SH5 na Koman.

lightbox   lightbox

W miejscowości Van i Dejes kolejne odbicie i wspinamy się drogą wśród pięknych skał.  Chyba po raz pierwszy mamy dobrze oznakowaną trasę poprowadzoną wśród przepięknych gór.

lightbox   lightbox

Bez problemu ok. 20.00 trafiamy na kemping Koman, który został umiejscowiony pod mostem. Jedyni goście na kempingu to nasi rodacy - Ola i Maciek z Łodzi. Godzinę później docierają jeszcze Dominika i Piotr z Warszawy.

lightbox   lightbox

Stworzył się nam zupełnie polski kemping - innych gości nie było. Nocne Polaków rozmowy trochę trwały...

19 lipca 2012 (czwartek) dzień 14.

Już o 6. rano nie damy rady spać. Wczesna pobudka więc czas na pranie i porządki.

 lightbox   lightbox

Po śniadaniu oczekiwanie na wyjazd do przystani promowej. Prom kursuje raz dziennie według sobie tylko wiadomego rozkładu jazdy. Właściciel kempingu informuje nas, że dziś prom będzie dopiero koło południa i da nam znać, kiedy mamy jechać.  Czas dłuży się niemiłosiernie. Warszawiacy zażywają kąpieli w górskiej rzece. Temperatura wody wynosi 10 stopni przy temperaturze powietrza oscylującej koło trzydziestki. W oczekiwaniu na wyjazd zacieśniamy stosunki z Polakami. Ola i Maciek opowiadają nam o słynnej drodze do Thethi. Po obrazowych i wyrazistych opowieściach o ruchomych kamieniach i bardzo wąskiej drodze nad przepaścią postanawiamy nie wystawiać na próbę naszego autka i ostatecznie rezygnujemy z wyjazdu do najsłynniejszej albańskiej wioski.

lightbox   lightbox

Ruszamy dopiero 0 12.15. Na przystani oczekujemy jeszcze aż załadują dużą ilość cementu. Turystów niewielu. W barze zamawiamy jakieś napoje i obserwujemy, jak skokami do wody popisują się młodzi Albańczycy.

lightbox   lightbox

Po załadunku cementu szybko "pakują" nas na prom ustawiając nasze auta pomiędzy wielkimi pakami cementu. Cementowy pył zalega wszędzie w dolnej części promu. Nasze auto kapitan wycenił na 2500 leków plus 800 za 2 osoby. Ola i Marcin płacą za swego jeepa już 3500 leków. Opłata zależy od wielkości auta i od widzimisię kapitana promu.

lightbox  lightbox

Kiedy prom odbija od brzegu, towarzyszą mu jeszcze młodzi chłopcy na motorówce. Nudzi im się, zaczepiają nielicznych turystów.

Czas płynięcia to około 2 godziny. Stwierdzamy, że szybciej pokonujemy trasę promem niż byśmy mieli jechać drogą.

   lightbox

Trasa przepiękna, co chwila odsłania się nam piękniejszy widok albańskich fiordów. I ten przepiękny koloryt wody.

lightbox   lightbox

Wysokie stoki piętrzą się wokół, chwilami jest tak wąsko, że skały wydają się na wyciągnięcie ręki. Słońce mocno przypieka więc poszukujemy cienia, o który raczej trudno na promie. Wewnątrz, w pomieszczeniu z barem i telewizorem siedzą tubylcy.

 lightbox   lightbox

Góry zupełnie opustoszałe. Gdzieniegdzie pojawiają się pojedyncze gospodarstwa, do których nie prowadzi żadna droga. Jak oni tu żyją? Samowystarczalni? A jak dzieciaki chodzą do szkoły?

lightbox
Około 16. nasza przygoda z promem dobiega końca. Dopływamy do przystani w Fierze. Dwugodzinny marazm załogi zmienia się w wielką krzątaninę wokół cum i rozładunku.

lightbox   lightbox

Bez problemów dobijamy do brzegu i wyjeżdżamy na kamienisto - piaszczyste nabrzeże. Rozładunek promu następuje w odwrotnej kolejności. Szybko opuszczamy pokład

lightbox   lightbox

Szutrowa trasa (w budowie) kurzy niemiłosiernie. Już po chwili nasze auta są szare od kamienistego pyłu. Czas rozstać się z sympatycznymi Polakami. Jeszcze tylko wymiana adresów i już każdy rusza w swoją stronę.

lightbox   lightbox

Jezioro Koman kończy wielka betonowa zapora. A za nią ogromne urządzenia elektrowni. Pokonanie 32 km do głównej drogi dłuży się niemiłosiernie chociaż widoki są wspaniałe, bo trasa śmiało wytyczona wśród wysokich gór. W dole jezioro, w górze źródełka, wodospady i całe mnóstwo zakrętów. Nieliczne domy nieśmiało wciśnięte w górski krajobraz.

lightbox   lightbox

Docieramy w końcu do drogi SH5 i dalej kierujemy się na Szkodrę. Czas poszukać jakiegoś noclegu, ale z tym na tej trasie raczej trudno. W końcu znajdujemy dogodną zatoczkę - kolacja. Zapada zmierzch. Nie decydujemy się na dalszą jazdę po zmroku. Dziś nocleg w aucie.

 20 lipca 2012 (piątek) dzień 15.

Całkiem spokojna noc. Kawa i resztki chleba z masłem orzechowym to nasze śniadanie. W Albanii nie ma zwykłego masła. Biały ser jest mocno zasolony, to coś w rodzaju sera feta. Smaki tu zdecydowane, albo przesolone, albo przesłodzone. Generalnie to z solą we wszystkich potrawach przesadzają, ale może w tym upale sól chociaż trochę utrzymuje wodę w organizmie.

Jedziemy (SH1) w kierunku twierdzy Rozafa, którą widać od razu na wjeździe do Szkodry od strony Tirany.

 

Szkodra - twierdza Rozafa, miasto

lightbox   lightbox

Do twierdzy Rozafa prowadzą drogowskazy. Nie mamy problemów z dotarciem na wzgórze. Parking o poranku zupełnie pusty i bezpłatny.

lightbox   lightbox

Wejście do twierdzy to koszt 200 leków za osobę. Twierdza, a właściwie ruiny zamku Rozafa pochodzą z XIV w.

lightbox   lightbox

To właśnie z twierdzy roztaczają się najlepsze widoki na miasto i okolicę.

lightbox   lightbox

 

lightbox   lightbox

Twierdza, mająca pochodzenie iliryjskie, rozbudowywana przez wieki najmocniej przez Turków, jest świetnym miejscem do zwiedzania.

lightbox   lightbox

Widać stąd dobrze całe miasto, leżące w oddali góry, wielkie graniczne Jezioro Szkoderskie i pobliskie rzeki. 

lightbox   lightbox

Zwiedzanie miasta rozpoczynamy od  niedużego centrum, gdzie stoją pięknie odnowione lub nowo budowane domy użyteczności publicznej. Podobnie jak w Grecji ważne jest, by rozpocząć budowę i jak najszybciej zamieszkać choćby w jednym pokoju. Zakończenie budowy w wielu wypadkach nie jest możliwe, najczęściej z powodu braku funduszy. 

lightbox   lightbox

 

lightbox    lightbox

Szkodra to ostatnie albańskie miasto, które chcieliśmy zwiedzać. Niedaleko przebiega granica z Czarnogórą.

Trasą SH1, albo E85 wzdłuż jeziora Szoderskiego jedziemy w kierunku granicy z Czarnogórą.

lightbox   lightbox

W sumie to niewiele widać - droga w budowie i częściej jest szutr niż asfalt, a w pobliżu jeziora brzegi są zarośnięte bardzo wysokim sitowiem.

Jeszcze tylko w Kopiku na chwilkę zbaczamy na drogę prowadzącą do Thethi. Może spróbować? Ach, korci nas ta słynna trasa. Nie, jednak zawracamy, bo plan mamy napięty, a jak zepsuje się nam auto, to już nic nie zdziałamy.

Na granicy ogromna kolejka TIRów. Wypijamy ostatnią albańską kawę za ostatnie leki i już jesteśmy na granicy z Czarnogórą.

Żegnaj Albanio! Witaj Montenegro!

Treść nowego pytania:
Komentarze internautów
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )