TREKKING

WYPRAWY i WYCIECZKI GÓRSKIE

Alpy Julijskie

W te magiczne "białe" góry wracamy regularnie.
Spis treści niniejszej strony
Wodospad Boka

24 lipca 2010 (sobota)

Granicę przekraczamy w Novej Goricy i trasą 103 przez Kanal i Kobarid  docieramy pod wodospad Boka, którego fragment widoczny jest z trasy Tolmin-Bovec. Podejmujemy decyzję o bliższym poznaniu wodospadu. Lekkie buty trekkingowe, czapeczka i apartat - w końcu to króciutki wypad.

IMG_1__3026_     IMG_1__2976_    

Szlak dobrze oznakowany, pniemy się ostro w górę. Dochodzimy do punktu widokowego - tu kończy się znakowany szlak. Ścieżka wiedzie jednak w górę, idziemy dalej. Po ok. 20 minutach ostrego podejścia mijamy opuszczone domostwo - ależ ktoś miał fantazję, by tu dom zbudować! Za gospodarstwem kolejny punkt widokowy - tym razem na wodospad możemy popatrzyć z góry. Ogromne masy wody z hukiem rozbiajają się o skalne ściany. Widok stąd na całą dolinę Soczy! Obserwujemy rafting na rzece, dobrze widoczny jest Triglav i inne bliższe szczyty. Pięknie.

IMG_1__3012_     IMG_1__2986_

Niewiele osób tu dociera, większość kończy wędrówkę przy znakowanym szlaku. Szkoda, że ten wodospad tak skromnie został opisany w przewodnikach. W sumie cała trasa zajęła nam ponad 90 minut.

Jedziemy do Trenty, na znajomy kemping. Ceny w ciągu dwóch lat mocno wzrosły - 10 euro za osobę za dobę. Udało nam się wytargować 10% zniżki.

Prisojnik przez Wielkie Okno

25 lipca 2010 (niedziela)

7.45 - wyjeżdżamy z kempingu ku przełęczy Vrsic. Cena parkingu na przełęczy bez zmian - 3 euro.

8.15 - początek trasy, dojście do ferraty - 45 minut. Zastajemy tam grupę Austriaków, którym tak długo szło przebieranie, że w końcu ruszyliśmy pierwsi.

IMG_1__3054_     IMG_1__3058_

Szlak miejscami słabo wyznakowany, sporo obsunięć kruchych skał, ale ogólnie warunki piękne do wspinaczki. Podczas wędrówki z bliska oglądamy naturalną płaskorzeźbę twarzy kobiety.

IMG_1__3094_     IMG_1__3103_

Ubezpieczeń niewiele, czasami kopczyki wskazują drogę. Trochę trudności (osobom z dużymi plecakami) sprawi przejście wąskiego komina. To chyba najtrudniejszy element trasy.

IMG_1__3134_     IMG_1__3144_

Bliżej okna skała wyjtkowo krucha i mocno osypująca się. Niezbędny kask, bo kamienie są stale strącane przez osoby idące wyżej.

IMG_1__3170_      IMG_1__3174_

W samym wejściu w okno skalne kilka klamr i poręczówek. Zdobywamy Wielkie Prisojnikowe Okno - to była piękna ferrata! Obowiązkowe zdjęcia.

Po drugiej stronie Wielkiego Okna szlak pełen turystów, szczególnie hałaśliwych Czechów. Kiedy odpoczywamy w skalnym załomie, jeden z młodych Czechów mocno rozcina głowę o wystającyą skałę. Krew leje się z rany dość obficie. Udzielamy mu pomocy, bo koledzy jakoś się do tego nie kwapią. Całkowicie wykorzystaliśmy bandaże i gaziki z naszej apteczki. Odradzamy chłopakowi dalszą wycieczkę na Prisojnik, rana wymaga założenia szwów. Gdyby miał kask, nie byłoby problemu, a tak powinien zejść ze szlaku.

IMG_1__3180_     IMG_1__3190_

Dalszą część trasy na Prisojnik znamy z poprzedniej wyprawy. Szlak prowadzi mocno eksponowaną granią. O 12.45 osiągmy szczyt Priosjnik (2547m) i delektujemy się przepięknymi widokami na Triglav, Szkarlaticę i Razora.

IMG_1__3241_     IMG_1__3228_

13.00 - ruszamy w kierunku Zadniego Okna i Mlynaricy. Dwie i pół godziny wędrujemy do drugiego okna skalnego. Znowu szlak pełen kruchych i mocno eksponowanych skał. Ruch tu zdecydowanie mniejszy - na całej trasie spotkaliśmy zaledwie kilku turystów - szli w kierunku przeciwnym do naszego.

IMG_1__3292_     IMG_1__3307_

Zadnie Okno sprawia niesamowite wrażenie. W niecce zalega sporo topniejącego śniegu i sporo luźnych kamieni z obrywów skalnych . Brak oznakowania szlaku, ścieżki różnie wydeptane i ze względu na duże kontrasty panują tu trudne warunki do fotografowania.  Zejście z okna bardzo emocjonujące. Schodząc po klamrach ma się pod nogami ogromną przepaść. Bardzo duża ekspozycja, ale ubezpiczenia stabilne, chociaż miejscami klamry bardzo wąskie. W dalszej części trasy zejścia po kruchych skałach, piarżysku, czasami z pomocą poręczówki.

IMG_1__3325_     IMG_1__3341_

Często widoczny w dolinie szlak zejściowy dawał złudną nadzieję, że już niewiele drogi zostało. Niestety, wcześniej nie da się zejść w dół, ponieważ skały kończą się urwiskiem, a szlak szerokim łukiem wiedzie w kierunku Razora. Należy trzymać się wyznaczonego szlaku, aż do trzeciego okna. Ten mały otwór w skale nie da się porównywać z Wielkim lub Zadnim Oknem, ale można przez nie popatrzeć na okoliczne szczyty.

Godzina 16.00 - docieramy do szlaku zejściowego w dolinie. Dłuższy odpoczynek dla nadwyrężonych stawów. Opaski na kolana niewiele pomagają i 2-godzinną trasę zejściową pokonujemy w trzy. Dopiero o 19.30 dochodzimy do przełeczy Vrsic.

Przeszliśmy dwie ferraty: przez Wielkie Okno - Kopiscorjeva Pot  i przez małe okno Jubilejna Pot, które na długo zostaną w naszej pamięci. 

Razor i Planja przez Pogacnikov Dom

26 lipca 2010 (poniedziałek)

Żegnamy kemping w Trencie. Auto pozostawiamy na leśnym parkingu i o 11.15 ruszamy na szlak. Drogowskaz wskazuje czas dojścia do schroniska 3 h 30 min. Wędrujemy sobie spokojnie wśród drzew. Długa trasa przed nami, ale mamy zamiar nocować w schronisku, więc zupełnie nam się nie spieszy. W czasie całej drogi przez las minęla nas tylko jedna osoba. Wyżej minęliśmy grupę schodzących turystów, a pod samym schroniskiem dwóch mężczyzn. Tłoku to tu nie ma.

IMG_1__3390_     IMG_1__3419_

Trasę do schroniska pokonaliśmy w 3.40. Zarezerwowaliśmy nocleg w Pogacnikov Dom (2050m), zostawiliśmy bagaże w pokoju wieloosobowym i "na lello" ruszyliśmy na szczyt Razor (2601m).  Trasa wyznaczona wśród ogromnego piarżyska, trawers dowolny - jak komu wygodniej. Oznakowanie dość kiepskie, ale szczyt zawsze w zasięgu wzroku.

IMG_1__3444_     IMG_1__3528_

Pod samym szczytem piękna jaskinia, a właściwie załom skalny z dużą ilością zlodowaciałego śniegu. Godzina 17. - fantastyczne widoki ze szczytu Razora (na zdjęcu z Triglavem w tle). Na szlaku spotkaliśmi niewiele osób. Trudne podejście wynagrodziły nam wspaniałe widoki. Obowiązkowy wpis do książki. Delektując się samotnością i przepięknymi kraobrazami, uświadomiliśmy sobie, że jeszcze nigdy tak późno na żaden szczyt nie wchodziliśmy. A jeszcze czeka na nas Planja (2453m).

IMG_1__3569_     IMG_1__3572_

Godzinę później wpisujemy się do książki na szczycie Planji. Równie piękne widoki. Zachwycają nas niesamowite formacje skalne, które pięknie prezentują się w zachodzącym słońcu.

Podczas zejścia towarzyszą nam żerujące kozice. Nie są zbyt płochliwe, dają się fotografować z całkiem bliskiej odległości.

19.15 - wracamy do schroniska. Przed budynkiem spotykamy małżeństwo z Kielc. Wspólnie konwersujemy przygotowując kolację. W końcu chłód zmusza nas do wejścia do schroniska.

Piękna trasa, wspaniałe widoki gór w zachodzącym słońcu - bardzo romantycznie spędzamy mój dzień imienin.

W schronisku woda lodowata, piwo po 3 euro, herbata po 2. Obok nas wszędobylscy Czesi zachowują się dość głośno - chyba już sporo piwa wypili?

Wieloosobową salę dzielimy z dwoma Niemkami, obok w pokoju zainstalowali się Czesi. Już po zapadnięciu zmroku obserwujemy z góry dolinę i światła Trenty. Takie widoki mogą oglądać tylko nieliczni...

27 lipca 2010 (wtorek)

Koszmarna noc w schronisku. Czesi - wypiwszy wieczorem sporo piwa - w nocy ciągle wychodzili na "sikundę", a że przejść musieli przez naszą salę i robili to wyjątkowo głośno, więc spać się nie dało. Niemki już o 6.30 wyruszyły w trasę!

IMG_1__3613_     IMG_1__3665_

Ranek piękny i słoneczny, wyruszamy po dziewiątej i pół godziny później osiągamy Kriż (2410m). Na szlaku zupełnie pusto. Gdzieś daleko pod Stenarem widać malutkie postacie. Powoli zbieraja się chmury. Zejście z Kriża dość karkołomne: skała bardzo krucha, żadnych ubezpieczeń i źle wyznakowany szlak. W razie deszczu lub mgły droga nie do przejścia. Wiele dzikich ścieżek kończy się urwiskiem. Niebezpiecznie! Tylko owce i kozice w tym terenie radzą sobie całkiem nieźle.

Przełęcz pod Stenarem przechodzimy w bardzo luźnym piargu mocno wspierając się kijkami. Tu już znakowanie lepsze, chociać droga nadal trudna. Pod szczytem zostawiamy plecaki i "na lekko" wchodzimy na Stenar (2501m).

IMG_1__3706_     IMG_1__3747_

Przed nami roztacza się wspaniała panorama na dolinę Vrata i potężną ścianę Triglava. Na szczyt dociera samotny Włoch i to nasze jedyne towarzystwo na trasie.

12.30 - po zrobieniu pamiątkowych fotek, przejściu dość rozległego grzbietu Stenara i wybraniu odpowiedniego kamyczka do kolekcji - schodzimy. Mały obiadek gotujemy niepodal stada kozic, które niewiele sobie z naszego pobytu robią. Śledzimy z góry dalszą trasę - chcemy przejśc granią na Bovski Gam Sovec (2392m). Szlak poprowadzony w dużej części granią, w sporej ekspozycji, z możliwością ciekawej wspinaczki. Ubezpieczeń niewiele - chyba tylko trzy poręczówki na całej trasie. Samo wejście na szczyt można ominąć, ponieważ głóny szlak prowadzi obok, a na sam szczyt jest specjalne odbicie.

IMG_1__3792_     IMG_1__3830_

O 14.20 meldujemy się na Bavskim Gam Sovcu. Naokoło mnóstwo groźnie wyglądających chmur, ale okoliczne widoki przepiękne. Cały czas fascynuje nas północna ściana Triglava, którą ciągle mamy w zasięgu wzroku. Pozostałe szczyty pięknie dopełniają całości. Świetnie widać pokonywaną przez nas trasę. Fotki, kamień i teraz to już tylko w dół - 1700 metrów zejścia.

Chmur deszczowych coraz więcej, ale na szczęście nie pada.

Poniżej 2000 m dopada nas jednak deszcz. Początkowo niewielka mżawka, zmienia się w delikatnie siąpiący deszczyk i tak towarzyszy nam aż do przełęczy Luknja (1758m). W zejściu towarzyszyły nam również młode koziorożce. Długo mogliśmy obserwować ich potyczki, udało nam się przejść przez środek stada. (Istniała realna obawa, że mogą nas zaatakować, w końcu weszliśmy na ich terytorium).

IMG_1__3839_     IMG_1__3873_

16.00 - na przełęczy, pod dużą półką skalną przeczekujemy największy deszcz. Przełecz to jednocześnie węzeł szlaków, więc w tym miejscu udało nam się spotkać kilkoro turystów. Według mapy mamy przed sobą jeszcze 4 godziny drogi zejściowej do Trenty, a nóżki już bolą. Pogoda zrobiła się w kratkę: chwila przejaśnienia, deszczyk, odrobina słońca i znowu mży.

W sumie zejście dość wygodną trawersowaną ścieżką, którą miejscami można było sobie jeszcze skrócić. Po 90 minutach dochodzimy do bukowego lasu, a zaraz potem drogowskaz TRENTA - 1 ORA Hura! Stąd już prowadzi droga gruntowa. Mijamy gospodarstwa. Po niespełna godzinie docieramy do naszego auta.

Jedziemy na kemping Triglav w Trencie. Na jedną noc rozstawiamy mały namiot. Kiedy zapada zmrok, sączymy sobie włoskie winko i wypatrujemy światełek schroniska Pogacnikov Dom. Tam wczoraj obserwowaliśmy Trentę z góry... Pęknie...

Alpy Kamińsko - Sawińskie i Grintovec

28 lipca 2010 (środa)

Rozpoczynamy 18-ty dzień podróży. Czas na przemieszczenie się w kierunku Alp Kamińsko - Sawińskich.

Kamnik - niewielkie i bardzo sympatyczne miasteczko. W informacji turystycznej w Kamniku kupujemy mapę okolicznych gór i uzyskujemy wskazówki odnośnie kempingów. Ten na skraju miasta jest wyjątkowo surwawilowy - brak ciepłej wody, prysznice bez zasłonek, otoczone metalowym płotem i cena 14 euro za 2 osoby. Drugi kemping w Kaminskiej Bistricy jest bardzo ładnie położony w lesie, nieopodal kolejki linowej i baru. Cena taka sama, ale sanitariaty umieszczono w trzech nowiutkich kontenerach, jest gorąca woda. Samochód należy pozostawić na parkingu, poza kempingiem. Wszystko nam pasuje.

Namiot ustawiamy na niewielkiej górce. Obok nas Francuzi i Belgowie z dziećmi (chyba są tu od dłuższego czasu) oraz wszędobylscy Czesi. 

Kończymy "lajtowy" dzień przygotowując rzeczy na jutrzejszą wyprawę na Grintoviec.

29 lipca 2010 (czwartek)

Jeszcze przed szóstą wyjeżdżamy z pólka. Pogoda wydaje się być rewelacyjna: ani jednej chmurki na niebie, rześki poranek i głośny świergot ptaków. Super! Auto pozostawiamy parę kilometrów dalej na dużym bezpłatnym parkingu.

6.05 - wyjście na szlak. Już na początku trasy problematyczne oznakowanie szlaku, mapa wskazuje trochę inną trasę. Idziemy za zankami. Pierwszy drogowskaz na Kokrsko Sedlo - 3 godz. 45 min. Po 50 minutach marszu na kolejnym widnieje napis 2 godz. 15 min. Taki dobry mamy czas? Nie zastanawiamy się zbytnio, bo przed nami sporo drogi. Wędrujemy w lesie, dość szybko nabierając wysokości. Nad nami cały czas widać wyciąg towarowy. Jest bardzo ciepło i duszno, słońce wręcz przypieka. Kiedy kończy się las, szlak biegnie dalej trawersem w luźnym piargu - co oznacza dowolność wybieranej ścieżki.

IMG_1__3992_     IMG_1__4004_

9.50 - docieramy do schroniska  Kokrsko Sedlo (1793m). Słońce chowa się za chmury i psuje się pogoda. Jesteśmy jedynymi turystami w schronisku. Zdziwieni naszym przyjściem właściciele, odradzają wyjście w wyższe partie gór. Odpoczywamy pijąc dziwną - słodką, lekko ziołową herbatę. Na prośbę o piecząkę schroniska otrzymujemy cały zestaw stempli - schoroniska i okolicznych szczytów. Po raz pierwszy stemplujemy mapę pieczątkami z miejsc, w których jeszcze nie byliśmy. Zemściło się to na nas okrutnie...

Po godzinie, pomimo ostrzeżeń obsługi schroniska i bardzo niskiego pułapu chmur, decydujemy się na wyjście. Znacznie się ochłodziło. Ubieramy ciepłe kurtki. Deszcz w górach to nie tragedia, a burzy ma nie być. Wędrujemy z wiatrem i pomimo niskich chmur, mamy niezłe widoki.

 11.50 - zaczyna padać deszcz. W trasie towarzyszą nam tylko przemoczone owce. Niewiele  nam do szczytu pozostało. Im wyżej, tym chłodniej. Zmienia się kierunek wiatru, deszcz pada coraz mocniej, a widoczność spada do kilku metrów. Pod samym szczytem pada marznący deszcz. Jesteśmy zziębnięci, ale jeszcze nie przemoczeni.

IMG_1__4020_     IMG_1__4031_

13.00 - zdobywamy Grintovec (2558 m). To był nasz najkrótszy pobyt na szczycie: wpis do książki, cztery fotki, pamiątkowy kamień i wracamy. I tak nic nie widać. Deszcz coraz większy i znowu mamy pod wiatr. Pięć minut później Alpy uchylają zasłonę i naszym oczom ukazują się wspaniałe widoki.

IMG_1__4050_     IMG_1__4064_

To taka króciutka nagroda, bo za chwilę znowu wszystko tonie we mgle. Za chwilę prześwit mamy w innej części pasma. Zamokłe obiektywy słabo rejestrują te krajobrazy, a my już wiemy, że tu wrócimy.

Niżej pogoda poprawia się. Przestało padać, zrobiło się cieplej, nawet udało nam się troszkę ubrania podsuszyć. Delektujemy się widokami, ale większość szczytów tonie w chmurach. Musimy bardzo uważać, by nie deptać maleńkich salamander, które po deszczu wyszły na szlak. Jest ich bardzo dużo. (zobacz ostatnie zdjęcie w galerii)

14.30 - mijamy schronisko. Wracamy tą samą drogą, schodzimy w dół pod wyciągiem. Wielka deszczowa chmura dopada nas już w lesie. Kiedy dwie godziny później docieramy do auta, jesteśmy kompletnie przemoczeni.

Na polu namiotowym pada jeszcze mocniej. Cały kemping w ogromnych kałużach - całe szczęście, że nasz namiot stoi na górce.

Kiedy pakujemy się i wyjeżdżamy nastęnego dnia rano, nadal pada. Deszcz (z przerwami) będzie nam towarzyszył w drodze powrotnej aż do Czech.

 

Treść nowego pytania:
Komentarze internautów
Dodaj swój komentarz (maksymalnie 4000 znaków)
Nick:
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )